Minimalna liczba połączeń, transport na żądanie na terenach wiejskich, elektroniczne rozkłady jazdy i lepsza koordynacja autobusów z koleją – takie rozwiązania miała wprowadzić zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego reforma publicznego transportu zbiorowego. Podczas konferencji przed Urzędem Marszałkowskim w Krakowie politycy przekonywali, że konsekwencje tej decyzji najbardziej odczują mieszkańcy małych miejscowości. Kancelaria Prezydenta odpowiada, że ustawa nie gwarantowała stabilnego finansowania i mogła doprowadzić do likwidacji części połączeń.
O skutkach prezydenckiego weta rozmawiano w poniedziałek przed siedzibą Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. W konferencji uczestniczyli między innymi minister energii i radny województwa Miłosz Motyka, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Stanisław Bukowiec, posłowie Dominik Jaśkowiec i Jerzy Meysztowicz oraz radni małopolskiego sejmiku.
Uczestnicy spotkania przekonywali, że bez sprawnego transportu zbiorowego mieszkańcy terenów wiejskich i mniejszych miejscowości nadal będą uzależnieni od własnych samochodów albo pomocy rodziny.
Podkreślali, że dostęp do autobusu nie jest wyłącznie problemem komunikacyjnym. Decyduje również o możliwości podjęcia pracy, dotarcia do szkoły, lekarza, urzędu czy stacji kolejowej.
Cztery pary połączeń w dni robocze
Prezydent Karol Nawrocki 19 sierpnia odmówił podpisania uchwalonej 31 lipca nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, procedowanej jako druk sejmowy nr 2700. Tym samym ustawa została skierowana do ponownego rozpatrzenia przez Sejm.
Jednym z najważniejszych elementów reformy miał być ogólnopolski minimalny standard dostępności komunikacyjnej. Ustawa przewidywała co najmniej cztery pary połączeń w dni robocze oraz co najmniej dwie pary w dni wolne pomiędzy stolicą województwa a siedzibami powiatów, a także pomiędzy siedzibami powiatów i gmin.
Przepisy miały również zapewnić mieszkańcom możliwość dojazdu w obrębie gminy do miejscowości, w których znajdują się szkoły, placówki ochrony zdrowia, urzędy oraz instytucje kultury.
– Cztery pary połączeń dziennie to nie statystyka. To możliwość pojechania do pracy, wizyta u lekarza, droga dziecka do szkoły oraz możliwość powrotu do domu bez proszenia rodziny o podwózkę – podkreślano podczas krakowskiej konferencji.
Transport na żądanie i elektroniczne rozkłady
Nowelizacja miała stworzyć także podstawy prawne do organizowania przez gminy wiejskie i miejsko-wiejskie transportu na żądanie. Samochody osobowe mogłyby uzupełniać regularne połączenia autobusowe w miejscowościach, w których utrzymywanie tradycyjnej linii jest trudne lub nieopłacalne.
Kolejnym rozwiązaniem było wprowadzenie elektronicznych rozkładów jazdy, obejmujących połączenia autobusowe i kolejowe. Informacje o kursach miały być dostępne w internecie i ułatwiać pasażerom planowanie podróży.
Na poziomie województwa miał natomiast działać integrator publicznego transportu zbiorowego. Jego zadaniem byłoby planowanie sieci oraz koordynowanie połączeń kolejowych i autobusowych, aby rozkłady poszczególnych przewoźników tworzyły spójny system. Szczegółowe założenia reformy przedstawiło.
Ustawa przewidywała ponadto wymagania dotyczące wieku autobusów korzystających z dofinansowania. Nowsze pojazdy miały być wyposażone w pasy bezpieczeństwa.
Ministerstwo: około 10 milionów osób czekało na reformę
Według Ministerstwa Infrastruktury problem wykluczenia komunikacyjnego może dotyczyć około 10 milionów Polaków. Stanisław Bukowiec, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu do spraw przeciwdziałania wykluczeniu komunikacyjnemu, ocenił, że prezydencka decyzja zatrzymała rozwiązania przygotowane z myślą o mieszkańcach mniejszych miejscowości.
– Weto prezydenta hamuje te rozwiązania – stwierdził Stanisław Bukowiec.
Ministerstwo zapowiada, że nie zrezygnuje z prac nad reformą i będzie nadal poszukiwać rozwiązań pozwalających poprawić dostępność transportu. .
Uczestnicy konferencji w Krakowie zapowiedzieli natomiast, że temat nie zniknie z agendy małopolskiego sejmiku.
– Dobra komunikacja to nie luksus. To równe szanse – podkreślali.
Prezydent wskazuje na ryzyko likwidacji połączeń
Kancelaria Prezydenta przedstawia jednak odmienną ocenę ustawy. Karol Nawrocki argumentował, że maksymalnie pięcioletni okres umów nie zapewniał przewoźnikom stabilności potrzebnej do inwestowania w nowe autobusy i długoterminowego planowania działalności.
Prezydent zgłosił również zastrzeżenia do zmiany kolejności przyznawania pieniędzy z funduszu. W jego ocenie gminy, które są najbliżej mieszkańców i najlepiej znają lokalne potrzeby, mogły zostać przesunięte na dalsze miejsce przy podziale środków.
Krytycznie odniósł się także do transportu na żądanie. Zwrócił uwagę, że w przejazdach realizowanych samochodami osobowymi nie zagwarantowano ustawowych ulg między innymi uczniom, seniorom i osobom z niepełnosprawnościami.
Według prezydenta system miał zostać przebudowany bez zapewnienia odpowiednio większego finansowania. Przy rosnących kosztach funkcjonowania transportu mogłoby to – jego zdaniem – doprowadzić nie do uruchamiania nowych linii, lecz do ograniczania już istniejących.
– Nie podpiszę ustawy, która zamiast poprawiać lokalny transport, może doprowadzić do likwidacji kolejnych połączeń – uzasadniał Karol Nawrocki.
Spór dotyczy więc nie samej potrzeby walki z wykluczeniem komunikacyjnym, ale sposobu organizowania i finansowania przewozów. Po prezydenckim wecie proponowane standardy nie wejdą na razie w życie. Do odrzucenia weta potrzebna byłaby w Sejmie większość trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.



