Tak ostro jeszcze nie było! Jantos atakuje kolegów polityków: „Po dobroci nie oddaje się władzy” [WYWIAD]

Małgorzata Jantos z Dorotą Segdą / fot. archiwum

– Nie piję alkoholu, nie chodzę po knajpach, nie bratam się, nie bywam na przyjęciach, nie wiem, kto ma jaką kochankę i którą żonę… – mówi nam Małgorzata Jantos. Krakowska radna Nowoczesnej jest oburzona sposobem uprawiania polityki przez mężczyzn.

– Oni posługują się takimi samymi mechanizmami od lat. To solidarność męsko-restauracyjna. Gdyby nie parytety i kwoty to panowie nigdy w życiu by nie wpadli na to, żeby w wyborach wystawić kobietę – twierdzi krakowska radna.

W rozmowie z KRKnews, Jantos nawiązuje również do głośnego tekstu „Blamaż kobiet w krakowskiej polityce. Lewaczki i feministki zostały skarcone na własne życzenie”.

Łukasz Mordarski: Co pani zrobili mężczyźni, że tak bardzo ich pani nie lubi w polityce?

Małgorzata Jantos

Małgorzata Jantos: To jest nieprawda! Nie dzielę świata na świat męski i żeński. Chociaż uważam, że my, kobiety, musimy ciągle udowadniać, że jesteśmy lepsze.

Ale ale! Jak nie dzieli pani na świat męski i żeński, skoro jest pani zwolenniczką parytetów?! Przecież to jest właśnie podział.

Absolutnie! To jest zachęcanie kobiet do udziału w polityce. Dam panu przykład. Kiedyś zapytano mnie, dlaczego w Polsce nie ma ludzi niepełnosprawnych. To pytanie mnie zaskoczyło, bo każdy wie, że oni są, tylko ich nie było widać. A nie było ich widać, bo ze względu na bariery architektoniczne nie wychodzili z domu. I ten przykład chce wykorzystać do potrzeb naszej rozmowy. Z kobietami jest podobnie: trzeba im stworzyć warunki, aby je zachęcić do udziału w polityce.

Dlatego twierdzę, że parytety są potrzebne. Tę drogę przeszły kraje skandynawskie i gdy wytworzyły równowagę w społeczeństwie, od parytetów się odeszło. Parytety są po to, żeby ośmielić kobiety, pokazując im, że są tak samo wartościowe i zdolne jak mężczyźni.

Czy kobiety same nie potrafią tego udowodnić, tylko potrzebują do tego parytetów?

Tak. Parytety to nie jest sprawa wypychania mądrych mężczyzn przez głupie kobiety. Znowu dam przykład niepełnosprawnych – my ich zachęciliśmy, żeby wyszli z domów, tworząc im udogodnienia. Kobietom trzeba pomóc, aby poszły potem dalej.

Nie może pani porównywać kobiet do niepełnosprawnych.

Broń Panie Boże, pokazuję Panu mechanizm.

Na jakie bariery napotykają kobiety w polityce?

Te bariery stwarza im świat męski. Tak samo jak w biznesie, gdzie bardzo powoli przepychałyśmy się, żeby być na zrównane z mężczyznami.

Byłam jedyną kobietą w prezydium  w 160-letniej historii Izby Przemysłowo-Handlowej, zrzeszającej przedsiębiorców z całego Krakowa. Nie jest to możliwe, aby wyłącznie moja firma i osoba zasługiwały na zaproszenie do prezydium. Kobiet prowadzących własne  firmy jest więcej, ale w zarządzie są sami mężczyźni, chyba do dzisiaj.

Przykład z mojej działalności samorządowej? Proszę bardzo: kiedy była sprawa budowy dwóch stadionów to powiedziałam, że powinno być referendum w tej sprawie, aby mieszkańcy zdecydowali o tych inwestycjach. Spotkały mnie za to bardzo przykre konsekwencje. Być może to kobiety są odważniejsze i mówią to, czego nie potrafią mężczyźni?

Trzeci przykład. Może spoza mojej bezpośredniej działalności biznesowej i samorządowej, ale naukowej: kiedyś na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdy kandydatką na rektora była pani profesor, jeden z odchodzących rektorów powiedział, że nasza Alma Mater nie doszła jeszcze do tego momentu, aby mogła być zarządzana przez kobietę. Pan rektor powiedział to bardzo serio!

