Szybkie fakty

Kategoria Po godzinach
Data 26 lutego 2017
Czytanie ~4 min
Po godzinach · 26 lutego 2017 · 4 min czytania

Jak producenci mydlą oczy właścicielom aut? Będziecie w szoku!

Autor: Łukasz Aktualizacja: 26.02.2017 Lokalizacja: Kraków

Czy wobec tego ktoś z Was eksploatuje samochód w warunkach innych niż trudne? Nie sądzę. Ja przynajmniej takiej osoby nie znam. Bo oznaczałoby to używanie samochodu wyłącznie w suche dni, podczas temperatury otoczenia pomiędzy 20 a 30 stopni, na długich odcinkach, z niewielkim obciążeniem silnika. Po co więc takie mydlenie oczu? – zastanawia się Tomasz Jarnot z serwisu autka.pl.

Dzisiaj będzie trochę o tym, co każdy (z wyjątkiem posiadaczy elektrycznych Tesli) właściciel samochodu w swoim aucie ma i co regularnie musi wymieniać. Mowa o środkach smarnych, a konkretnie oleju silnikowym. Postaram się wyjaśnić, dlaczego w kwestii jego wymiany powinniśmy „wychodzić przed orkiestrę”.

Dawno dawno temu, gdy pod maską typowego pożeracza dróg montowano jednostki napędowe przede wszystkim wolnossące – czyli najprostsze w budowie, bez żadnych turbosprężarek i dziwnych ekowynalazków – przyjmowano, że wymiana oleju silnikowego powinna następować co 10 tysięcy kilometrów. Tłumaczono to zalecenie prostym faktem – olej w miarę upływu kilometrów (i czasu) traci swoje właściwości smarne i myjące. Z kolei nieodpowiednio smarowany silnik szybciej się zużywa. Proste i logiczne.

Jednak technika szybko idzie do przodu. Z racji tego, iż trwa nieustanny wyścig producentów zarówno środków smarnych jak i jednostek napędowych, aby każdy kolejny, nowoczesnysilnik, był mocniejszy, ekonomiczniejszy i tańszy w obsłudze – powstają coraz lepszej jakości oleje i wydłuża się okres ich wymian. W instrukcjach obsługi samochodów nie jest trudno trafić na informacje o sugerowanej wymianie oleju co 30 lub 35 tysięcy kilometrów. Takie same informacje dot. eksploatacji uzyskamy w większości Autoryzowanych Stacji Obsługi oraz w punktach sprzedaży samochodów. Czyżby w paręnaście lat udało się tak bardzo poprawić skład chemiczny tych płynów, że aż trzykrotnie wolniej tracą swoje właściwości? Już na pierwszy rzut oka jest to trochę podejrzana sprawa – zwłaszcza, że ceny olejów nie uległy jakiejś drastycznej podwyżce. Okazuje się, że rozwikłanie tej zagadki nie jest trudne – wystarczy bardzo dokładnie przeczytać instrukcję obsługi samochodu, z uwzględnieniem wszystkich gwiazdek, uwag i drobnej czcionki. I dla przykładu posłużę się skanami instrukcji trzech różnych producentów samochodów – Fiat/Alfa, Volkswagen oraz Kia.

Jak widać, każdy z producentów przyjmuje założenie, że w przypadku eksploatowania pojazdu w trudnych warunkach – użytkownik powinien częściej dokonywać tzw. przeglądów okresowych. Co do tej sugestii trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Zdziwić można się dopiero po zapoznaniu się z definicją tych „trudnych warunków”. Otóż w znakomitej większości przypadków trudne warunki eksploatacji to:

– częsta jazda na krótkich odcinkach (i nikt nie precyzuje, co to jest krótki odcinek – więc równie dobrze możemy mówić o dwu jak i dziesięciokilometrowej codziennej drodze do pracy);

– długi czas pracy silnika na biegu jałowym (czyli stoimy w miejscu, silnik pracuje, korek się nie porusza – to praktycznie codzienność w dużych miastach);

– jazda w niskich temperaturach (ha, tutaj już możemy naprawdę wróżyć z fusów, czy niska temperatura to +4 stopnie Celsjusza, czy może -20);

– eksploatacja pojazdu po drogach o dużym zapyleniu (również brak jakichkolwiek danych, jak rozumieć pojęcie „duże zapylenie”);

– jazda z dużym obciążeniem silnika (eksploatacja samochodu w terenach górzystych, ciągnięcie przyczep);

– jazda w mieście (i to jest absolutny hit – pozostawiający taaaakie pole do popisu jeśli chodzi o analizę, co producent przez to rozumie).

Czy wobec tego ktoś z Was eksploatuje samochód w warunkach innych niż trudne? Nie sądzę. Ja przynajmniej takiej osoby nie znam. Bo oznaczałoby to używanie samochodu wyłącznie w suche dni, podczas temperatury otoczenia pomiędzy 20 a 30 stopni, na długich odcinkach, z niewielkim obciążeniem silnika. Czyli mowa o jeździe typowo autostradowej. Wiosną i jesienią.

Po co więc takie mydlenie oczu? Jak nie wiadomo o co chodzi – to chodzi o pieniądze. Wydłużenie interwałów przeglądów okresowych oznacza mniejsze koszty eksploatacji pojazdu – zamiast wykonać 9 takich przeglądów nim minie 100.000 km (przegląd co 10 tysięcy kilometrów, jak dawniej bywało), niczego nie świadomy użytkownik zakłada, że wykona ich tylko 3 (po 30, 60 i 90 tysiącach kilometrów). Jeśli jeden przegląd to średni wydatek rzędu 1000 PLN, to mamy w kieszeni 6 tysięcy złotych zaoszczędzone dzięki najnowszej technologii produkcji olejów silnikowych oraz superzaawansowanym silnikom, które wyjątkowo delikatnie obchodzą się z tym smarowidłem. Przy eksploatacji samochodów w firmach taka różnica ma niebagatelne znaczenie – pomnóżmy to przez ilość użytkowanych pojazdów i mamy całkiem niegłupią kwotę, która zamiast zostać wydana na jakiś przegląd, może zasilić budżet na imprezy integracyjne.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedna mała pułapka – a jest nią gwarancja na samochód. W sytuacji, gdy dojdzie do uszkodzenia silnika z powodu nieodpowiedniego jego smarowania – gwarant zawsze może powołać się na zapisy z książki obsługi pojazdu. I jeśli użytkownik, jeżdżący swoim samochodem w trudnych warunkach, nie skrócił okresów między przeglądami okresowymi – naraża się na niemożność naprawy gwarancyjnej samochodu. Z kolei to oznacza naprawdę poważne wydatki na usunięcie defektu – włącznie z koniecznością zasponsorowania zakupu całkowicie nowej jednostki napędowej. A tego nikomu nie życzę.

Tak więc jeśli jesteś świadomym użytkownikiem auta i chcesz czerpać radość z bezawaryjnej jazdy jak najdłużej – odwiedzaj serwis w celu wymiany elementów eksploatacyjnych takich jak olej silnikowy wraz z filtrem, nie rzadziej niż co 15 tysięcy kilometrów. To naprawdę niewielki wydatek, mający się nijak do kosztów remontu silnika.

Tomasz Jarnot

z serwisu autka.pl

Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Zobacz także:

Jedziecie na narty? Możecie stracić auto lub zapłacić nawet 40000 zł mandatu!

Reklama