„Ukrainki z powołania muszą być kobietami lekkich obyczajów lub sprzątaczkami”. Internauci wzięli się za hejterskie wpisy!

W sieci aż kipi od nienawiści wobec obcokrajowców, bo hejterom wydaje się, że mogą bezkarnie obrażać innych. Teraz jednak internauci wypowiedzieli wojnę wirtualnym agresorom, na których czekają bardzo bolesne konsekwencje

– Większość hejterów to niestety zupełnie zwykli ludzie, którzy zapomnieli, że internet już dawno nie jest medium, w którym użytkownik jest anonimowy. U jego początków użytkownik występował zwykle pod pseudonimem, co powodowało przesunięcie granic akceptowalnych zachowań i poczucie bezkarności – mówi KRKnews dr Agnieszka Całek, medioznawca.

Skąd się biorą internetowi agresorzy?

Najczęściej ofiarami hejtu i mowy nienawiści padają obcokrajowcy. Agresorzy często posługują się stereotypami i piszą komentarze przepełnione nienawiścią z pobudek rasistowskich lub ksenofobicznych.

W Krakowie i w Polsce pojawia się coraz więcej obywateli Ukrainy. To właśnie oni często muszą czytać o sobie przykre słowa. W ostatnim czasie to samo dotyczy muzułmanów.

– Wiele osób, kierując się stereotypami i uprzedzeniami dotyczącymi Ukraińców, które utarły się w świadomości zbiorowej Polaków, pozwalało sobie na ocenę mojej rodziny w sposób uwłaczający oraz pogardliwy. Najpopularniejszym komentarzem było wyzywanie od prostytutek, gdyż oczywiście Ukrainki z powołania muszą być kobietami lekkich obyczajów lub sprzątaczkami, a ich mężczyźni budowlańcami bądź przestępcami. Pod każdym względem takie podejście jest mocno krzywdzące i nieprzyjemne, ale z reguły nie wdaje się w dysputy – komentuje Misha Czumaczenko, modelka ukraińskiego pochodzenia.

– Najczęściej publikowane są stwierdzenia, że jesteśmy zapewne banderowcami i przypominanie historii Wołynia. Nie mam nic z tym wspólnego i jest to przeszłość. Chcę w spokoju żyć i pracować w Polsce – dodaje Wiktor, Ukrainiec.

Internauci walczą z hejtem

– Dziś przesunięta granica i poczucie bezkarności pozostało, ale internauta nie jest już anonimowy. Pewna nadzieja w tym, że współużytkownicy reagują w mediach społecznościowych na hejterskie wpisy. To jest bardzo dobry społeczny odruch. Pytanie tylko, jak powinni reagować, żeby nie eskalować hejtu – komentuje Całek.

Gdy hejter pisze obraźliwe komentarze, to przeciwni temu procederowi internauci często zaczynają oznaczać miejsce, w którym pracuje agresor. Czasami oznaczają nawet pracodawców lub wystawiają przedsiębiorstwu negatywne opinie twierdząc, że „nie skorzystają z usług firmy zatrudniającej ksenofoba”. Niektórzy kontaktują się również z pracodawcą i pokazują jakie pracownik rozpowszechnia treści w internecie.

Publikują twarze i wypowiedzi

Na Facebooku działa również Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Każdy użytkownik może anonimowo wysłać zgłoszenie, w którym znajdzie się obraźliwy wpis hejtera. Następnie pracownicy organizacji publikują twarz oraz nazwisko internetowego agresora wraz z cytatem wypowiedzi. Później sprawy trafiają do prokuratury. Tylko czy to dobra metoda, by powstrzymać hejterów?

– Mimo przykrości, jaką takie komentarze i wiadomości powodują, nie reaguję aktywnie i nie odpowiadam na nie, bo to tylko stwarza spór i kreuje konflikt, który z reguły nie prowadzi wcale do nawrócenia osoby piszącej krzywdzące opinie, a co najwyżej jej wycofanie się, ucieczkę do bezpiecznej kryjówki, aby po czasie znów móc zaatakować kogoś innego, kierując się tymi samymi pobudkami jak wobec mnie – stwierdza Misha Czumaczenko, modelka ukraińskiego pochodzenia.

– Napiętnowanie hejtera w mediach społecznościowych może powodować eskalację mowy nienawiści, a zmieni się tylko jej obiekt. Sprawca stanie się ofiarą, a nie o to chodzi. Myślę, że kluczem jest wyeliminowanie poczucia bezkarności przez prawne sankcje. Żeby to było możliwe na szerszą skalę, internauci musieliby pójść krok dalej i takie naruszenia prawa zgłaszać. Wymaga to większego zaangażowania, ale obecnie warto je podjąć, bo służby zaczynają podchodzić do tego rodzaju zgłoszeń znacznie poważniej, niż jeszcze kilka miesięcy temu – podsumowuje dr Całek.

Grzywna, więzienie…

Za nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość może grozić grzywna, a nawet dwa lata pozbawienia wolności. Mówi o tym art. 256 Kodeksu Karnego.

Za publiczne znieważanie grupy ludności lub osób z powodu przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości również można ponieść konsekwencje. Według art. 257 kk za takie zachowanie może grozić nawet 3 lata więzienia.

sj

Najnowsze

Co w Krakowie