Prosto z Krakowa – pyszna wycieczka do Walencji

Miasto niezwykłej architektury, pięknych ogrodów i świetnej, zróżnicowanej kuchni – to właśnie hiszpańska Walencja.

Do Walencji możemy polecieć z Krakowa dwa razy w tygodniu – w czwartki i niedziele. To idealny plan na długi weekend mieście, które nie ma może tak znanego deptaku, jak barcelońska La Rambla, ani tak świetnego muzeum jak Prado w Madrycie, ale zachwyca wspaniałą architekturą: od XVIII-wiecznych miejskich pałaców po Miasto Sztuki i Nauki (Ciudad de Las Artes y Las Ciencias), ultranowoczesną wizję Santiago Calatravy. Warto zajrzeć tam nocą, kiedy budynki przypominają gigantyczne morskie stworzenia.

oŁódź rybacka na jeziorze Albufera (fot. Szymon Gatlik)

Obowiązkowa jest też wizyta w Jardim del Turia, długim na kilkanaście kilometrów parku-ogrodzie, powstałym w miejscu dawnego koryta rzeki. Zmęczeni powtarzającymi się powodziami mieszkańcy Walencji “przestawili” rzekę poza centrum miasta, a zwolnione w ten sposób tereny zrewitalizowali w fantastyczny sposób. Rozczarowani nie będą także miłośnicy plażowania – Costa de Valencia oferuje szerokie plaże i łagodne fale Morza Śródziemnego.

Paella valenciana i zupa z węgorzem all i pebre (fot. Szymon Gatlik)

Kulinarną ofertę Walencji wielu uważa za prawdziwą esencję Hiszpanii. Dość powiedzieć, że właśnie stąd wywodzi się słynna paella. Co ciekawe, tradycyjna paella valenciana to, o dziwo, nie ta z owocami morza, a z królikiem, kurczakiem, fasolą i zieloną fasolką szparagową. A ryż pochodzi z lokalnej uprawy tuż pod miastem, gdzie znajdują się wielkie ryżowe pola.

Na targu Mercado Central (fot. Szymon Gatlik)

Chcąc zobaczyć kulinarne bogactwo Walencji, należy się udać na słynny targ Mercado Central. Stoły uginają się od świeżych owoców morza, hiszpańskich szynek i serów, jędrnych, wygrzanych w słońcu warzyw, w tym pomidorów odmiany valenciana, albo słodkich walenckich pomarańczy. Jeśli od nadmiaru wrażeń zrobi się Wam gorąco, warto schłodzić się łykiem horchata de chufa, bezalkoholowym napojem przypominającym nieco migdałowy shake. Warto dodać do niego porcję kultowego hiszpańskiej słodkiej przekąski, czyli churros, smażonych na tłuszczu podłużnych ciastek. Można ich spróbować, najlepiej z czekoladą, na przykład w Santa Catalina, uznawanej za najlepszą “horchaterię” w Walencji.

Pierożek z nadzieniem z duszonych flaków (fot. Szymon Gatlik

Kuchnia Walencji zaskakuje różnorodnością. Znajdziecie tu pyszne dania mięsne (obok delikatnej jagnięciny i wyrazistej dziczyzny, mój faworyt to małe lokalne pierożki z nadzieniem z duszonych…flaków), kuchnię roślinną oraz niezwykłą selekcję owoców morza i ryb, zarówno słodkowodnych, jak i morskich. Aby spróbować tych pierwszych, trzeba się wybrać kilkanaście kilometrów za miasto, do El Palmar w sercu rezerwatu przyrody nad jeziorem Albufera. Lokalni rybacy łowią tu od stuleci, a ich połowy trafiają bezpośrednio na stoły małych rodzinnych restauracji. Królem menu jest tu węgorz, serwowany m.in. w postaci tatara lub jako element wspaniałej, esencjonalnej zupy “all i pebre”. W samej Walencji można odwiedzić jedną z restauracji specjalizujących się w owocach morza, by zamówić – oczywiście – małże i ośmiornice, albo wyjątkowy szaszłyk, na którym delikatne mięso świeżego tuńczyka przetykane jest krewetkami.

Szaszłyk z tuńczyka i krewetek (fot. Szymon Gatlik)

Pobyt w Walencji trzeba uczcić wyjątkowym drinkiem. Agua de Valencia to prawdziwa królowa wieczoru (i gorącego dnia), kultowy koktajl Walencji, który można zamawiać od razu na karafki. Ten mix cavy, ginu, wódki i soku pomarańczowego, jak głoszą plakaty reklamowe, koi stargane nerwy i problemy żołądkowe. I tak już od 1959 roku, kiedy to wymyślił go pewien barman o zapadającym w pamięć nazwisku Constante Gil.

Agua de Valencia w Cafe Madrid (fot. Szymon Gatlik)

Spróbujcie go w miejscu, gdzie pan Constante wyserwował go po raz pierwszy – Cafe Madrid.

Mógłbym napisać też o walenckim Oceanarium, nietypowym Valencia Bioparc, albo stadionie miejscowego klubu. Ale… tam nie byłem. Odkrywanie smaków i smaczków Walencji to zajęcie tak wciągające, że na inne atrakcje po prostu nie starczyło już czasu. I Wam życzę niespiesznego i “pysznego” spaceru po tym wyjątkowym mieście. ¡Salud!

Szymon Gatlik
Przewodnik kulinarny i winiarski, miłośnik lokalnej kuchni, członek Slow Food International, międzynarodowej organizacji dbającej o “dobre, czyste i sprawiedliwe” jedzenie. Ekspert programu Polskie Skarby Kulinarne. Jest m.in. autorem tras kulinarnego zwiedzania Krakowa i jedynym certyfikowanym przewodnikiem po krakowskiej winnicy Srebrna Góra.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Najnowsze

Co w Krakowie