Spółdzielnia Mieszkaniowa postawiła szlaban na drodze dojazdowej do prywatnego domu oraz szkółki drzew i krzewów

Spółdzielnia Mieszkaniowa „Podwawelska” postawiła szlaban na drodze służebnej, która prowadzi do prywatnej działki pani Anny Wiśniewskiej-Guzek. Na tej działce znajduje się jej dom oraz szkółka drzew i krzewów. Klienci nie mogą się dostać do firmy, a śmieciarki nie mają możliwości odbioru śmieci. Władze SM „Podwawelskiej” nie chcą rozmawiać z p. Anną i utrudniają jej życie. 

– Małżonek wsiada na rowerek i przyjeżdża z kartą około 200 metrów, by otworzyć i zamknąć klientom czy znajomym szlaban. Karta działa bowiem tylko na odległość 5 cm od czytnika zamontowanego na szlabanie. Nie mamy też możliwości sprawdzić, czy przyjechał klient. Jeżeli wcześniej nas nie uprzedzi i nie zadzwoni, to nie możemy mu otworzyć. Niektórzy klienci zostawiają samochód na płatnym parkingu, a przecież mogliby zaparkować u mnie i to za darmo. Korzystając z płatnych miejsc zajmują je mieszkańcom osiedla – i gdzie tu jest logika? – pyta pani Anna Wiśniewska-Guzek.

KRKnews.pl: Czy SM Podwawelska poinformowała Panią o postawieniu szlabanu?

Anna Wiśniewska-Guzek: – Niestety, spółdzielnia nie zapytała mnie o zdanie ani tym bardziej o zgodę na budowę szlabanu. Kiedy się o takich planach dowiedziałam i wyraziłam dezaprobatę, to po tym fakcie rogatka bardzo szybko się pojawiła, czyli już czyli 14 listopada 2019 r., a ostatecznie została zamknięta 17 czerwca. Mimo licznej korespondencji ze spółdzielnią moje argumenty nie zostały wzięte pod uwagę. Warto dodać, że był to jeden z pierwszych szlabanów w okolicy. Stoi na ulicy dojazdowej do mojej Szkółki Drzew i Krzewów oraz domu. Pragnę zaznaczyć, bo w tej całej sytuacji jest to najważniejsze, że jest to jedyna droga dojazdowa do mnie i korzystamy z niej na podstawie ugody sądowej od 50 lat! Od lat prowadzę firmę, z której się utrzymuję i co zrozumiałe, do której dojeżdżają klienci. Spotyka ich jednak niemiła niespodzianka, bo nie mają jak do mnie wjechać. Zrobiłam kilka ankiet z prośbą o ich opinię o zaistniałej sytuacji. Wszyscy wyrażają niezadowolenie i twierdzą, że ta sytuacja jest zwyczajnie absurdalna.

Szlaban ma zapobiec parkowaniu na osiedlu przez przyjezdnych, ale też blokuje dojazd do prywatnej działki na os. Podwawelskim / fot. KRKnews.pl

Czy próbowała się Pani skontaktować ze spółdzielnią i wyjaśnić ten problem?

– Wielokrotnie. Na wiele moich pism nie otrzymałam odpowiedzi lub spółdzielnia odpisywała w wymijający sposób. Ostatnie pismo zostało przekazane spółdzielni dzień po tym, jak uruchomiono szlaban, czyli 18 czerwca. Odpowiedź otrzymałam dopiero 14 lipca . Prosiłam spółdzielnię o dodatkowe cztery identyfikatory, by móc w miarę normalnie funkcjonować dopóki sytuacja się nie wyjaśni. W odpowiedzi do mnie stwierdzono, że zarząd nie wyraża na to zgody.

Czy spółdzielnia przekazała Pani identyfikatory do szlabanu, by mogła Pani dojechać do swojej działki?

– Otrzymaliśmy identyfikatory 17 czerwca, a w zasadzie dwie blankietowe karty, inne niż wzór Spółdzielni. Pół godziny po tym jak dostałam dwie karty dla pięciu pojazdów (mieszkańców domu) i oczywiście klientów, szlaban był już zamknięty. Chciałam porozumieć się ze spółdzielnią. Nie mam nic przeciwko szlabanom pod warunkiem, że ich postawienie jest uzasadnione i zgodne choćby z zasadą dobrosąsiedztwa, że o prawie już nie wspomnę.