Często powtarza pani, że kobiety zarabiają mniej niż faceci. Ale czy to też wina mężczyzny? Po co kobiety się na to godzą?

Nie godzą się. Ale wtedy pan redaktor pisze, że występujemy w zbyt ostry sposób. Nasze kobiece protesty są dla niektórych śmieszne, czy radykalne, ale może to jest właściwa droga?

Blamaż kobiet w krakowskiej polityce. Lewaczki i feministki zostały skarcone na własne życzenie

Piszę tylko, że na siłę próbujecie udowodnić, że wyższe zarobki i kierownicze stanowiska należą się wam tylko dlatego, że jesteście kobietami.

Należy nam się równe traktowanie, a na razie tak nie jest. Muszą więc być jakieś mechanizmy, które nakażą traktować inaczej kobiety. Po dobroci nie oddaje się władzy. Może na końcu ktoś łaskawie zauważy: hej, hej, zobaczcie, ona jest całkiem niegłupia!

Ale na razie mówicie: hej, hej, zobaczcie, jestem kobietą!

No a jak inaczej można?! Jestem 17 lat w samorządzie i gdyby nie tak zwane parytety, czy kwoty, to już kilkanaście razy by mnie wykasowano. Nie ma solidarności  i mądrości w polityce.  Działają zgoła inne mechanizmy. Niestety, wciąż te same od wieków. Ja nie piję alkoholu, nie chodzę po knajpach, nie bratam się, nie bywam na przyjęciach, nie wiem, kto ma jaką kochankę i którą żonę…

Ja też nie piję alkoholu i nie chodzę po knajpach. I to powoduje, że jestem lepszy lub gorszy?

To powoduje, że mężczyźni posługują się tego typu mechanizmami. Solidarność męsko-restauracyjna.

Kto tak robi?

Wszyscy.

PiS, PO, SLD?

Myślę, że wszyscy. Wszędzie są takie mechanizmy. Gdyby nie parytety i kwoty to panowie nigdy w życiu by nie wpadli na to, żeby w wyborach wystawić kobietę, ponieważ władzy się dobrowolnie nie oddaje.

Czyli chce pani powiedzieć, że panowie spotykają się w knajpie i przy wódce ustalają, kto jest na liście?

Nie wiem, czy przy wódce. Nie wiem, czy w knajpie. Nie wiem, czy w męskiej toalecie. Ale na pewno w męskim gronie. Jestem o tym głęboko przekonana, ponieważ obserwuję to od 17 lat. Dość rzadko zaprasza się na owe konsultacje kobiety.

A pani osobiście spotkała się z takim przypadkiem?

Nie, ponieważ nie bywam w męskiej toalecie. O, i już wiem jaki teraz będzie tytuł tej rozmowy: „Janos nie bywa w męskiej toalecie” (uśmiech).

Nie jest zły. Właściwie już moglibyśmy skończyć, ale chciałbym, że wymieniła pani jeszcze konkretny przykład barier dla kobiet w polityce.

Pozwolę sobie wspomnieć dość przykre dla mnie osobiście doświadczenie. W poprzedniej kadencji w wyborach na prezydenta Krakowa, kiedy  Platforma udawała jeszcze, że ma swojego kandydata, zaproponowałam moim kolegom z PO, że mogę reprezentować partię jako kontrkandydatka prezydenta Majchrowskiego. Wiedzieliśmy , że nie jesteśmy w stanie wygrać tych wyborów, ale powiedziałam, że „mogę dać się wystawić” (a chętnych nie było) i nie skompromituję partii swoją wiedzą o mieście, a może i bystrością, poczuciem humoru etc.

Do ostatniej chwili moi koledzy wydzwaniali po wielu miejscach: także i po uczelniach i pytali różnych panów profesorów, czy nie chcieliby kandydować jako kontrkandydaci Jacka Majchrowskiego. Pytali panów profesorów. Sami będąc w bezwładzie nie chcieli inicjatywy oddać w moje ręce. Dla mnie to był element, w którym poczułam się bardzo dyskomfortowo i złożyłam oficjalną rezygnację z kandydowania.

