Miała być krakowska Polinezja, a jest ekologiczny kryzys. Choć wielomilionowa rewitalizacja Zakrzówka miała uczynić z dawnego kamieniołomu bezpieczny i nowoczesny raj dla mieszkańców, rzeczywistość boleśnie zweryfikowała te plany. Nurkowie biją na alarm. Zamiast lazurowej wody krakowianie już niedługo mogą nie zobaczyć w zbiorniku żywej ryby, ponieważ już teraz ze względu na zrzuty mułu i śmieci ich śmiertelność wynosi 90%.
Baseny gwoździem do trumny lokalnej fauny
Jeszcze niedawno urzędnicy z dumą otwierali zmodernizowane kąpielisko na Zakrzówku, obiecując unikalną w skali kraju przestrzeń rekreacyjną. Dziś nad popularnym akwenem zawisły ciemny chmury. Nurkowie mówią wprost, ekosystem zbiornika, naruszony przez masową turystykę zaczyna drastycznie chorować. – Kiedyś na Zakrzówku mieliśmy do czynienia z krystalicznie czystą wodą. Dowodem na to był miętus. Ta ryba nie toleruje żadnych zanieczyszczeń. Jeżeli do wody trafią nawet śladowe ilości toksyn, umiera. Jak to więc się stało, że w zbiorku, w którym te ryby masowo występowały zaczęło ich ubywać? Wzięło się to stąd, że miasto dokonało rewitalizacji Zakrzówka i zainstalowało na powierzchni akwenu baseny, które de facto stały się rozsadnikami glonów. Ludzie wchodzili do wody spoceni, ponieważ nie było żadnych prysznicy. Załatwiali się do wody, ponieważ jedyna ubikacja znajdowała się na górze, a przez limit wejść nie mieliby możliwości bezpłatnego powrotu tutaj. Efekt? Powstało mnóstwo glonów, które urzędnicy zaczęli spychać z basenów na dno akwenu, zabijając lokalną faunę – podkreśla Artur Sobesto, instruktor nurkowania i prowadzący grupę nurkową Artdive – nurkowanie Kraków.
W rozmowie z KRK News nurkowie zwracają uwagę, że katastrofy ekologicznej dało się uniknąć. – To, że baseny będą miały negatywne oddziaływanie na to środowisko, było wiadomo przed ich zainstalowaniem. Były wypowiedzi osób, które się na tym znają, między innymi Pana profesora Mariusza Czopa z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska na Akademii Górniczo-Hutniczej, który zwracał uwagę na to, że takie oddziaływanie na akwen może skończyć się katastrofą biologiczną. Do urzędników taka argumentacja nie trafiła, baseny powstały i zaczęły negatywnie oddziaływać na zbiornik – słyszymy od nurków.
Dlaczego otwarte po rewitalizacji baseny stały się gwoździem do trumny lokalnej fauny? Nurkowie winą obarczają Urząd Miasta Krakowa, który miał pozwolić na zrzut mułu, który osadza się w basenach na dno akwenu. – Tutaj jest miejski monitoring, na którym można było zaobserwować, jak wygląda kwestia czyszczenia basenów. Panowie mieli szczotki i po prostu zrzucali na dno zbiornika wszystkie zanieczyszczenia. Mamy to udokumentowane zarówno w formie filmów, jak i w formie zdjęć. Jest to zaprzeczenie jakiejkolwiek ekologii, czegokolwiek rozsądnego. Pomimo wielu interwencji i tłumaczenia żeby tak nie robić, oni dalej to robią. My chcemy za wszelką cenę uratować ten Zakrzówek i informujemy o tym, co się tutaj dzieje wszystkich, w tym Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska w którego kompetencjach było między innymi wydanie decyzji o zakazie zrzutu glonów. Pan dyrektor odmówił, a my złożyliśmy zażalenie do Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie. W sytuacji, w której jedyny uprawniony organ odmawia wydania decyzji, do której jest uprawniony, to jest to po prostu niedopuszczalne. To trochę tak, jakby wzywał Pan karetkę, a lekarz karetki powiedział, że nie będzie udzielał pomocy Panu – nie kryje oburzenia Sobesto.