Czy teren na którym znajduje się szlaban należy do spółdzielni?

– Działka, na której stoi szlaban jest w użytkowaniu wieczystym spółdzielni, ale dalej znajdują się tereny nie będące w zarządzie spółdzielni, w tym tereny prywatne. Ja mam ugodę sądową przyznającą mi prawo przejazdu i przechodu tą drogą jako służebną. Ugoda pochodzi z 1972 r. i według niej nie można utrudniać mi dojazdu do posesji.

KONTROWERSJE. „Ja bym się wkurzył”, czyli krakowscy radni o budowie parku

Czy według Pani szlaban został postawiony nielegalnie?

– Według mnie to jest nielegalnie, a co ważniejsze narusza moje prawa. Próbuję ugodowo rozwiązać ten problem. Jeżeli jednak spółdzielnia nie otworzy szlabanu, to będę zmuszona podjąć odpowiednie kroki prawne. Do tej pory chciałam tego uniknąć. Spółdzielnia twierdziła, że chce wykazać dobrą wolę. Spotkali się ze mną i prosili, by przedstawić argumenty i rozwiązanie tego problemu na piśmie. Zrobiliśmy to, ale żadna z tych uwag nie została uwzględniona. Jedyne co mi zaproponowano to, abym finansowała sobie wykonanie systemu domofonowego na szlabanie, ale to nie jest rozwiązanie problemu. Szlaban nadal odcinałby swobodny dojazd do mojego domu i mojej nieruchomości. Aby uniknąć całej tej sytuacji zupełnie spokojnie mogły w tamtej okolicy, ale nie na tej działce, powstać dwa szlabany, które odcinałyby właśnie tereny spółdzielni, a nie ograniczały dodatkowo dostępu do prywatnych działek. Poza moją nieruchomością są tam jeszcze dwie działki. Bezpośrednio przy moim ogrodzeniu znajduje się teren prywatnego właściciela, a równoległe do niego jest działka należąca do Skarbu Państwa (o powierzchni ok. 70 metrów). Są to więc dwie działki, które nie są w zarządzie spółdzielni, a jednocześnie są też odcięte przez szlaban. Droga wewnętrzna prowadząca od ul Słomianej przez działkę ze szlabanem, aż do mojej posesji to droga służebna, z której mam prawo korzystać.

Czy ktoś ze spółdzielni pytał się Pani, na jakiej podstawie korzysta Pani z drogi dojazdowej?

– Nikt ze mną nie rozmawiał. Kilka lat temu przekazaliśmy wszystkie dokumenty do poprzednich władz spółdzielni. Przez lata respektowano ugodę, poruszam się tą drogą już kilkadziesiąt lat. Sytuacja uległa zmianie kiedy rok temu zmienił się zarząd. Od tego momentu mogę powiedzieć, że wszelkie rozmowy, relacje dobrosąsiedzkie czy próby dialogu ze spółdzielnią stały się raczej niemożliwe. W przypadku szlabanu nie przyjęto żadnej zewnętrznej argumentacji. Zastosowano zasadę faktów dokonanych. A ja? Ja się w tym wszystkim nie liczę.

Czyli spółdzielnia otrzymała od Pani dokumenty, a mimo to postawiła szlaban utrudniając Pani dojazd do domu?

– Na to wygląda. Może je wyrzucili. Nie wiem…

Znak przy szlabanie / fot. KRKnews.pl

Jak wygląda prowadzenie szkółki, jeżeli klienci mają problem z wjazdem na teren działki?

– Głównym argumentem spółdzielni jest chęć ochrony miejsc parkingowych dla prawowitych mieszkańców. Tutaj jest Strefa Płatnego Parkowania. Spółdzielnia chce, by mieszkańcy mieli swoje miejsca i nikt obcy ich nie zajmował. Ale patrząc na fakty to odnoszę wrażenie, że tak naprawdę chroniony jest wjazd do mnie.