Może wydzwaniali nie z powodu pani płci, ale doszli do wniosku, że pani, jako polityk, nie zrobi dobrego wyniku.

Być może tak było. Z góry było wiadomo, że tylko cud nad Wisła byłby w stanie zmienić wynik wyborów. Można było zaryzykować. Moi koledzy nie wydzwaniali do pań profesorów, ale do panów. Być może uznali, że miasto nie zasługuje, żeby zarządzała nim kobieta. Zresztą nawet mi to powiedzieli, że Kraków nie jest gotowy na kobietę.

Niech pan popatrzy co się dzieje na listach Koalicji Obywatelskiej do Sejmu. W Krakowie są dwie kobiety w pierwszej dziesiątce. Wiem, że zaraz pan powie, że w innych okręgach w Małopolsce kobiety otwierają listy…

Świadczy to albo o tym, że w Krakowie jest tak wielka konkurencja, w której to panowie walczą między sobą albo o tym – co zresztą pan przedstawił w swoim tekście – że kobiety są słabe, z czym ja się absolutnie nie zgadzam.

Proszę  zauważyć, że wśród tych, którzy ustalali listy w Krakowie nie było ani jednej kobiety, która byłaby głosem doradczym. Żadna nie została zaproszona.

Małgorzata Jantos / fot. archiwum

Pani ciągle mówi o płci. A ja cały czas zmierzam do tego, że ważniejsze od płci są skuteczność w działaniu i umiejętności.

Kiedyś rozmawiałam z senatorkami ze Stanów Zjednoczonych, gdzie był wielki kryzys spowodowany działalnością banku inwestycyjnego Lehman Brothers. I one, te amerykańskie senatorki, powiedziały mi, że gdyby to były Lehman Sisters to najprawdopodobniej nie byłoby aż takiego kryzysu finansowego. A wiem pan dlaczego? Bo kobiety mniej ryzykują. Jesteśmy ostrożniejsze.

Czyli próbuje pani udowodnić teraz wyższość kobiet nad mężczyznami.

Nie! Chce panu pokazać, że istnieje inna opcja niż brawurowe zarządzanie światem przez mężczyzn. Ja patrzę na świat z mojego punktu widzenia. Z punktu widzenia osoby, która w szpilkach biegnie do tramwaju…(śmiech), nasze widzenie potrzeb świata jest jednak nieco inne, niż męskie.

Była pani kiedyś mobbingowana w polityce?

Nie, bo weszłam do niej w dość dorosłym wieku (uśmiech).

Nie pytam o molestowanie tylko o mobbing.

(śmiech) Nie byłam. (po chwili) Chociaż, w bardzo wielu wypadkach, gdy proponowałam pewne rozwiązania, moi koledzy mówili, że nie są one dobre dla partii. Może i dla mieszkańców, ale nie dla partii. I strasznie mnie to wkurza. Dla mnie są sprawy, które mają służyć mieszkańcom, a nie polityce. Wciąż tego nie rozumiem i rozumieć nie chcę..

Zdaje mi się, że kobiety bardziej utożsamiają się z ideologią, społeczeństwem ich potrzebami, niż z interesami tej, czy innej partii.

Myślę, że minęły, a może mijają te czasy, kiedy kobiety osiągały cele będąc szyjami, a nie głowami. Moja babcia mówiła: zarządzaj tak, aby on się nie spostrzegł. A my już tak nie chcemy. Nie chcemy wykorzystywać swojego wdzięku, przebiegłości, aby zarządzać. Myślimy nieco inaczej o świecie. Być może zamiast stadionów chciałybyśmy więcej innych inwestycji w mieście.  I chyba już nie chcemy być szyjami, ale głowami w zarządzaniu – odpowiedzialnymi za efekty.

Rozmawiał Łukasz Mordarski

* Małgorzata Jantos – wielbicielka jazzu i brydża. Pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Radna Krakowa od 2002 roku (przekonana co do zasadności jednomandatowych okręgów wyborczych i kadencyjności władz). Przez 22 lata prowadziła własną firmę (laureatka „Krakowskiego Dukata”)

 

Zobacz także