To sprawa sprzed wielu lat, ale właśnie przypomina ją TOK FM. Chodzi o skandal w krakowskim seminarium trynitarzy. Jego szef miał molestować seksualnie kleryków, stosować wobec nich mobbing i dopuszczać się nadużyć finansowych. Jakiś czas temu został odsunięty na bok kościelnego życia, ale jakiś czas temu został proboszczem parafii w Międzyzdrojach. To dlatego TOK FM opisał to, co działo się w krakowskim seminarium.
Tekst powstał na podstawie rozmów z byłymi klerykami. Z ich opowieści rysuje się straszny obraz, tego co działo się za drzwiami krakowskiego seminarium trynitarzy. Oto tylko niektóre fragmenty tej opowieści.
„Naszego przełożonego Mariusza naprawdę cieszyła golizna. Kiedyś po kilku pracowitych dniach w seminarium zrobiliśmy sobie przerwę od nauki i brewiarza. Zrzuciliśmy habity i pojechaliśmy do parku wodnego. Krążył radosny między nami i poklepywał nas po tyłkach. Tych, którzy mieli wypełnione majtki od przodu, nazywał słoniątkami – opowiada Michał Bobowski.”
„Miał niezdrowe zainteresowanie wybranymi podopiecznymi. Nie tylko zapraszał ich na noc do pokoju, ale często zwalniał ich z zajęć w seminarium i zabierał na prywatne wypady, np. na swoją działkę pod Radomiem, gdzie wybudował dom. Albo do Włoch, gdzie była siedziba naszego zakonu. Oni tam znali sytuację, ale nie reagowali.”
„Ewidentnie miał problemy ze swoją seksualnością i projektował je na nas. Molestował kleryków i widział w nas potencjalnych molestantów. Próbował nas złapać za rozporkowe grzechy. Sprowadzał do klasztoru dwóch kumpli spowiedników, bo chciał wiedzieć, co w konfesjonale mówimy o swoich słabych stronach i o seksualności.”
„Robił niezapowiedziane rewizje w pokojach i znajdował zakazane jabłka, czekolady czy ciasta. Wymierzał wtedy karę ograniczenia czasu wolnego albo nakładał na delikwenta dodatkowe obowiązki, np. sprzątanie. Problem w tym, że traktował nas nierówno. Bo np. jego przydupas miał w szafie potężne zapasy tuńczyków i słodyczy, które Mariusz sam przynosił mu do pokoju.”
„…przez trzy następne miesiące przełożony stosował wobec niego „turbomobbing”. – Wzywał mnie do swojego gabinetu, więc szedłem przez cały klasztor i gdy już dotarłem na miejsce, mówił, że teraz nie ma czasu i żebym czekał na schodach. Siedziałem tam półtorej godziny, po czym wychylał głowę zza drzwi i kazał wracać do siebie. Po 30 minutach znowu dostawałem wezwanie. Sytuacja się powtarzała. I tak do wieczora. Codziennie. Przez trzy miesiące – wzdycha.”
„Gdy powiedziałem mu, że to nie jest miejsce dla mnie, zrobił mi pranie mózgu. Przekonywał, że nie poradzę sobie w życiu i będę kopał rowy. Gdy byłem nieustępliwy, dał mi tabletki. Kazał mi je łykać i nie powiedział, co to jest. Okazało się, że były to psychotropy. Tak mnie otumaniły, że jeszcze na jakiś czas postanowiłem pozostać w zakonie.”
„Czułem się, jakbym był w sekcie. Do seminarium można było łatwo się dostać, ale trudno było je opuścić, jeśli nie godził się na to Mariusz. Straszył nas, że dostaniemy wilczy bilet i już się nie odnajdziemy w życiu. Zachowywał się, jakby był Bogiem. Mieliśmy przełożonych w Neapolu, czyli daleko od Krakowa, co sprawiało, że w Polsce robił, co chciał. Nie było nad nim nadzoru.”
„…gdy próbował odejść, przełożony miał go szantażować. – Usłyszałem, że albo zostanę, albo postara się, bym nie skończył studiów. Finalnie tak się stało. O możliwość kontynuowania teologii prosiłem kardynała Dziwisza. Wysłał mi pismo, że po zapoznaniu się z opinią mojego przełożonego nie wyraża zgody. Bardzo często bywał u nas w klasztorze, bo był dobrym znajomym ks. Mariusza – wspomina.”
Cały tekst o skandalu w krakowskim seminarium – ’Jakbym był w sekcie’. Molestowanie, psychotropy i mobbing w seminarium duchownym (tokfm.pl).
(red)