Mam tylko dwie karty – jedną ma syn, a drugą ja z mężem. Małżonek wsiada na rowerek i przyjeżdża z kartą około 200 metrów, by otworzyć i zamknąć klientom czy znajomym szlaban. Karta działa bowiem tylko na odległość 5 cm od czytnika zamontowanego na szlabanie. Nie mamy też możliwości sprawdzić, czy przyjechał klient. Jeżeli wcześniej nas nie uprzedzi i nie zadzwoni to nie możemy mu otworzyć. Niektórzy klienci zostawiają samochód na płatnym parkingu, a przecież mogliby zaparkować u mnie i to za darmo. Korzystając z płatnych miejsc zajmują je mieszkańcom osiedla – i gdzie tu jest logika? Poza tym, nie każdy klient przychodzi po jedną czy kilka sadzonek. Jak ma sobie poradzić ten, który chce kupić np. drzewka czy krzewy albo kilka kilogramów ziemi? Będzie je nosić na plecach? Niestety są też tacy, którzy po prostu rezygnują z zakupów u mnie.

KONTROWERSJE. „Ja bym się wkurzył”, czyli krakowscy radni o budowie parku

Przyjeżdżają też kurierzy i zostawiają samochody na płatnym parkingu lub przychodzą na piechotę. Czasami dzwonią, że mamy je odebrać w mieście, bo nie mogli zostawić paczki. Paranoja. Kolejnym problemem jest odbiór odpadów… Ponieważ mamy worki na odpady segregowane to raz na miesiąc przyjeżdża do nas inna śmieciarka niż do mieszkańców spółdzielni. 26 czerwca miał nastąpić odbiór odpadów. Śmieciarka nie mogła się do nas dostać, bo pracownicy nie mieli karty. Nie mogli wjechać i odpady zostały. Worki stały 12 dni! Zadzwoniła pani ze spółdzielni, że mieszkańcy skarżą się na moje śmieci. Kiedy wytłumaczyłam jej na czym polega problem, tego samego dnia worki zniknęły. Kto je wywiózł? Nie wiem.

Ostatnie działania spółdzielni odbieram coraz częściej jako atak na mnie. Jest mi zwyczajnie przykro i czuję się cały czas lekceważona. Podkreślam, że cały czas próbowałam się ze spółdzielnią porozumieć. Proponowaliśmy inne rozwiązanie. Dwa szlabany, (realnie rozwiązujące problem miejsc parkingowych), to powiedziano nam, że nie można tego zrobić ze względu na koszty. Pytaliśmy, czy można zostawić szlaban otwarty w godz. 7.00-17.00, kiedy przyjeżdżają do mnie klienci, śmieciarka czy kurierzy. Też nie. Dziwne, bo gdy przechodzę przez osiedle to widzę, że wiele szlabanów jest otwartych przez cały dzień, a jeden nawet cały tydzień. Na początku przy szlabanie był znak „Nie dotyczy pojazdów z SM Podwawelska i dojazdu do terenu Ogrodnika”. Zostało to zmienione i usunięto nas ze znaku. Był także znak „Strefa ruchu”. Na takiej drodze nie mają prawa postawić szlabanu. Zdjęli tabliczkę „Strefa ruchu” i tabliczkę „Nie dotyczy dojazdu do terenu Ogrodnika”. Co dodać? Uważają, że oni i tylko oni są w prawie…

Redakcja KRKnews.pl próbowała się skontaktować ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Podwawelska”, by zadać pytania dotyczące szlabanu. Wiceprezesowi zarządu ds. technicznych zaproponowaliśmy rozmowę telefoniczną i spotkanie. Wiceprezes stwierdził, że „nie wie, czy chce odpowiadać na pytania”, „nie ma czasu” i „o sprawie może opowiedzieć pani Anna Wiśniewska-Guzek”. Na koniec rozmowy wiceprezes dodał, że możemy wysłać maila z pytaniami, bo może będzie miał czas na odpowiedź, ale jej „nie obiecuje”. Wysłaliśmy pytania drogą mailową. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. 

Rozmawiała Justyna Słowikowska

Kredyt na każdą okazję

 

Najnowsze

Co w Krakowie