Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 24 maja 2017
Czytanie ~9 min
Miasto · 24 maja 2017 · 9 min czytania

Majchrowski ostry jak brzytwa! Miażdży Kościół i polityków [wywiad]

Autor: Łukasz Aktualizacja: 24.05.2017 Lokalizacja: Kraków

– Jeżeli zobaczę cień możliwości przegranej, to nie będę startował – uśmiecha się prezydent Krakowa podczas wywiadu dla KRKnews.pl. Tylko u nas 70-letni Jacek Majchrowski mówi o najbliższych wyborach, ocenia szanse ewentualnych kontrkandydatów oraz zdradza, kto (nie) mógłby być jego następcą.

Nie zabrakło także wątków dotyczących Kościoła, kobiet, pokolenia JM i… oszołomów. – Ja już nie bardzo mogę siedzieć parę godzin i słuchać rzeczy, które mnie zupełnie nie interesują. Które są napieprzaniem na innych – mówi ostro prezydenta Krakowa.

Łukasz Mordarski: Spadł Panu kamień z serca po wypowiedziach prezydenta Andrzeja Dudy i wicemarszałka Ryszarda Terleckiego, że dwukadencyjność nie będzie obowiązywała wstecz?

Jacek Majchrowski: Z ogólnego punktu widzenia spadł mi kamień z serca, bo wracamy do rozwiązań zgodnych z prawem. Natomiast z mojego punktu widzenia, nie spadł mi kamień z serca, albowiem nie mam w tej chwili pretekstu, żebym mógł powiedzieć: „no chciałem, ale niestety…” (śmiech).

Czyli co Pan powie teraz? „Nie chciałem, ale mówili: Jacek, musisz”?

To się wszystko okaże pół roku przed wyborami.

Zawsze Pan tak mówi, ale jednocześnie daje Pan sygnały, że myśli o kandydaturze. W ostatnim wywiadzie dla Radia Kraków przyznał Pan, że spora grupa ludzi namawia Pana na start.

No jest sporo takich ludzi. Oj, jest.

To są ludzie, którzy mówią „Jacek, musisz”, czy „Panie Prezydencie, musi Pan”? To spora różnica.

I tacy i tacy. Mówią mi to ludzie z najbliższego otoczenia, moi współpracownicy. Ale słyszę to także od osób, których nie znam.

Nie uważa Pan, że argument w stylu „wystartuję ze względu na troskę o miasto, bo nie ma nikogo lepszego ode mnie” jest… stary?

Jest stary. Tak jak ja jestem stary.

Ależ to Pan nostalgicznie powiedział!

(śmiech)

Czyli nie będzie go Pan używał?

Nie wiem, jakich argumentów będę używał, bo nie wiem, w jakim kierunku pójdę.

Nie łatwiej byłoby wskazać następcę?

To niech mi Pan poda jakieś nazwiska!

Naprawdę chce się Pan w to bawić?

No niech Pan wskazuje… Kempf? Wantuch?

Nie podobają się Panu młode wilczki?

Podobają mi się młode wilczki, z tym, że pewne stanowiska powinni piastować ludzie z pewnym doświadczeniem życiowym.

Czyli Piotr Kempf (dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej) i Łukasz Wantuch (radny miasta Krakowa) nie?

To są ludzie, którzy mogliby objąć takie stanowisko za parę lat.

Jacek Majchrowski z Piotrem Kempfem / fot. archiwum prezydenta

Czego brakuje Kempfowi? On sam powiedział w wywiadzie dla KRKnews.pl, że – cytuję – „zmiana osób zarządzających miastem ze starszych na młodsze może okazać się dobra” oraz „niezależnie od tego, kto miałby zostać kolejnym prezydentem, bardzo chciałbym, aby zachowywał się w sposób podobny do tego, jak ja prowadzę ZZM”.

I to jest przykład na to, że prezydentami powinni być ludzie z doświadczeniem. Wie Pan, prowadzenie miasta i prowadzenie Zarządu Zieleni Miejskiej to zupełnie coś innego. ZZM da się prowadzić ręcznie, sterować na bieżąco. Miasto to za duży organizm, aby można było to robić.

Czyli Kempfa skreślamy z listy?

