Wróciła do Krakowa na dłużej po kilkunastu latach. W czasie tej przerwy mieszkała w różnych krajach i podróżowała po całym świecie. Jakie wrażenie po tak długiej nieobecności wywarła na niej stolica Małopolski? Nasza rozmówczyni — Agnieszka – okazała się dosyć krytyczna wobec miasta, które kiedyś było jej domem. „Kraków jest nudny” stwierdziła i zaraz znowu go opuszcza.
Jak zmienił się Kraków? „Ludzie zrobili się bardziej międzynarodowi”
Agnieszka, nasza rozmówczyni, przyjechała do Krakowa na studia z mniejszego miasta. Spędziła tu lata 2008-2012 i wspomina ten czas, jak i samo miasto, z ogromnym sentymentem. Później regularnie tutaj wracała, ale były to bardzo krótkie pobyty — wizyta u rodziny, przyjaciół. W międzyczasie zwiedzała świat i mieszkała w różnych krajach. Najpierw w Chinach, potem w Niemczech, a ostatnio przez dłuższy czas na Wyspach Kanaryjskich. Trzy miesiące temu postanowiła po raz kolejny zmienić miejsce pobytu i jej wybór padł ponownie na Kraków. Jak odebrała miasto po kilkunastoletniej przerwie? Co się zmieniło podczas jej nieobecności?
„Pierwsza zmiana, jaką widzę, to zmiana technologiczna. Nigdzie na świecie nie spotkałam się z możliwością kupna biletu w takim e-biletomacie, jakie pojawiły się ostatnio w autobusach i tramwajach w Krakowie. Duże wrażenie zrobił na mnie też paczkomaty — fakt, że zamawiasz coś jednego dnia, a następnego możesz odebrać osobiście w dowolnej porze i w dowolnym miejscu, często tuż pod domem – tego na Kanarach brakuje. Zmienili się też ludzie, ich sposób wyrażania siebie, jest dużo kolorowych ptaków. Mam poczucie, że zrobili się bardziej „międzynarodowi”. Kiedy po raz pierwszy pojechałam do Berlina w 2010 r., to było dla mnie takie wow, że wiele osób ma tatuaże, piercing, różne kolory włosów. W Polsce byliśmy pod tym względem znacznie bardziej zachowawczy. Teraz dogoniliśmy Zachód, widać większą odwagę w wyrażaniu siebie. Zauważyłam też, że jest znacznie więcej obcokrajowców niż dawniej, wielokrotnie zdarzało mi się jechać Uberem z osobą, która nie mówiła po polsku” – mówi Agnieszka.
Kraków dla turystów, ale nie dla nomadów
Agnieszka zamieszkała na Krowodrzy, w apartamencie swoich znajomych, którzy na ten czas przenieśli się do jej mieszkania na Wyspach Kanaryjskich. Wcześniej jednak poszukiwała lokum na własną rękę i sprawa okazała się nie taka prosta. Na krakowskim rynku mieszkaniowym brakuje bowiem ofert wynajmu krótkoterminowego, których za granicą jest na pęczki. Jest to ciekawe zagadnienie, bo z jednej strony mówimy o turystyfikacji Krakowa, ale z drugiej miasto nie jest w ogóle przystosowane do przyjmowania tzw. nomadów, czyli osób, które podróżują między krajami, osiedlają się w jednym miejscu na określony czas:
„Jeśli chodzi o Kraków, to uważam, że rynek wynajmu jest zdecydowanie bardziej przystosowany do ludzi, którzy wynajmują długoterminowo, np. na rok. Ja szukałam czegoś na kilka miesięcy i jedyną opcją było Airbnb, ale tam ceny są zawrotne, za mieszkanie typu studio trzeba zapłacić ponad 5,5 tysięcy złotych. Oczywiście można skorzystać z biura nieruchomości, ale wtedy z kolei wchodzi w grę opłata agencyjna w wysokości jednomiesięcznego czynszu, co też się nie opłaca. Inaczej wygląda sytuacja w Berlinie czy chociażby w Barcelonie, gdzie teraz szukam mieszkania. Tam jest dużo platform z ofertami wynajmu krótkoterminowego, jest konkurencyjność na rynku, a ta wynika z większego zainteresowania tymi miastami. Co ciekawe, ceny wynajmu w miastach europejskich bywają porównywalne, a czasami niższe od krakowskich. Za granicą jest też opcja, z którą się tu nie spotkałam, czyli co-living. Ludzie podróżujący — nomadzi wynajmują po prostu pokoje z łazienkami, wspólna jest tylko kuchnia. Wtedy nie ma też żadnych opłat agencyjnych, depozytu”.
