Trzech synów Jadwigi Emilewicz wzięło udział w zgrupowaniu narciarskim jak zawodowi sportowcy, choć nie mieli licencji, które do tego uprawniają. Teraz była wicepremier przeprasza.
– Nie powinnam była jechać. Z pokorą przyjmuję krytykę internautów, mediów, klubowych kolegów i opozycji. To, co się wydarzyło, nie powinno mieć miejsca – stwierdziła była wicepremier Jadwiga Emilewicz w rozmowie z Interią.
– Dzisiaj bym z nimi nie wyjechała. Zdaję sobie sprawę z tego, że reakcja ludzi, którzy byli zamknięci w domach, była w pełni uzasadniona. To, że mój wyjazd z dziećmi, ich trening, był zgodny z przepisami prawa, a ja sama – co chyba umknęło uwadze mediów – nie jeździłam na nartach, nie zmienia faktu, że to wszystko było – najdelikatniej mówiąc – niestosowne – dodała, choć pierwszy raz przeprosiła niemal dwa tygodnie po wybuchu afery.
Przypomnijmy, że synowie Emilewicz jeździli w Suchem pod Poroninem. Według przepisów, w czasie pandemii, ze stoków mogą jednak korzystać tylko zawodnicy, którzy mają licencję. Dziennikarz TVN zapewniał, że kilkukrotnie (4 i 5 stycznia) sprawdzał spis licencji i żadnego z synów Emiliewicz tam nie było.
Wnioski o wydanie licencji dla trzech synów byłej wicepremier trafiły do Polskiego Związku Narciarskiego 7 stycznia, czyli dzień po zakończeniu zgrupowania. Konieczność posiadania licencji PZN to efekt rządowego rozporządzenia z 21 grudnia 2020 roku, które zezwala na korzystanie ze stoków niemal wyłącznie sportowcom zawodowym.
(ko)