Nie, Kempfa przenosimy na listę za parę lat, po następnej kadencji. To jest człowiek, który jest młody, prężny, pełen zapału. Jemu się chce. On się zna na zieleni, lubi to i dobrze to robi. Tylko jest pytanie: czy jak będzie musiał wejść w temat na przykład pomocy społecznej, to czy będzie to robił z równym zapałem? Inaczej robi się rzeczy, które się lubi, a inaczej rzeczy, które robi się z musu.

A Wantuch?

On to jeszcze musi poczekać ze dwie kadencje (śmiech). To jest też ambitny facet.

Ale mówią o nim: oszołom.

Powinien dojrzeć. Ma wiele pomysłów, wiele chce zrobić, ale to nie są przemyślane rzeczy. Co drugi wtorek mamy spotkania klubu Przyjazny Kraków i nawet koledzy z klubu bardzo go temperują. Podejmując pewne działania trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji, które one powodują. A on nie patrzy na konsekwencje.

Czyli gówniarz?

E, może za mocno.

Oszołom wystarczy?

Też za dużo.

To jakby go Pan określił?

(długa cisza)

Żałuję, że nie będę mógł Czytelnikom pokazać tego dymu z cygara, który Pan właśnie wypuszcza. Liczę, że będą w stanie go sobie wyobrazić.

(śmiech)

OK, to porozmawiajmy poważnie. Poza Kempfem i Wantuchem widzi Pan kogokolwiek, kogo może Pan namaścić na swojego następcę?

Nie chcę mówić o nazwiskach, bo to może być pocałunek śmierci.

Jacek Majchrowski. Obok Władysław Kosiniak-Kamysz / fot. KRKnews.pl

Zgodziłby się Pan być wspólnym kandydatem na prezydenta Krakowa zjednoczonej opozycji, która wystąpi przeciwko PiS-owi, a jednocześnie „pociągnąć” listę do sejmiku województwa małopolskiego?

Kwestia prezydentury jest jedyną kwestią, którą mogę rozważać. Natomiast pojawiły się głosy, że dostanę miejsce na listach do Senatu czy do sejmiku… Ja nie chcę po prostu. Kwestie związane z moim startem do parlamentu pojawiają się przy okazji każdych wyborów, a ja nie mam takiego temperamentu, żeby jeździć na kilka dni w tygodniu do Warszawy, żeby się tam wykłócać. Nie lubię tego. To odpada. Ja jestem miejscowy. Tutaj 52 lata wychodzę na pole. Tylko pierwsze 18 wychodziłem na dwór (uśmiech).

Sejmik też odpada. Stanowiska czy urzędy, które są częścią składową większych ciał, takie jak rada miasta czy sejmik… ja już tego nie wytrzymuje psychicznie. Ja nawet przestałem chodzić na posiedzenia rady swojego wydziału.

Za dużo oszołomów?

Oszłomostwo to jest jedna rzecz. A druga jest taka, że ja już nie bardzo mogę siedzieć parę godzin i słuchać rzeczy, które mnie zupełnie nie interesują. Które są drugo-, a nawet trzecioplanowymi rzeczami. Które są napieprzaniem na innych. Które są załatwianiem swoich spraw.

Czyli jeśli wspólny kandydat to tylko na prezydenta?

Nie wspólny, bo ja zawsze startowałem z własnego komitetu. Jak Pan się włączy w jakąkolwiek strukturę partyjną, to partia zawsze będzie coś od Pana chciała.

Czyli opozycja antypisowska nie będzie mogła na pana liczyć?

Sądzę, że opozycja nigdy nie będzie w stanie iść razem. Każda partia uważa, że jeżeli nie wystawi swojego kandydata, to tak, jakby nie istniała. Poza tym w Krakowie jest tylko Platforma. Nikogo innego nie widzę. SLD zniknęło. PSL jest szczątkowe. Nie wiem, jak stoi Korwin. Są jeszcze jakieś partie?

Kukiz i Nowoczesna.

W Krakowie ich nie widać.

Koalicja z Platformą jest zagrożona?

Koalicja jest wtedy, gdy obie strony chcą. Ja jestem gotów dociągnąć ja do wyborów. Zaraz po wyborach, jak Pan może pamięta, chciałem zrobić taką koalicję wszystkich klubów, żeby wszyscy wspólnie pracowali, bo tak powinno być na poziomie miasta, z daleka od „wielkiej polityki”. PiS mi wtedy powiedział, że oni będą współpracować – co zresztą czynią – ale nie oficjalnie, bo mają zakaz. I tego się trzymamy.

