Ponad 4 hektary ziemi chce sprzedać Urząd Marszałkowski. To grunty przy ul. Czerwone Maki, w rejonie ulicy Babińskiego, przeznaczone w przeważającej części pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną, choć dziś rosną tam drzewa i krzaki. To będzie gratka dla deweloperów, bo tak dużego terenu, gdzie można budować bloki, dawno w Krakowie nikt nie oferował. Ale cena tej nieruchomości powala z nóg – rzeczoznawca wycenił ją na ponad 120 mln złotych!
Na poniedziałkowej sesji Sejmiku Województwa Małopolskiego jedna z uchwał, którą podjęli radni, dotyczy zgody na sprzedaż dwóch działek o łącznej powierzchni 4,1 hektara. Nieruchomość położona jest przy ul. Czerwone Maki w Krakowie. W przeważającej części grunty przeznaczone są pod wielorodzinną zabudowę mieszkaniową (bloki), od strony ulicy Babińskiego – na zabudowę mieszkaniowo – usługową.
Obecnie działka niezabudowana i niezagospodarowana, w części zadrzewiona, zakrzewiona i porośnięta trawą, ale plan zagospodarowania przestrzennego „Ruczaj – rejon ulicy Czerwone Maki” pozwala te tereny zabudować. W sąsiedztwie istnieje już intensywna zabudowa mieszkaniowa i i powstają kolejne bloki.
Teren, który wystawi na przetarg Urząd Marszałkowski, jest o tyle atrakcyjny, że to grunty w jednym kawałku, dające możliwość intensywnej zabudowy.
To będzie prawdziwa gratka dal deweloperów, ale nie dla wszystkich. Barierą będzie bowiem cena. Wartość tej nieruchomości rzeczoznawca majątkowy określił na 120 281 000 złotych. A skoro będzie to przetarg, może się okazać, że cena jeszcze pójdzie w górę.
Wątpliwości…
Radny Krzysztof Nowak (KO) pytał na poniedziałkowej sesji, dlaczego akurat teraz samorząd województwa sprzedaje cenne grunty przy ul. Czerwone Maki. Sugerował, że za jakiś czas będą one warte może nawet 300 mln złotych, bo w tym obszarze planowane jest metro, a teraz nieruchomość może trafić w ręce rodziny, „która stoi za referendum w Krakowie”.
Grzegorz Lipiec (KO) stwierdził, że województwo nie jest w tak opłakanym stanie finansowym, by wyprzedawać „swoje rodowe srebra”. Jego zdaniem ze sprzedażą można poczekać, bo pieniądze na budowę filharmonii będą potrzebne nie tym roku, ale za kilka lat, kiedy rzeczywiście ruszy budowa przy rondzie Grzegórzeckim.
Grzegorz Małodobry (KO) przypomniał, że miesiąc temu sejmikowa Komisja Budżetowa negatywnie zaopiniowała sprzedaż gruntów przy ul. Czerwone Maki i za zastanawiające uznał, że za drugim razem ta opinia była już pozytywna.
Jacek Krupa (KO), były marszałek województwa małopolskiego, stwierdził, że wątpliwości dotyczące sprzedaży działek przy ul. Czerwone Maki wzięły się stąd, że radni zostali poinformowani o tym, że pieniądze ze sprzedaży gruntów pod mieszkaniówkę pójdą na zakup działki przy rondzie Grzegórzeckim, na której ma być budowana filharmonia. – Ale ta działka należy do nas – stwierdził były marszałek. Przypomniał, że kiedyś samorząd przekazał działkę Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego bezpłatnie, więc teraz – stwierdził Jacek Krupa – nie samorząd nie powinien kupować tej samej działki. – To byłoby nielogiczne i nieetyczne – dodał radny Krupa.
Marszałek województwa małopolskiego Łukasz Smółka podkreślał, że radni podejmują tylko uchwałę o zgodzie na sprzedaż działki przy ul. Czerwone Maki. – Proces zbycia działki zostanie uruchomiony w momencie podpisania umowy na projektowanie filharmonii – zapewniał marszałek Krupa. Zaznaczył, że nie można czekać ze sprzedażą gruntów przy Czerwonych Makach na metro, bo to bardzo daleka perspektywa. Radni KO sugerowali, by poczekać nie na rozpoczęcie budowy, a na wydanie decyzji środowiskowej, która przesądzie o przebiegu metra.
Marszałek Smółka sugerował też, że pieniądze ze sprzedaży działek przy u. Czerwone Maki mogą trafić na specjalna lokatę z przeznaczeniem na budowę filharmonii.
Ostatecznie sejmik (głosami radnych PiS) zgodził się na sprzedaż działek przy ul. Czerwone Maki.
(GEG)



