Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 1 listopada 2026
Czytanie ~5 min
Tematy buty na miarę, krakowscy rzemieślnicy, Lokalny Kraków
Miasto · 1 listopada 2026 · 5 min czytania

Lokalny Kraków. Wojciech Zoń i jego „Szewska Pasja”. Tu buty dostają drugie życie

Autor: Grzegorz Górski

Pasję do deskorolki łączy z pasją do obuwia. Drzwi jego zakładu przy ul. Łobzowskiej 15 rzadko się zamykają, a Wojciech Zoń, właściciel „Szewskiej Pasji”, nie narzeka na brak klientów. Z wolnym czasem bywa już gorzej. Tym razem w ramach cyklu „Lokalny Kraków” zaglądamy do jego pracowni i sprawdzamy, jak wygląda codzienność krakowskiego szewca.

Od deskorolki do szewskiego fachu

Każdy szewc, z którego usług miałam okazję korzystać, był bliski emerytury albo dorabiał już do niej. Dlatego gdy przekroczyłam próg „Szewskiej Pasji” przy ul. Łobzowskiej, nie kryłam zdziwienia. Przywitał mnie mężczyzna w bluzie z kapturem, któremu do wieku senioralnego jeszcze daleko. W pracowni rzucały się w oczy dziesiątki, jeśli nie setki par butów, a na ścianie wisiała deskorolka.

Nie znalazła się tam przypadkowo. To właśnie od pasji do skateboardingu zaczęła się bowiem przygoda Wojciecha Zonia z butami. A dokładniej – od wiecznie rozwalającego się obuwia i chęci stworzenia własnego, niezniszczalnego modelu.

Szewstwo z wyboru, nie z tradycji

Pan Wojciech jest szewcem samoukiem. Choć jego dziadek po wojnie parał się przez jakiś czas tym zawodem, nie ma mowy o rodzinnej tradycji. W efekcie zanim Zoń zajął się obuwiem, studiował wychowanie fizyczne na krakowskiej AWF. Pracownię przy ul. Łobzowskiej przejął natomiast od Marka Zaprzałki. To miejsce z historią – zakład działa w tym miejscu nieprzerwanie od 1991 roku.

Wróćmy do szycia własnych butów. Wojciech Zoń początkowo nie przypuszczał, że będzie to tak trudne. Dziś przyznaje, że gdyby wiedział, ile pracy i nauki będzie go to kosztowało, prawdopodobnie nie podjąłby wyzwania. Ukończył jednak kurs projektowania i konstrukcji obuwia u Tadeusza Ziajki, twórcy kultowych Relaksów, które kojarzy wielu Polaków.

– U nikogo lepszego w Polsce nie mogłem się uczyć, jeśli chodzi o konstrukcję – zapewnia szewc z Łobzowskiej. I tak pierwsze buty wyszły spod jego ręki w 2011 roku, a dwa lata później zajął się już naprawą obuwia. Najpierw w zakładzie w Limanowej, gdzie umiejętności zawodowe zdobywał w praktyce, aż w końcu od 2015 r. zaczął działać na własną rękę.

Od nastolatków po znane osobistości

Tym, co pan Wojciech lubi najbardziej w swojej pracy, jest różnorodność zadań i kontakt z ludźmi. Jak mówi, czasem trafiają się bardzo ciekawe osoby, a raz na kwartał – ktoś niemiły lub problematyczny. W końcu musi być równowaga w naturze. Ale większość to ci uprzejmi.

Po spotkaniach z klientami, którzy w trakcie wywiadu zaglądali do pracowni, nie mam co do tego wątpliwości. Kiedy pytam, kto najczęściej korzysta z jego usług, odpowiada krótko: „Wszyscy”. Przekrój jest naprawdę szeroki – od starszych osób po młodzież. Nastolatki przynoszą czasem buty z lat 90., które wyciągnęły z szaf swoich mam i które wymagają renowacji.

Nie ma też reguły, jeśli chodzi o zasobność portfela. Wśród zlecających naprawę są zarówno osoby mniej, jak i bardziej majętne, a także nauczyciele akademiccy i znane osobistości. Z usług Zonia korzystają również obcokrajowcy. Podobno jest jednym z nielicznych szewców w Krakowie, z którymi można porozumieć się po angielsku.

