Od września w Krakowie ma obowiązywać nowa stawka za odbiór odpadów komunalnych. Opłata wzrośnie z obecnych 27 do 35 zł od osoby miesięcznie. To pierwsza zmiana od 2022 roku i – według zapowiedzi – konieczna w związku z rosnącymi kosztami systemu. Sprawdzamy, jak Kraków wypada dziś, a jak będzie wyglądał po podwyżce na tle gmin ościennych.
Przez ostatnie trzy lata Kraków wyróżniał się najniższą opłatą za śmieci w regionie. Obowiązująca od lipca 2022 roku stawka 27 zł pozostawała bez zmian, nawet gdy wiele gmin podnosiło ceny, tłumacząc to rosnącymi kosztami systemu odpadowego. W tym czasie wszystkie gminy otaczające stolicę Małopolski ustaliły opłaty na poziomie co najmniej 30 zł, a w wielu przypadkach – znacznie więcej. Żadne z sąsiednich samorządów nie miało stawki niższej niż krakowska. W praktyce oznaczało to, że Kraków, niezależnie od wielkości i skali systemu, oferował swoim mieszkańcom najtańszą usługę w regionie.
Planowana zmiana, która zakłada podwyższenie stawki do 35 zł, diametralnie zmienia tę sytuację. Choć miasto nadal nie będzie należało do najdroższych, to utraci swoją dotychczasową pozycję lidera najniższych opłat. Po wejściu nowej stawki w życie, Kraków zrówna się z częścią sąsiednich gmin, które już teraz pobierają opłaty na tym samym poziomie. Jednocześnie pozostanie tańszy od gmin, gdzie stawki przekraczają 37, 38, a nawet 40 zł miesięcznie. Równocześnie jednak wypadnie z grona tych nielicznych samorządów, które wyraźnie odstają ceną w dół.
Dane zebrane przez redakcję pokazują, że po podwyżce Kraków uplasuje się w środku regionalnego zestawienia. Nadal będzie taniej niż w takich gminach jak Michałowice, Wieliczka, Skawina czy Świątniki Górne, ale drożej niż w Zielonkach, Wielkiej Wsi czy Kocmyrzowie-Luborzycy. Średnia stawka w tzw. krakowskim obwarzanku wynosi obecnie około 37 zł miesięcznie. Z kwotą 35 zł Kraków zbliży się do tej wartości, choć jeszcze jej nie przekroczy. Oznacza to, że miasto będzie już nie liderem niskich opłat, lecz gminą „statystyczną” – przeciętną w regionie pod względem ceny.
Powodem planowanej zmiany są rosnące koszty systemu gospodarowania odpadami. W ciągu trzech ostatnich lat całkowite wydatki na ten cel miały wzrosnąć o ponad 50 procent, podczas gdy wpływy z opłat wzrosły tylko nieznacznie. W efekcie w 2024 roku system stracił finansową równowagę. Według prognoz, w 2025 roku zabraknie w nim niemal 78 milionów złotych, a w kolejnym roku deficyt może być jeszcze większy.
Jak tłumaczy prezydent Krakowa , decyzja jest trudna, ale niezbędna, bo w przeciwnym razie system gospodarowania odpadami przestanie się bilansować. Samorządy nie mają możliwości dopłacania do systemu z innych źródeł – zgodnie z prawem, gospodarka odpadami musi być finansowana wyłącznie z opłat wnoszonych przez mieszkańców. To sprawia, że każda luka w budżecie wymaga korekty stawek – wyjaśnia Aleksander Miszalski. Stanowisko prezydenta miasta przedstawiliśmy w osobnym artykule.
„Podwyżki nikogo nie cieszą. Gdybym mógł ich uniknąć, zrobiłbym to”
Miasto, uzasadniając podwyżkę, wskazuje także na szerszy kontekst – inflację, wzrost cen usług komunalnych, wyższe płace minimalne, zwiększającą się liczbę produkowanych odpadów i rosnące wymagania dotyczące poziomów recyklingu. Zwraca też uwagę na brak systemu rozszerzonej odpowiedzialności producentów, który – w założeniu – powinien przenieść część kosztów na firmy wprowadzające opakowania na rynek. Obecnie cały ciężar kosztów spoczywa na mieszkańcach.
Nowa stawka ma obowiązywać od 1 września 2025 roku. Decyzję w tej sprawie podejmie Rada Miasta Krakowa. Jeżeli projekt uchwały zostanie przyjęty, Kraków przestanie być miastem o najniższych opłatach śmieciowych w regionie, ale jednocześnie nie stanie się jednym z najdroższych. W praktyce oznacza to, że mieszkańcy zapłacą więcej niż dotychczas, ale nadal mniej niż wielu ich sąsiadów z aglomeracji. Dla jednych będzie to podwyżka, którą da się uzasadnić. Dla innych – istotne obciążenie domowego budżetu. Dla systemu – próba powrotu do finansowej równowagi.
Jarek Strzeboński



