Mamy przesilenie w Radzie Miasta Krakowa. Pozornie małe przesilenie, bo przecież zmiana przewodniczącego rady przy pomocy opozycyjnego wobec prezydenta klubu PiS, to rozwiązanie wręcz siłowe. I trudno się dziwić, że politycy Platformy mówią o końcu współpracy z Jackiem Majchrowskim. Czy to tylko słowa? A co by było, gdyby to prezydent Majchrowski zerwał współpracę z PO…
Przypomnijmy – kryzys w Radzie Miasta Krakowa to efekt zmiany przewodniczącego rady. Prezydencki klub Przyjazny Kraków razem z PiS i radnymi Nowoczesnej odwołali Dominika Jaśkowca z PO, a na jego miejsce powołali Rafała Komarewicza z Przyjaznego Krakowa (i ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni). Oczywiście kryzys nabrzmiewał od kilku miesięcy, bo PO nie chciała oddać stanowiska przewodniczącego w radzie, choć na początku kadencji padła obietnica, że w jej połowie nastąpi zmiana i stery w radzie przejmie przedstawiciel Przyjaznego Krakowa. Najważniejsze w tej sprawie jest to, że dotychczasowi koalicji nie potrafili dojść do porozumienia, radni Przyjaznego Krakowa i Nowoczesnej skorzystali z pomocy PiS, a do tego doprowadzili do rozpadu klubu PO i Nowoczesnej. I po tych wydarzeniach Platforma rzuca groźbami zakończenia współpracy z prezydentem Jackiem Majchrowskim.
Czy to tylko słowa? Nie jest to zerwanie wszystkich więzi, dla niektórych te najbardziej spajające zostały. Koniec takiej współpracy oznaczałby bowiem np. wycofanie swojego wiceprezydenta Bogusława Kośmidera. Ale na słowach się nie skończy. Teraz prezydentowi trudno będzie przeprowadzić przez radę choćby jakąkolwiek podwyżkę. PiS za nią nie zagłosuje, a w PO – im bliżej wyborów – tym bardziej będą pojawiać się krytyczne głosy wobec prezydenta, tym więcej będzie pokazów odcinania się od decyzji niepopularnych wśród mieszkańców (a więc wyborców).
To może wyobraźmy sobie, że to prezydent Jacek Majchrowski zrywa współpracę z PO i odwołuje ludzi rekomendowanych przez tą partię, choćby do spółek miejskich… To scenariusz mało realny, bo oznaczałby otwartą wojnę i prezydent nie mógłby przeprowadzić praktycznie żadnych projektów uchwał przez radę. Dlaczego? Przecież Przyjazny Kraków mógłby stworzyć koalicję z PiS… To też fikcyjny scenariusz. Wprawdzie wiceprzewodniczący rady Michał Drewnicki z PiS staje po stronie prezydenta miasta i broni Igrzysk Europejskich wyliczając korzyści finansowe dla miasta, ale równocześnie wali w prezydenta jak w bęben w Magazynie Śledczym Anity Gargas (w TVP) poświęconym „układom z deweloperami” w Krakowie.
Prezydent nie może liczyć nawet na własny klub. Nad Łukaszem Wantuchem nie panuje od dawna, bo chyba nigdy nie było to możliwe, ale teraz przeciwko prezydentowi głosuje nawet szef prezydenckiego klubu, obecnie przewodniczący rady. Nie martwi się tym, że prezydent nie wystawi go już na swojej liście kandydatów do Rady Miasta. Mierzy wyżej – w wybory parlamentarne – chce być jedynką na liście do Sejmu albo kandydatem do Senatu. I funkcja przewodniczącego rady daje mu dobrą pozycję do prowadzenia kampanii wyborczej. Tak samo, jak dawałyby Dominikowi Jaśkowcowi…
Ostatnie przegrupowania w Radzie Miasta będą mieć wpływ na to, co stanie się przed kolejnymi wyborami – i tymi parlamentarnymi, i tymi samorządowymi. Na razie rozgrywki w krakowskim samorządzie przypominają szachy, ale to przecież obecnie stawiane ruchy, dziś wydające się bez znaczenia, zdecydują, kto wygra partię.
Grzegorz Skowron
Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected].

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.