Miał 22 lata. W nocy z 17 na 18 kwietnia 1982 roku wracał do domu po godzinie milicyjnej. Został skatowany do nieprzytomności przez patrol ZOMO. Zmasakrowane ciało rodzina rozpoznała po… znamieniu na ręce. 22-latek zmarł po 52 dniach pobytu w szpitalu. Teraz pierwsza ofiara stanu wojennego – Andrzej Szewczyk – doczeka się swojej ulicy w Nowej Hucie.
Projekt uchwały w sprawie nadania nazwy ulicy Andrzeja Szewczyka zgłosili radni Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi o bezimienną przecznicę łączącą al. Przyjaźni z ul. Edwarda Rydza-Śmigłego, biegnącą przy budynku nr 7 w os. Zgody, od jego strony zachodniej. Poniżej treść uzasadnienia do projektu uchwały w sprawie nadania nazwy ulicy Andrzeja Szewczyka.
„Andrzej Szewczyk – absolwent Technikum Górniczego w Krakowie, robotnik z Nowej Huty, członek Zespołu Pieśni i Tańca „Słowianki”, był pierwszą ofiarą stanu wojennego w Nowej Hucie.
W nocy z 17 na 18 kwietnia 1982 roku został skatowany do nieprzytomności przez patrol ZOMO, ponieważ wracał do domu po godzinie milicyjnej. Znaleziono go o świcie na os. Na Stoku, przy postoju taksówek. Został wówczas przewieziony do szpitala im. Gabriela Narutowicza. Zmasakrowane ciało rodzina rozpoznała dopiero po znamieniu na ręce. Zmarł 8 czerwca 1983 roku (taka data widnieje na nagrobku) po 52 dniach, nie odzyskawszy przytomności.
Po śmierci i pogrzebie Andrzeja Szewczyka jego ojciec mówił z goryczą: ,,walczyłem na froncie, otrzymałem wiele odznaczeń, w tym krzyż Virtuti Militari, a mój ostatni krzyż to ten – na grobie mego syna”.
Andrzej Szewczyk zmarł w wieku 22 lat.”
(GS)



