Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 2 grudnia 2019
Czytanie ~2 min
Miasto · 2 grudnia 2019 · 2 min czytania

Rowery miejskie, czyli kolejna porażka aktywistów. I kto za to teraz zapłaci?

Autor: Michał Lop

– Wavelo się kończy. Aktywiści w tej sprawie schowali głowy w piasek, tylko w mieście został problem. Co zrobić z całą tą nieszczęsną rowerową infrastrukturą?- pisze dla KRKnews Alicja Podgórska.

Porażka „publicznego” systemu rowerów miejskich staje się faktem, bo 31 grudnia przestanie funkcjonować projekt rowerów miejskich. Projekt jednak od początku był trudny ekonomicznie do realizacji. Można powiedzieć, że bez wsparcia publicznych pieniędzy raczej niemożliwy.

Projekt pokazał, że wizja lansowana przez aktywistów miejskich znów rozminęła się z realnym życiem miasta. Pokazał, że mała i krzykliwa grupka chce nam zmienić świat. Tylko nasz  świat zmienić się nie chce. To kolejna przez nich lansowana farsa, która w ostatecznym rozrachunku przegrała z rzeczywistością i utrudniła życie mieszkańcom, tak jak wiele innych wcześniejszy i przyszłych już lansowanych projektów, które przez swoją krótkowzroczność niszczą nasze miasto.

Żeby system rowerów miejskich miał jakikolwiek sens – tzn. żeby nie dopłacać do niego z publicznych pieniędzy – musi być „masowy”. Po prostu musi z niego korzystać codziennie bardzo, ale to naprawdę bardzo duża grupa użytkowników.

A z naszym Wavelo tak nie było z kilku powodów: skomplikowany system wypożyczania, zniechęcająca aplikacja, bardzo ciężki rower, którym nie wszędzie dało się wyjechać, trochę nietrafnie rozlokowane stacje bazowe i oczywiście nasz klimat, w którym występuje jesień i zima – tzn. jest zimo i wcześnie robi się ciemno.

Mieszkańcy wcale nie rzucili się masowo do korzystania z transportu rowerowego w Krakowie – choć aktywiści przekonywali, że jak tylko system powstanie, to zmieni on oblicze poruszania po mieście. Mieszkańcy w odróżnieniu od aktywistów kierują się jednak zdrową logiką i jak pada lub jest chłodno, to raczej wybierają inny środek transportu.

Wraz z wprowadzeniem elektrycznych hulajnóg, turyści zrezygnowali z roweru, bo stał się kłopotliwy – nie można go porzucić gdziekolwiek tylko trzeba było odstawić do stacji bazowej.

I tak Wavelo się kończy. Aktywiści w tej sprawie schowali głowy w piasek, tylko w mieście został problem. Co zrobić z całą tą nieszczęsną rowerową infrastrukturą? Na szczęście z pomocą, jak zawsze, przyszedł rząd Premiera Mateusza Morawickiego. Tu należą się duże ukłony w stronę szefa rządu, który zabierając samorządowi dochody (bo już chyba nikt nie wierzy poza TVPinfo w walkę z mafiami vatowskimi) uniemożliwił dopłaty do takich lub podobnych pomysłów.

W całej tej sprawie duże znaczenie miała także nieugięta postawa dyrektora Zarządu Transportu Publicznego Łukasza Franka, który – jak widać – słusznie nie zgodził się jakiekolwiek dodatkowe finasowanie tego projektu.

Oczywiście, życie nie lubi próżni i zapewne w niedługim czasie w Krakowie pojawią się rowery elektryczne, które wypełniają powstałą w przyrodzie lukę.

Alicja Podgórska

P.S. Dlaczego elektryczne? Bo rowerzystom już nie chce się pedałować.

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected]

 

 

Reklama