Mam wrażenie, że Pan coraz bardziej się uśmiecha do PiS-u. Przykładem niech będzie reforma edukacji, przy wprowadzaniu której Kraków – według wielu polityków PO – wychodził przed szereg. Lokalni działacze mieli żal do wiceprezydent Katarzyny Król, że tak ochoczo wdraża tę reformę.

Jest ustawa, którą ja musze wykonać. I teraz jest pytanie, czy ja mam to robić na zasadzie awantur, wyrywania i konfrontacji z panią kurator i wszystkimi dookoła czy ja ją mogę przeprowadzić normalnie, po ludzku, spokojnie? Wybrałem to drugie rozwiązanie. I na 330 jednostek edukacyjnych tylko w trzech były jakiś zawirowania. Reszta przeszła zupełnie spokojnie.

Czyli nie ma Pan problemów z PiS-em?

Nie.

Jacek Majchrowski z Barbarą Nowak, Małopolskim Kuratorem Oświaty / fot. archiwum prezydenta

Jarosław Gowin mówił w wywiadach, że kandydatką prawicy na prezydenta Krakowa prawdopodobnie będzie ktoś z dwójki: Małgorzata Wassermann – Jadwiga Emilewicz. To poważne nazwiska?

To poważne kandydatki, ale – tak jak Kempf – dopiero za kilka lat. Panią Wassermann kojarzę tylko z Okrągłego Stołu Mieszkaniowego. Biorąc pod uwagę całe to towarzystwo, tam było trudno zachować się rozsądnie, a ona była w stanie zachowywać się i rozsądnie i merytorycznie. Ale to mój jedyny osobisty kontakt. Z panią Emilewicz spotykałem się częściej, bo była dyrektorką Muzeum PRL-u. Obie w przyszłości będą mógłby być poważnie brane pod uwagę w wyborach na prezydenta.

Sporo ludzi nie zna Krakowa sprzed Jacka Majchrowskiego…

Pokolenie JM (śmiech).

I mam wątpliwości, czy wyborcy są gotowi na kogoś bez tytułu profesorskiego, a w dodatku na kobietę.

Myślę, że tak. Tylko to musi być kobieta, która podpada pod Kraków, pod to całe towarzystwo krakowsko – konserwatywne.

Róża Thun podpada?

Ona zajmuje się zupełnie czymś innym, innego typu polityką, innymi zagadnieniami. Czym innym jest siedzenie w Parlamencie Europejskim i mówienie o pewnych generaliach, a czym innym bieżące zarządzanie miastem, w którym trzeba znać pewne przepisy i mechanizmy.

Kto w takim razie z PO mógłby być kandydatem? Grzegorz Stawowy?

(milczenie)

Bogdan Klich? Jerzy Sonik? Bogusław Kośmider?

Z tego grona Kośmider najlepiej zna miasto.

Ireneusz Raś mówił w wywiadzie z nami, że podoba mu się Pański gabinet.

Raś też byłby niezły. Też zna miasto.

Lepszy niż Władysław Kosiniak-Kamysz z PSL?

To bardzo dobry, bardzo sensowny, bardzo rzetelny, bardzo uczciwy polityk. Jeżeli tylko będzie chciał wystartować zawsze chętnie go poprę. On w ogóle z mojego komitetu został radnym miasta. Natomiast on wszedł w wielką, ogólnopolską politykę, a stempel partyjny robi swoje. Zresztą Kośmider i Raś też mają stemple.

Prezydent z Nowej Huty?! – zobacz nasz wywiad z posłem Ireneuszem Rasiem.

Ile razy Pan myślał w czasie tej kadencji, żeby rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady?

W Bieszczadach właśnie byłem. I – jak Pan widzi – wróciłem.

To może Bali? Albo jeszcze większa egzotyka? Ja mam w głowie taki obraz: Pan bujający się w hamaku, a obok wachlujące Murzynki, drinki z palemką, cygara…

Cygara mam na miejscu.

Myślał Pan kiedykolwiek o tym, żeby wyjechać?

Niewątpliwie tak.

Dlaczego Pan tego nie zrobi?

Pan mnie do tego nakłania?

Pytam.

Z całej naszej rozmowy wynika, że nie wiadomo, czy tego nie zrobię.