Zaufany szewc na wagę złota

Pan Wojciech ma wielu stałych klientów – stanowią oni zresztą większość odwiedzających jego pracownię. Zdarza się, że zostawiają mu drobne upominki w postaci słodyczy czy kawy. – Jak ma się zaufanego szewca, to można przejechać całe miasto, a nawet przyjechać z innego – tłumaczy. Wśród osób, które regularnie zaglądają na Łobzowską, jest m.in. Polka mieszkająca na stałe w Londynie. Podczas pobytów w ojczyźnie przyjeżdża tutaj z torbą butów do naprawy.

Jak zauważa szewc, w krajach wysoko rozwiniętych rzemieślników jest coraz mniej. W Polsce sytuacja również nie wygląda dobrze. Brakuje szkół zawodowych, młodzi nie mają gdzie uczyć się fachu, a zakłady nie mają komu przekazać swojej działalności. Szczególnie trudnym okresem była pandemia COVID-19, podczas której wiele lokali usługowych zostało zamkniętych. Nie ominęło to również szewców. Po pandemii praca w tym zawodzie stała się nieprzewidywalna.

Od wymiany fleków po naprawę szpicruty

Najczęściej do pracowni przy ul. Łobzowskiej trafiają buty wymagające wymiany fleków, sklejenia lub przeszycia. Pojawiają się też bardziej nietypowe zlecenia, a te Wojciech Zoń lubi szczególnie. Przeróbki obuwia dają mu więcej pola do popisu i pozwalają wykazać się kreatywnością.

A jeśli mowa o kreatywności: niektóre zapytania bywają naprawdę bardzo zaskakujące. Pewnego dnia do szewca zgłosiła się bowiem kobieta z prośbą o naprawę… szpicruty. Jak się okazało, stała klientka zakładu pracowała jako domina i trzeba było ratować wysłużony sprzęt.

Zoń nie tylko oferuje usługi dla klientów indywidualnych, ale współpracuje także z większymi firmami, producentami i importerami obuwia, wykonując naprawy w ramach reklamacji. Zajmuje się również szyciem butów na miarę, a poza obuwiem podejmuje się prostszych napraw galanterii, na przykład torebek. W jego pracy trudno więc mówić o monotonii.

Szesnaście godzin za warsztatowym stołem

Zakład przy ul. Łobzowskiej jest czynny od 10 do 17, ale to wcale nie oznacza siedmiogodzinnego dnia pracy. Zwłaszcza zimą Wojciech Zoń spędza w warsztacie nawet dwa razy więcej czasu. Wtedy klienci oblegają pracownię, a dotrzymywanie terminów staje się szczególnie trudne. Największy ruch przypada przed Wszystkimi Świętymi, gdy wiele osób wyciąga z szaf obuwie wymagające odświeżenia. Kolejny szczyt przychodzi w okolicach Bożego Narodzenia.

Jak podkreśla szewc, każda para wymaga innego nakładu pracy. Przy najprostszych zadaniach potrafi przygotować 20–30 par w ciągu dnia, ale przy bardziej skomplikowanych zajmuje się zaledwie dwiema. Tymczasem przez zakład przewija się 40–50 osób. Trudno więc o chwilę wytchnienia czy dłuższą rozmowę, choć klienci chętnie opowiadają historie przynoszonego obuwia.

Zoń apeluje również, by odbierać gotowe rzeczy w umówionym terminie. Niektórzy nie spieszą się z ich odbiorem tak bardzo, jak wcześniej z dostarczeniem, a miejsca w pracowni jest niewiele.

Dobre buty w dzisiejszych czasach

Buty dużo mówią o człowieku – uważa Wojciech Zoń. Można być świetnie ubranym, ale jeśli coś nie gra z tym elementem garderoby, cały strój traci na odbiorze. Działa to również w drugą stronę.

Szewc z Łobzowskiej rzadko odmawia wykonania usługi, ale zdarza się, że stan przyniesionej pary jest już tak zły, że naprawa nie ma sensu. Wtedy uczciwie radzi klientowi zakup nowej. Jak przyznaje, współczuje dziś osobom szukającym dobrego obuwia. Jego jakość często pozostawia wiele do życzenia, a ceny rosną.

Nadal można jednak znaleźć porządnie wykonane modele. Zoń radzi zwracać uwagę na ofertę mniejszych firm zamiast ograniczać się do sieciówek, a przede wszystkim wybierać obuwie ze skóry naturalnej. Jak podkreśla, nie wymyślono dotąd lepszego materiału. Warto o tym pamiętać, bo dobre buty to także inwestycja w zdrowie stóp.

Reklama