Chaos i absurdy na krakowskich uczelniach! Studenci albo kupią mikrofony, albo… obleją egzamin?!

Więcej pracy, brak odpowiedniego sprzętu i szybkiego internetu. Organizacyjny chaos, zła komunikacja i brak zrozumienia z obu stron. Jak wygląda zdalne nauczanie na krakowskich uczelniach w dobie koronawirusa? – Obawiam się, że będziemy musieli powtarzać semestr – przyznaje Amadeusz, student Akademii Muzycznej.

Jednym z problemów nauki w trybie zdalnym jest problem w komunikacji z wykładowcą. Na niektórych uczelniach żacy muszą założyć skrzynki mailowe z adresem instytucji. W efekcie prowadzący wysyłają maile zarówno na prywatne adresy, jak i na skrzynki uczelniane. Z kolei jeszcze inni akademicy komunikują się poprzez wiadomości adresowane na maila całego roku czy przedmiotu. Niektórzy wysyłają zalecenia przez różnego rodzaju komunikatory, platformy czy Facebooka. W efekcie student codziennie kilka razy sprawdzić, gdzie dostał wiadomość. 

– Studiuję dwa kierunki i każdy z wykładowców zupełnie inaczej prowadzi zajęcia. Niektórzy używają uczelnianej platformy, a inni MS Teams. Są też zajęcia na Zoomie czy Skype. Jedna prowadząca zamieszcza wykłady na YouTube lub nagrywa relacje na żywo na Facebooku. Połowa prowadzących w ogóle nie prowadzi zajęć, tylko zwalają wszystko na nas i zadają liczne zadania. Najgorsze jest to wtedy, gdy wykład jest nieobowiązkowy i wykładowcy nie chce się go prowadzić, więc każe nam napisać kilkanaście esejów – podkreśla Maciej. 

– Od wielu lat korzystamy z platformy e-uczelnia UEK (Moddle), więc większość wykładowców i tak zakładało tam kursy oraz wrzucało różne materiały. Mieliśmy w toku studiów kilka przedmiotów, które odbywały się częściowo w formie e-learningu, więc z tym UEK doświadczenie też ma i działa to całkiem nieźle. Można oddawać zadania, dodawać filmy z wykładami czy wrzucać quizy. Forma wykładu zależy już od prowadzącego. Jeden przedmiot wygląda tak, że dostajemy materiały przez Moodla z komentarzem od wykładowcy i mamy to sobie sami przebudować. Inni zadają nam dodatkowe zadania czy organizują wideokonferencje. Niektórzy korzystają z Zooma czy YouTube – mówi Ewa, studentka Uniwersytetu Ekonomicznego. 

– Wykłady w większości odbywają się normalnie o godzinach zgodnych z planem zajęć. Są prowadzone przez platformę Clickmeeting lub Microsoft Teams. Część wykładowców zrezygnowała z tradycyjnych wykładów i wysyła materiały do samodzielnego studiowania – stwierdza Dawid, student AGH. 

Liczne problemy techniczne

Nie wszyscy studenci posiadają szybki internet. 1 kwietnia były Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin poinformował, że operatorzy sieci komórkowych zapewnią studentom darmowe łącze. Tymczasem na stronach wskazanych operatorów nadal nie ma żadnych informacji o specjalnej ofercie dla żaków i wykładowców.

– Niektórzy wykładowcy nie mają szybkiego internetu i przez to nie mamy wykładów online. Miałam jedne zajęcia, gdzie musieliśmy się rozłączyć, bo głos prowadzącej był cały czas zniekształcony. Są też osoby, które nie mają odpowiedniego sprzętu. Nie każdy ma nowego smartphone’a. Niektórzy nie mają mikrofonu czy kamerki. Jeden z prowadzących powiedział, że na następne zajęcia wszyscy mają mieć mikrofon, bo „nie wyobraża sobie prowadzenia zajęć”, co zabrzmiało tak, jakby miał nas oblać – żali się Maciek. 

Ponadto ceny słuchawek, kamerek czy mikrofonów dramatycznie wzrosły, nawet o 600%. Wielu studentów wróciło do domów, które znajdują się na wsiach i nie mają możliwości kupienia z dnia na dzień sprzętu. 

– Najtrudniej mi jest jednak wysłać wiadomość do wykładowcy, ponieważ przy tak panującym chaosie nie potrafię określić, na której platformie informacja dojdzie do danego profesora i zostanie zauważona. Czasem zdarzają się problemy z samymi aplikacjami – niektóre nie chcą działać na „zbyt starych systemach”, natomiast nie wszyscy studenci mają dostęp do innych urządzeń, z czego zwykle wynika dodatkowa praca -komentuje Basia, studenkta UJ.

