Właścicielka mieszkania przy ul. Ujejskiego w Krakowie będzie musiała zwrócić miastu pół miliona złotych. Niektórzy radni chcieli, by ta kwota była o połowę mniejsza. W środę w nocy projekt uchwały w tej sprawie wylądował koszu. Dlaczego? Właścicielka tego mieszkania wykupiła go od gminy blisko 10 lat temu z 90-procentową bonifikatą. Nigdy w nim nie mieszkała, bo na stałe przebywa w Stanach Zjednoczonych. A w takich sytuacjach zniżka przy wykupie mieszkania nie przysługuje i należy ją zwrócić. Miasto w sądzie domaga się zwrotu blisko pół miliona złotych. Niewiele brakowało, by radni o połowę zmniejszyli kwotę, którą ma oddać miastu właścicielka mieszkania przy ul. Ujejskiego.
Praktycznie na każdej sesji podejmują kilka lub kilkanaście decyzji dotyczących zwrotu bonifikaty udzielonej przy zakupie mieszkania od gminy. Lokatorzy mogli wykupywać zajmowane przez siebie pomieszczenia z 90-proc. bonifikatą, ale pod warunkiem, że przez 5 będą nadal mieszkać w tym samym miejscu, nie sprzedadzą wykupionego mieszkania, nie przekażą go komuś innemu i nie będą go wynajmować. Jeżeli te warunki nie zostaną dotrzymane, gmina domaga się zwrotu bonifikaty, czyli dopłaty do ceny rynkowej ustalonej w momencie sprzedaży. Część osób tłumaczy, że nie zdawało sobie sprawy z ob. ostrzeń, są też przypadki losowe, przez które tych warunków nie dało się dotrzymać. Każda sprawa rozpatrywana jest indywidulanie i radni najczęściej godzą się na obniżenie kwoty, którą ma zwrócić taka osoba. Zwłaszcza jeśli jest ona w trudnej sytuacji życiowej i materialnej.
Podobny przypadek dotyczył mieszkania przy ul. Ujejskiego. Podobny, bo jednak sytuację właścicielki tego mieszkania trudno uznać za specjalnie trudną. Do wykupu doszło w maju 2013 roku. Nabywczyni zapłaciła miastu ok. 50 tys. złotych, bo otrzymała 90-proc. zniżkę. Ta zniżka to blisko 491 tys. złotych. Okazało się, jednak że właścicielka nie mieszkała w wykupionym lokalu, bo na stałe przebywa w Stanach Zjednoczonych, prowadzi tam nawet działalność gospodarczą. Mieszkanie wykupione przez gminę było wynajmowane. Wprawdzie właścicielka zaprzeczała i twierdziła, że mieszkaniem tylko opiekuje się ktoś zaufany, ale urzędnicy dotarli do umów najmu i wpisów meldunkowych potwierdzających, że mieszkanie było jednak wynajmowane.
W związku z tym we wrześniu 2019 roku wezwano właścicielkę do zwrotu blisko pół miliona złotych. Jej pełnomocnik zwrócił się z wnioskiem o odstąpienie od żądania zwrotu pieniędzy. Argumentował to m.in. wysokimi wydatkami na doprowadzenie mieszkania do stanu używalności (to był strych zaadaptowany na mieszkanie), które znacząco przekraczają wartość udzielonej bonifikaty. We wniosku była też mowa, że kobieta czasowo pomieszkuje w Krakowie, a zamierza zamieszkać tu na stałe.
Sprawa trafia do radnych, a równolegle urzędnicy skierowali sprawę do sądu. Za pierwszym razem – w listopadzie 2021 – Komisja Mienia Rady Miasta nie przychyliła się do wniosku właścicielki. W marcu tego roku radni ponownie zajęli się sprawą, tym razem opiniując pozytywnie zmniejszenie żądań gminy o połowę. Za takim rozwiązaniem było tylko 2 radnych, 6 wstrzymało się od głosu. Na Komisji Budżetowej 5 osób było za, 4 przeciw, 2 wstrzymały się od głosu. Po dwóch pozytywnych opiniach przewodniczący Rady Miasta Rafał Komarewicz przygotował projekt uchwały) miał taki obowiązek), na mocy której właścicielka mieszkania miała otrzymać zgodę na zwrot połowy udzielonej bonifikaty.
Podczas dyskusji dyrektor Wydziału Skarbu Urzędu Miasta Marta Witkowicz przypomniała całą historię i poinformowała radnych, że sprawa jest w sądzie. Radny Grzegorz Stawowy w ostatniej chwili (po sugestii przewodniczącego Komarewicza) zgłosił wniosek o odrzucenie projektu uchwały. Większość radnych poparła ten wniosek (troje radnych było mu przeciwnych) i uchwała trafiła do kosza. I ostatecznie to sąd rozstrzygnie, czy właścicielka mieszkania przy Ujejskiego odda miastu pół milion złotych.
(GEG)



