Wiele już widzieliśmy, ale ten „apartamentowiec” nawet nas rzucił na kolana. Przy ul. Grottgera można kupić mieszkanie z balkonem tuż na wprost mieszkania sąsiada. Za jedyne 10 tys. zł za metr kwadratowy.
To inwestycja typu „Co, ja nie dam rady?”.
– Mamy działkę w niezłej lokalizacji, ale bardzo ciasna, chyba nie uda się tam nic postawić?
– Co, ja nie dam rady? Potrzymaj mi lampkę szampana.
Jak we Włoszech
No i udało się. Problem z działką przy ul. Grottgera 34 polega na tym, że budynek musiał stanąć tuż na granicy działki. Od strony zachodniej wciąż nie jest zabudowana, ale nie znaczy to, że to się nigdy nie zmieni. Tak czy inaczej, na zachodniej fasadzie budynku nie można było umieścić okien, ani tym bardziej balkonów. Stąd pomysł z wnękami, w których te okna i balkony udało się upchnąć.
I w ten oto sposób powstały niezwykłe balkony – niemal takie, jak w wąskich uliczkach centrów starych miast, we Włoszech czy w Hiszpanii. Romantycznie? No cóż, kto co woli. W budynku przy ul. Grottgera powstały trzy takie wnęki, a jedna z nich rozgranicza osobne mieszkania. Zgodnie z planem aranżacji mieszkań – z salonu jednego z lokali będzie można zajrzeć wprost do sypialni drugiego lokalu. Odległość wynosi około 1 metra. „Jak tam sąsiedzie, dobrze się spało?”.
Kawka z sąsiadem
– Teraz i tak jest nieźle, przez te wnęki wpada trochę światła. Trudno jednak wyobrazić sobie co będzie, gdy sąsiednia działka zostanie zabudowana. Wtedy linijka światła z trudem dotrze do okien na najwyższej kondygnacji. Zgodnie z przepisami wszystko jest tu jednak w porządku – mówi nam jeden z krakowskich architektów. Kilka mieszkań w tym budynku oprócz tej kontrowersyjnej wnęki ma tylko jedno duże okno. Nic dziwnego, że żadne z nich do tej pory się nie sprzedało.

By być sprawiedliwym, wiele mieszkań w tym budynku prezentuje się obiecująco, ale nie chcielibyśmy popijać kawki na balkonie na wprost okna sąsiada. No, chyba, że akurat zabrakłoby nam cukru.
Realizatorem inwestycji jest firma KKS Investment, a projektantem uznane biuro architektoniczne Ingarden & Ewy. Spytaliśmy, co skłoniło tak wzięte biuro do zaprojektowania tego budynku, ale do dzisiaj nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Jak widać, w Krakowie nowy budynek uda się upchnąć na najmniejszej nawet działce. W imię pieniądza.
(wm)