„Kraków zrobił się bardzo drogi”
Na pytanie, czy Kraków jest atrakcyjny dla nomadów, Agnieszka odpowiada wprost, że nie. Oprócz braku ofert wynajmu krótkoterminowego wymienia jeszcze dwa powody. Po pierwsze: osoby pracujące zdalnie często wybierają miejsca, gdzie jest ładna, słoneczna pogoda, a takiej Polska nie może zagwarantować. Druga sprawa to kwestia cen, które są bardzo wysokie.
„Kraków zrobił się bardzo drogi pod różnymi względami. Weźmy, chociażby wyjście na zwykłą kawę ze znajomymi. Generalnie za granicą, a zwłaszcza w krajach południowych, kultura spędzania czasu w kawiarniach, jest bardzo rozpowszechniona. Na przykład na Wyspach Kanaryjskich kawę można kupić za 1,5-2 euro i mówię tutaj o dobrej kawie. W Krakowie trzeba zapłacić 20 zł i jest to cena wysoka, zwłaszcza jak na polskie zarobki. To samo dotyczy oczywiście herbaty oraz innych napojów w różnych lokalach. To trochę kuriozalne, bo tańsza jest pożywna kanapka, którą można dostać za kilkanaście złotych. Ogólnie jedzenie na mieście się nie opłaca, wyjścia do restauracji to bardzo droga sprawa, zdecydowanie nie jest to opcja dostępna dla wszystkich, a ceny są porównywalne do tych, które można spotkać w największych zachodnich metropoliach. Jednocześnie widać, że ta oferta gastronomiczna jest bardzo szeroka, otworzyło się dużo miejsc z różnorodną kuchnią, podczas gdy dawniej przeważały lokale z kuchnią polską” – podsumowała nasza rozmówczyni.
Agnieszka znów rusza w drogę. „Kraków nie oferuje mi wiele”
Podczas naszej rozmowy wielokrotnie wracał wątek, że z jednej strony Kraków jest coraz bardziej międzynarodowy, ale jednocześnie nie jest atrakcyjny dla osób zza granicy. Brzmi to, jak paradoks, zwłaszcza kiedy problem turystyfikacji wisi w powietrzu. Agnieszka w trakcie wywiadu zwróciła jednak uwagę na ciekawy wątek: turyści lubią przyjeżdżać do Krakowa ze względu na niewątpliwe walory architektoniczne i historyczne miasta, spędzają tu kilka dni, kolekcjonują zdjęcia i wspomnienia, a potem wracają do siebie. Osiedlanie się w stolicy Małopolski to jednak zupełnie inna sprawa. Coraz więcej korporacji znika z rynku, ofert zatrudnienia ubywa, a jednocześnie Kraków przestał być konkurencyjny cenowo. Ludzie pracujący zdalnie chętniej wybierają więc ciepłe kraje, zresztą trend ten pojawia się również wśród Polaków, którzy – jeśli mają taką możliwość — bardzo chętnie przenoszą się na jakiś czas np. do Hiszpanii.
Kraków jest więc miastem, które wybiera się jako miejsce „na życie” albo jako kierunek na city break, natomiast opcji pomiędzy tymi dwoma rozwiązaniami brakuje. Pytanie: czy to dobrze, czy źle? W trakcie rozmowy Agnieszka porusza jeszcze jedną kwestię: nomadzi korzystają z większości benefitów przysługującym mieszkańcom, ale jednocześnie nie płacą w miejscu, do którego przyjeżdżają na chwilę, podatków. Pod względem finansowym ich obecność może być zatem postrzegana jako nieopłacalna.
Agnieszka po trzech miesiącach zdecydowała się opuścić Kraków, chociaż miała możliwość przedłużenia pobytu. Skąd taka decyzja?
„Ja przez ostatnie lata żyłam bardzo intensywnie, dużo podróżowałam, a Kraków jest dla mnie takim trochę nudnym miejscem, w którym niewiele się dzieje, więc przyjechałam tu odpocząć i spędzić czas z bliskimi. To był też powrót do korzeni, ale wolę żyć w środowiskach bardziej międzynarodowych. Zabrakło mi tutaj wydarzeń organizowanych dla osób takich jak ja, nomadów, brakuje mi po prostu kontaktów z ludźmi z różnych krajów, dlatego jadę dalej” – podsumowała nasza rozmówczyni. Następny przystanek: Barcelona.
Małgorzata Armada