Coraz więcej zadań

Wielu wykładowców nie prowadzi zajęć, więc studenci mają znacznie więcej pracy. Często akademicy rezygnują z nieobowiązkowych wykładów i po prostu dają żakom liczne zadania czy testy. 

– Mam zdecydowanie więcej pracy. Żeby móc uzyskać obecność na zajęciach, wykładowca musi dostać ode mnie jakąś informację zwrotną, która potwierdzi mu, że faktycznie zapoznałam się i „zrozumiałam” materiał. Jak wiadomo w „normalnych warunkach” wystarczyło po prostu się pojawić. Dodatkowo w momencie, gdy pojawia się coś nowego, a ja nie do końca to rozumiem, zwykle jestem zdana na samą siebie. Mogę napisać do danego profesora maila z prośba o dokładniejsze wytłumaczenie lub spytać będąc na zajęciach wirtualnych, ale nawet zadanie prostego pytania jest w tym wypadku trudniejsze i wymaga więcej pracy, niż stojąc twarzą w twarz z wykładowcą – twierdzi Basia. 

– Wykładowcy myślą, że jak mamy wolne to nic nie robimy. To nieprawda. Uczę się od rana do nocy. Mam tyle zadań, że nie mam nawet kiedy ich robić. Niektórzy nie dość, że zadają karty pracy na parę godzin, to potem przedłużają wykłady i trwają one znacznie dłużej niż powinny – narzeka Maciek.

Nie mają instrumentów i lekcji praktycznych

W patowej sytuacji są studenci akademii artystycznych, gdzie najwięcej zajęć ma charakter praktyczny. Nie każdy ma odpowiedni sprzęt i szybki internet, by móc nagrać ćwiczenie lub porozmawiać z wykładowcą. Brak bezpośredniego kontaktu z prowadzącym odczuwają przyszli aktorzy, którzy nie są w stanie realizować wielu zadań i uczyć się od fachu od artystów.

– Nie wszystkie zajęcia da się prowadzić online. Zaliczenie przedmiotów jak kameralistyka czy orkiestra, gdzie trzeba pracować w większej grupie osób nie jest teraz możliwe. Nie da się pracować w wersji „lekcja online przez Skype”, gdy chodzi o coś więcej niż dobre dźwięki i intonacja. Przedmioty teoretyczne zaliczamy online, co jest trochę przytłaczające przez zadawaną ilość materiału, bo na uczelni artystycznej nie ma czasu, a studenci nie są przyzwyczajeni do oddawania zadań co tydzień – mówi Kasia, studentka Akademii Muzycznej. 

Problemy mają także muzycy i plastycy. Wiele sprzętów czy instrumentów zostało na uczelni. Nie każdy ma do nich dostęp w domu lub nie może ich przewieźć do odległego miejsca zamieszkania. W dodatku w przypadku muzyków, niektórzy studenci z uwagi na sąsiadów nie mogą sobie pozwolić na granie w mieszkaniu. 

– Największy problem mają perkusiści, bo nie mamy instrumentów. Jest ich zbyt wiele, by pomieścić w mieszkaniu, a wiele osób korzysta z tych, udostępnionych przez Akademię Muzyczną. Nie możemy przychodzić ćwiczyć, więc nie mogę odbywać prób, bo po prostu nie mam na czym grać w domu. Obawiam się, że będziemy musieli powtarzać semestr – komentuje zrozpaczony Amadeusz, student Akademii Muzycznej. 

– W moim przypadku sprawdza się nagrywanie siebie i przesyłanie do pani profesor, która odsyła mi nagranie z uwagami. Praca nie jest łatwa, bo ciężko jest nagrać film z utworem, którego się jeszcze nie umie i wymaga to poświęcenia naprawdę wielu godzin, czasem dni. Nie widzę szans na obronę magisterki wcześniej niż jesienią, bo nie mam możliwości zebrania wszystkich niezbędnych materiałów. Powinno się w tym momencie wyklarować  konkretne zasady dotyczące egzaminów. Nie wyobrażam sobie grania dyplomu w czerwcu , który jest przecież koncertem dla publiczności. Również nie mam możliwości ćwiczenia z pianistą. Będzie problem z przełożeniem wszystkich egzaminów na wrzesień, bo do każdego przesłuchania potrzebna jest wolna sala – martwi się Kasia. 

js

Zobacz także