Odniosłem zupełnie inne wrażenie. Moim zdaniem Pan już podjął decyzje o starcie, tylko czeka z jej ogłoszeniem.

Ja nic o tym nie wiem, żebym podjął decyzję o kandydowaniu. A co do wakacji, w tym roku jadę na tydzień do Sopotu, a później mam przed sobą jeszcze półtora roku w fotelu prezydenta.

Jacek Majchrowski podczas rozmowy z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim / fot. archiwum prezydenta

Myśli Pan, że wygranie kolejnych wyborów bez poparcia Kościoła będzie możliwe?

Sądzi Pan, że ja kiedyś miałem poparcie Kościoła?

Nie, ale Kościół zachowywał się neutralnie.

Część zachowywała się naturalnie, a część nie.

Po wyborze Marka Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego zapytałem Pana o ocenę tej decyzji. Odpowiedział Pan cytatem z Biblii: po owocach ich poznacie. A teraz?

Te owoce jeszcze nie dojrzały.

Tym razem Pan nie ucieknie – jak Pan go ocenia?

Nie mnie jest oceniać hierarchów kościelnych.

Tak, wiem, w Biblii jest napisane: nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni. Ale serio pytam.

Miałem mały kontakt z księdzem arcybiskupem. Raz był u mnie przedstawić się po tym, jak został wybrany. A drugi raz spotkałem się z nim na posiedzeniu kapituły Cracoviae Merenti. To były bardzo oficjalne kontakty.

Zdarzyło się Panu słuchać jego kazań.

Docierały do mnie fragmenty.

I co Panu zapadło w pamięć?

Ta mgła (śmiech).

I miał Pan wtedy taki sam uśmiech jak teraz?

Wie Pan… słuchałem teraz kazania księdza arcybiskupa w kościele na Skałce. I to było kazanie merytoryczne, bez odniesień do polityki. Powiem Panu jeszcze inaczej – w Wielki Piątek byłem na mszy w Kinie Kijów. Było to nabożeństwo środowisk protestanckich: baptystów, metodystów, zielonoświątkowców i innych. To jest zupełnie inny kościół.

Inny, czyli?

Czyli taki, jak powinien wyglądać kościół w moim wyobrażeniu. Absolutnie nie angażuje się w politykę. Wyłącznie Pismo Święte, wyłącznie słowo Boże. To jest zupełnie inny odbiór przez wiernych. I już nie wspomnę o tym, że oni zawsze w Wielki Piątek robią kolektę, która przekazują na rzecz miasta, a nawet wskazanego projektu i z reguły jest to Mecenas dziecięcych talentów.  Nie wiem, czy takiego samego rozwiązania nie zaproponować księdzu arcybiskupowi.

Wyczuwam unoszącą się nawet za drzwi tego gabinetu ironię.

(śmiech)

Czyli ma Pan za złe arcybiskupowi, że się wtrąca w politykę?

Kościół, jako taki, nie powinien się wtrącać w bieżącą politykę i mówić, że to jest słuszne, a tamto nie.

Jacek Majchrowski / fot. archiwum prezydenta

Po co Panu własny sondaż przed wyborami? Co chce Pan wiedzieć o Krakowie, jak wie Pan niemal wszystko?

Zawsze przed wyborami są drukowane różnego typu sondaże i w zależności od tego, kto je finansuje, zawsze jest nachylenie w kierunku zwycięstwa  tej osoby. Jest taki jeden polityk, który robi sondaże, z których wynika, że wgrywa. A później to się nie sprawdza.

Chce pan rozmawiać o Łukaszu Gibale?

Nie.

Więc idźmy dalej.

Żeby wiedzieć, jak wygląda sytuacja, moi koledzy robią sondaż i zawsze jego wyniki różnią się od tych rzeczywistych maksymalnie o dwa procent. Więc jeśli widzę po sondażu, że będę miał tyle i tyle procent poparci, to raczej będę tyle miał.

Wyniki tego sondażu będą kropką nad i, żeby wystartować? Wstyd byłoby Panu przegrać.

No wstyd! Dlatego muszę delikatnie do tego podchodzić. Jeżeli zobaczę cień możliwości przegranej, to nie będę startował (uśmiech).

Rozmawiał Łukasz Mordarski

Zdjęcie tytułowe: archiwum prezydenta

Zobacz także:

Czarny Wtorek: Tragedia „Agresja Drogowa” w jednym akcie

Reklama