To już nie jest tylko sprawa kardynała Stanisława Dziwisza…

fot. DrabikPany via Foter.com

To już nie jest tylko sprawa kardynała Stanisława Dziwisza. To sprawa, która dotyczy kościoła w Krakowie, Polsce i na świecie. I cień, który kładzie się na świętości Jana Pawła II.

Lawina ruszyła. Wcale nie rozpoczął jej reportaż w TVN24 „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza” sugerujący, że kard. Stanisław Dziwisz mógł tuszować przestępstwa pedofilskie w kościele. Ani ostatni raport watykański dotyczący amerykańskiego kardynała, którego nominowano na wysokie stanowisko kościelne – mimo wiedzy o wysuwanych pod jego adresem nadużyciach seksualnych.

Ta lawina ruszyła wcześniej, kiedy ofiary księży pedofilii powiedziały: dość. Ale kościelni hierarchowie zignorowali te krzyki rozpaczy. Reportaż o kardynale Dziwiszu i raport watykański dający do zrozumienia, że sekretarz papieża Jana Pawła II miał duży wpływ na nominacje kontrowersyjnego kardynała tylko zamieniły ruszającą lawinę w kulę śniegową, która nabiera rozmiarów i rozpędu.

Bo jak nazwać postulaty o dekanonizację papieża Polaka? Jak oceniać wypowiedzi, że polskie dzieci nie powinny chodzić do szkół noszących imię Jana Pawła II? Można oczywiście pominąć te opinie (czy aby na pewno?) jako wysuwane przez lewicę, ale wcześniej czy później prawica i kościół staną przed wyzwaniem, jak zareagować na trzęsienie ziemi, które może tak zrujnować kościół, że nie zostanie po nim kamień na kamieniu. Odsuwanie sprawy na bok, próby przeczekania burzy tylko pogarszają sytuację.

A jaka powinna być ta reakcja? Czy można sobie wyobrazić, że kard. Dziwisz wychodzi i mówi: tak, wiedziałem, ale ukrywałem to przed schorowanym papieżem? Tak chcieliby ci, którzy boją się zakwestionowania wszystkiego, w co wierzyli i obalania pomników największego z Polaków. Widząc jak były sekretarz papieża zasłania się niepamięcią i odwołuje się do swoich zasług, to scenariusz niewyobrażalny.

Kościół, biskupi i kard. Stanisław Dziwisz muszą coś zrobić, by przekonać wątpiących. Tych krzyczących pod oknami kurii „wyp…”, już stracili dla wiary i kościoła. Dawno temu. Ich nie przekonają nawet szczerym wyznaniem grzechów i postanowieniem poprawy. Ale konieczne jest ratowanie tych owieczek, które są w szoku nie tylko widząc drugą twarz kościoła i jego hierarchów, ale także widząc reakcję na straszne oskarżenia.

Zwykłym członkom kościoła pozostaje tylko wiara i nadzieja. A ta wiara i ta nadzieja topnieją coraz bardziej. Skutki epidemii koronawirusa mogą być mniej drastyczne niż to, jak Polska zmieni się światopoglądowo. I apele z ambony, by nie szargać świętości, tego nie zatrzymają. Potrzebny jest… cud.

Grzegorz Skowron

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także