Nawet cztery metry szkodliwego siarkowodoru
Z relacji naszych rozmówców wynika, że obecnie na dnie Zakrzówka znajduje się około czterometrowa warstwa siarkowodoru. Woda jest niesamowicie mętna, a podczas nurkowania można się poczuć jakby mleko unosiło się w wodzie. Potwierdzają to zdjęcia dna wykonane przez nurków. – Powoduje to masowe wymieranie wielu gatunków. Pierwszy poległ wspomniany przeze mnie miętus, natomiast to zaczęło oddziaływać na wszystkie inne gatunki ryb. Wymierają sandacze, wymierają sumy, wymierają okonie, wymiera cała masa innych ryb, których było tutaj multum. Jeszcze dwa lata temu przychodząc na brzeg można było zobaczyć multum małych rybek, teraz jak się przyjrzymy to i tak nie zobaczymy żadnej. Baseny, które stały się źródłem glonów, spowodowały powstanie siarkowodoru, który z kolei spowodował śmiertelność ryb na poziomie nawet 90%. – mówi Artur Sobesto.
Bezkarne libacje na Zakrzówku
Czy więc za wymieraniem ryb na Zakrzówku stoją jedynie zainstalowane tam baseny? W ocenie nurków problem jest szerszy. – Za każdym razem jak schodzimy pod wodę to wydobywamy z dna masę śmieci. Gdy nurków nie ma to po kilku dniach dno wygląda tragicznie. Nikt z urzędników tego nie sprząta. Nie widać efektów straży miejskiej. Zakrzówek został pozostawiony sam sobie. Przed rewitalizacją, gdy byli tu tylko nurkowie codziennie przewijały się tu dziesiątki osób i nie było libacji, nie było śmieci. Nie pozwolimy na takie patologiczne zachowania. Niedawno ktoś wrzucił do wody psa w worku. To jest przekroczenie już wszelkich granic. Mamy tu monitoring, latają drony, a i tak nikogo to nie interesuje. Urzędnicy odpowiedzialni za Zakrzówek nie mają ewidentnie wiedzy na jego temat. Zaklinają rzeczywistość w odpowiedziach na nasze pisma zamiast tu przyjechać i zobaczyć co się dzieje na własne oczy. Powoływane przez pana prezydenta Miszalskiego osoby są zwyczajnie niekompetentne w tej kwestii. Zamordowano życie biologiczne na tym akwenie, co w konsekwencji może spowodować śmierć całego zbiornika i to już będzie proces nieodwracalny. Ten proces zaczął się oczywiście powoli od dna natomiast wytworzenie się siarkowodoru na dnie spowodowało natychmiastową anihilację miejsc lęgowych wszystkich ryb. Nie mogą się one rozmnażać więc utraciły możliwość normalnego funkcjonowania – bije na alarm grupa Artdive – nurkowanie Kraków.
Zakrzówek świeci pustakami
A jak w praktyce wygląda obecnie życie ryb na Zakrzówku? Nasza redakcja była na miejscu i faktycznie podczas kilkunastominutowego spaceru wzdłuż tafli wody, nie udało nam się dojrzeć żadnej ryby. Nurkowie podkreślają, że to co widać z brzegu to jedynie wierzchołek góry lodowej. – Na Zakrzówku znajduje się zejście. To tam kiedyś nurkowie z butlami wchodzili do wody. W tym miejscu znajduje się budynek centrum sportu wodnych, które jest niewykorzystane od kilku lat. Kilka metrów pod wodą znajdują się tam takie platformy do ćwiczeń, które były naturalnym schronieniem dla ryb. Chowały się one pod tymi platformami, mając taki daszek nad sobą. Chronił je on przed możliwym atakiem dla drapieżników z góry. Zbijały się one w stado, więc widziały, na boki, a od góry były bezpieczne. Każdy, kto wchodził do wody mógł zaobserwować bezproblemowo ogromne ilości okoni. To było po kilkaset sztuk, kilka metrów sześciennych ryb. Dzisiaj tych ryb w ogóle nie ma. Podczas ostatniego nurkowania przepłynęło mi przed maską może cztery okonie i to wielkości może dwunastu centymetrów. Kiedyś to były całe ławice trzydziestocentymetrowych ryb. Wrażenia z takiego nurkowania były kiedyś niesamowite. Teraz absolutnie po cichu zabito życie na Zakrzówku. Z ryb wielkości dorosłego człowieka nie pozostało nic. I to najbardziej mnie boli, że to pozostało bez jakiejkolwiek reakcji policji, prokuratury czy regionalnej dyrekcji ochrony środowiska. Nikt się tym nie zainteresował oprócz środowiska nurkowego – opowiadają nurkowie.
Według relacji środowiska nurkowego Zakrzówek był na ósmym miejscu w rankingu najpopularniejszych miejsc nurkowych świata. Przyjeżdżać mieli ludzie nawet z Nowej Zelandii aby zanurkować w zimnej wodzie, zobaczyć samolot, który tam jest zatopiony i zobaczyć coś zupełnie innego. Miejsce z unikatową florą wodną. Po rewitalizacji ilość gości zza oceanu drastycznie spadła. – Mamy sytuację, gdzie od jakiegoś czasu Zakrzówkiem rządzi patologia w wydaniu Urzędu Miasta i Straży Miejskiej. Pomysły, które są tutaj realizowane jeżą włosy na głowie. Jak inaczej nazwać sytuację, gdzie w wodzie jest muł i śmieci, a nie ma ryb? – pytają nurkowie.
