Szybkie fakty

Kategoria Publicystyka
Data 22 maja 2019
Czytanie ~2 min
Publicystyka · 22 maja 2019 · 2 min czytania

„Aktywiści” i radni będą chodzić po Waszych domach?! Biorą się za urządzanie salonów, kuchni, łazienek…

Autor: Łukasz

Macie dom. Mieszkacie w nim od urodzenia, a wcześniej mieszkali tam Wasi rodzice i dziadkowie. Nagle ktoś puka do drzwi, wchodzi Wam do salonu i mówi: „od tej pory w tym domu będzie agencja towarzyska / kościół / park trampolin (niepotrzebne skreślić), z których będą mogli korzystać wszyscy mieszkańcy Krakowa. Niech Pan / Pani się wyprowadzi”. No i Wy nie macie nic do gadania. A gdy próbujecie protestować, to sąsiad z dołu zaczyna na Was kląć, a ten z góry to nawet grozi pobiciem.

Niemożliwe? A jednak! Podobna rzecz dzieje się na naszych oczach w Krakowie. Kilku krzykaczy, samozwańczych miejskich aktywistów, bezczelnie wtargnęło na działkę pani Anny i powiedziało: „od teraz będzie tu park”. Do swoich racji przekonali niektórych radnych, a ci stwierdzili: „pani Anna jest jedna, aktywistów-krzykaczy kilku(nastu), a więc niech im będzie – zróbmy park w zamian za głosy w wyborach”.

I tak oto prowadzona jest dyskusja na temat parku, który miałby powstać między blokami na osiedlu Podwawelskim. Sęk w tym, że teren jest PRYWATNY, a właścicielki nawet nikt nie zapytał o zdanie, co zamierza z nim zrobić. O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy tutaj:

KONTROWERSJE. „Ja bym się wkurzył”, czyli krakowscy radni o budowie parku

Przepytaliśmy też kilku krakowskich radych co sądzą na temat tej inwestycji. To oni ostatecznie mają decydować, czy na tym terenie powstanie park. Tak, dobrze czytacie – miejscy radni będą podejmować decyzję, czy na PRYWATNYM terenie miasto zrobi park. Oto, co mówili nasi rajcy:

KONTROWERSJE. „Ja bym się wkurzył”, czyli krakowscy radni o budowie parku

Wśród tych politycznych komentarzy przeważają argumenty za tym, aby na Podwawelskim powstał park. I nie mnie oceniać, czy te argumenty są słuszne, Zapewne, jak w każdym sporze, obie strony mają trochę racji. Trudno przejść obojętnie wobec argumentu: „będzie problem jeśli właścicielka się nie zgodzi, bo gdyby każdy nam tak powiedział, to byśmy musieli przestać robić parki i wszyscy byśmy się podusili”. 

Jednak prawdziwy problem jest gdzie indziej. Otóż do dyskusji nie została dopuszczona druga strona – właścicielka terenu. Ani tak zwani miejscy aktywiści, ani większość radnych ani – o zgrozo – większość dziennikarzy nie pofatygowali się o to, aby zapytać właścicielki, jakie ma zdanie na temat parku na jej prywatnym terenie. Teraz niektórzy politycy przecierają oczy ze zdumienia, bo wielu z nich nawet nie wiedziało o jakie dokładnie działki chodzi. To oczywiście nie przeszkodziło im w głosowaniu w tej sprawie.

A gdyby to im ktoś władował się do domu i zaczął go urządzać po swojemu?

Łukasz Mordarski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected]

Reklama