Zatrzymania na Długiej. Separatory są, a jakby ich nie było

Fot. krakow.pl

Nie minął tydzień od montażu mini-separatorów na ul. Długiej, a już mamy pierwszą serię zatrzymań. Czy to radość pasażerów była przedwczesna?

Jak zapewniali urzędnicy, montaż separatorów na tej wyjątkowo problematycznej ulicy miał wyeliminować liczne zatrzymania tramwajów przez nieprawidłowo zaparkowane samochody. Jak wyliczyli urzędnicy, tylko w ubiegłym roku tramwaje stawały tam ok. 130 razy, powodując ponad 190 interwencji, które zakończyły się 110 odholowaniami.

Łukasz Wantuch: ja błagam, ja apeluję!

Wydawało się, że koszmar pasażerów bezpowrotnie minie, gdy zatoki postojowe zostaną odgrodzone od torowiska specjalnymi mini-separatorami. Nic bardziej mylnego. W czwartkowy poranek parkujący ukośnie kierowca całkowicie zablokował przejazd tramwaju.

W piątek sytuacja znów się powtórzyła. Co więcej, jak zwracają uwagę pasażerowie, pomimo separatorów wciąż dochodzi do krótkotrwałych zatrzymań związanych z wyładunkiem towaru do okolicznych sklepów. – Kierowcy stają dostawczakami na awaryjnych, wypakowują towar, a tramwaj stoi. Nie trwa to długo, ale jak ktoś się spieszy do pracy czy szkoły, to jest to kolejna uciążliwość – mówią.

A do takich sytuacji, jak podkreślają dochodzi wielokrotnie w ciągu dnia. Potwierdza to radny Łukasz Wantuch, który chce, by miasto powróciło do jego pomysłu patroli rowerowych.

Przypomnimy, swego czasu Łukasz Wantuch postanowił przeprowadzić eksperyment i na trzy dni, z pieniędzy pochodzących z własnej diety radnego wynajął osoby patrolujące ulicę. Gdy kierowcy parkowali nieprawidłowo, „strażnicy” prosili o przeparkowanie auta tak, by nie blokowało przejazdu tramwajom. Efekt? – Przez te trzy dni nie było ani jednego zatrzymania. Ani jednego! – podkreśla Wantuch, który apeluje do Zarządu Transportu Publicznego o rozważenie jego pomysłu..

– Ja wiem, że to nie jest rozwiązanie „poważne”, że pojawią się głosy o prowizorce, ale to działa! Czy pasażerowie linii 18 mają zacząć palić opony przed siedzibą ZDMK, by urzędnicy w końcu wzięli się za rozwiązanie tego problemu? – pyta.

Radny Przyjaznego Krakowa przekonuje, że patrole rowerowe mogłyby zajmować się nie tylko ustawianiem do pionu niesfornych kierowców, ale i pilnowaniem, by kurierzy i dostawcy nie blokowali przejazdu, a także kontrolą biletów do Strefy Płatnego Parkowania.

Jednocześnie apeluje do urzędników, by ci rozważyli choć krótkotrwały program pilotażowy. Jego koszt nie jest duży. Wynajętym przez siebie kontrolerom Wantuch płacił 20 złotych za godzinę pracy, co daje 200 zł za 10 godzin. Jak zapewnia, miasto stać na taki wydatek.

Urzędnicy: niepoważne

Zgodnie z przewidywaniami Łukasza Wantucha urzędnicy do jego pomysłu podchodzą ze sceptycyzmem. I to najdelikatniejsze z przychodzących na myśl sformułowań. – Rowerzysta jeżdżący tam i z powrotem To jest prowizorka. Uważam, że to nie jest kierunek, który należy obrać, ludzie będą patrzeć na to jak na jakieś zjawisko, a musimy dbać o wizerunek – wyjaśnia Łukasz Franek, dyrektor Zarządu Transportu Publicznego.

Podkreśla, że proponowane przez Łukasza Wantucha rozwiązanie nie jest sprawdzone i nie daje żadnej gwarancji, że do zatrzymań nie będzie dochodzić.

Jak dodaje, brane są pod uwagę dwa scenariusze. Pierwsze, to montaż detektorów i sygnalizatorów informujących kierowców o złym parkowaniu. Drugie jest bardziej radykalne i przewiduje jakąś formę ograniczenia parkowania na ul. Długiej. – Ta ulica była przeznaczona pod strefę B. To przyjezdni doprowadzają do zatrzymań, bo mieszkańcy wiedzą, jak parkować w tym miejscu. Jeżeli sytuacja będzie się powtarzać trzeba będzie pomyśleć nad ograniczeniem postoju tylko dla mieszkańców bądź przedsiębiorców – wyjaśnia.

KRA

Zobacz także