Internauci: kiedyś też tak było
Po pierwszych informacjach o pogarszającym się stanie wody na Zakrzówku w Internecie pojawiły się głosy, że zbiornik odczuwał ludzką obecność w podobnym stopniu jak obecnie jeszcze w czasach gdy akwen służył nurkom. W ocenie ludzi, którzy schodzili na dno zbiornika jeszcze przed jego rewitalizacją, to krzywdzące uproszczenie. – Sytuacja, w której ktoś wchodzi na teren, powszechnie otwarty i pojedyncza osoba zrobi coś niewłaściwego oczywiście jest godna potępienia i powinna zająć się tym straż miejska, która notabene w ogóle nie wykonuje swoich obowiązków. Natomiast poziom oddziaływania takiej pojedynczej osoby jest znikomy dla zbiornika. Co innego jak w lecie do basenów wchodzi kilka tysięcy ludzi, każdy jest spocony, każdy jest wysmarowany olejkiem i większość z nich sika do wody. To jest inna skala zanieczyszczeń niż dwóch czy trzech ludzi, którzy się nie umyją – zaznacza nasz rozmówca z grupy nurkowej Artdive – nurkowanie Kraków. – Odkąd Zakrzówek stał się miejski, obserwujemy tutaj tak zwaną strefę rzutu. Wygląda to tak, że odbywają się tutaj libacje. Ludzie, którzy kończą pić alkohol z butelek wyrzucają je do wody, bo przecież to jest zabawne. W efekcie jest tutaj taki pas, gdzie znajdujemy codziennie puszki czy butelki po alkoholu. Staramy się je zbierać, ale przy tej pogardzie dla prawa, którą wyraża Urząd Miasta Krakowa i straż miejska, którzy mają w nosie takie rzeczy, człowiekowi brakuje słów. Strażnicy potrafią wlepić mandat matce, której dziecko upuści śmiecia, a jak się zadzwoni z takim przypadkiem, jak opisywałem przed chwilą to czeka się czasem ponad godzinę na interwencję. – dodaje.
Zakrzówek umiera po cichu
Zakrzówek jest jedną z pereł Krakowa. Gdyby ktoś chciał zniszczyć Błonia o sprawie wiedziałby każdy mieszkaniec. Tymczasem można odnieść wrażenie, że Zakrzówek umiera po cichu, bez błysków fleszy. Dlaczego tak się dzieje z jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc na mapie Krakowa? – Moim zdaniem nikt nie mówi o tym, dlatego że robią to urzędnicy i sami na siebie nie będą donosić. Głos środowiska nurkowego, był na razie niesłyszalny. Teraz w kampanii referendalnej każdy chce z nami rozmawiać, ale na ile jest to realna chęć zmian? Tego nikt nie wie. Mamy nadzieję, że albo prezydent Miszalski albo jego następca będą zainteresowani wysłuchaniem naszych argumentów i ratowaniem tego miejsca. Dla nas woda może wyglądać atrakcyjnie poprzez swój turkusowy kolor, ale poziom substancji, które, stanowią zanieczyszczenia, które oddziałują negatywnie na tą wodę, jest bardzo duży. Dla człowieka może nieistotny, ale dla ryb śmiertelnie groźny. Dlatego zarybienie spadło o 90%. – komentuje Artur Sobesto.
„Nie chcemy zawłaszczenia Zakrzówka”
Nurkowie odpierają zarzuty o to, że chcą ponownego zakazu wstępu na kamieniołom dla mieszkańców Krakowa. – To nie tak, że środowisko nurkowe chce zawłaszczyć Zakrzówek dla siebie. Kiedyś była tutaj baza nurkowa i nikt inny nie miał wstępu. Mi się to nie podobało, że odcina się ludzi od takich rzeczy. Tu można przyjść można, miło spędzić czas w ładnej scenerii. Jednak jest to zbiornik o głębokości 30 metrów. Nikt z ulicy bez sprzętu nie zejdzie na taką głębokość. A to piękne miejsce umiera właśnie od dołu i my to widzimy – mówi Sobesto.
Mimo to, nurkowie, mają nadzieję, że miasto poważnie podejdzie do sprawy i zacznie ratować akwen, który za kilka lat może stać się kompletnie martwy.
Patryk Trzaska



