Cios w księży pedofilów! „Symboliczne są zamknięte drzwi do apartamentu kardynała Dziwisza”

fot. Pixabay

Oświadczenia wydali Prymas Wojciech Polak i abp Stanisław Gądecki. […] Nie mogli tego dokumentu przemilczeć i nadal udawać, że nic się nie dzieje. Tego nie da się obronić. Wierni zaczynają być świadomi. Oczekują rozliczenia. Po czynach poznamy, czy skrucha jest prawdziwa, czy obliczona wyłącznie na marketingowy efekt – pisze o filmie “Tylko nie mów nikomu” Martyna Nowakowska ze Stowarzyszenia Wielki Kraków.

Nie płakałam. Nie umiałam. Czasami człowiek jest wstrząśnięty tak mocno, że ciężko wyrażać mu emocje okazujące smutek, przygnębienie, rozgoryczenie. To, co działo się we mnie podczas seansu filmu braci Sekielskich “Tylko nie mów nikomu”, to raczej wszechogarniająca, rozrywająca od środka złość.

Nie powiem za to słowa o niedowierzaniu – utarło się, że w takich sytuacjach wspominamy o wstrząsie. O tym, że ciężko uwierzyć w podobne czyny, że to absolutny szok… A ja zupełnie się z tym nie zgadzam. Od lat o okrutnej, obrzydliwej pedofilii w Kościele było głośno – ofiary wyciągały rękę po pomoc, wychodziły z tym do mediów, do hierarchów, a w zamian zarówno oni, jak i całe społeczeństwo, brali udział w festiwalu hipokryzji, gdzie panowie w czarnych sutannach prosto w oczy, nawet bez mrugnięcia po prostu kłamali. Kłamali w sprawie czynów swoich kolegów, kłamali w sprawie konsekwencji, kłamali, by zamieść sprawę pod dywan – bo nie było ani w zasięgu ich moralności, ani w zasięgu potrzeb tej instytucji, by z pedofilią się rozliczyć.

Porażenie prostotą

Ilekroć powtarzamy frazes “pedofilia w Kościele”, na myśl przywołujemy księży. Film Tomasza Sekielskiego pozwala nam w pierwszej kolejności spojrzeć na ofiary, i to jego wielka wartość. “Spotlight” czy “Kler”, roztrząsające przecież podobne problemy, to jednak fabuła. Gotowy scenariusz, znani aktorzy, duże fundusze, żeby było hucznie, i żeby były fajerwerki. “Tylko nie mów nikomu” poraża nas prostotą. Tu nie ma wyświechtanych strojów, makijażu, drogich samochodów, dopracowanego scenariusza. I to jest najbardziej tragiczne – prawda. Księża spotykają się po latach ze swoimi ofiarami i rozmawiają z nimi. I nawet się nie wstydzą.

Martyna Nowakowska

Nikt, kto nie był wykorzystywany seksualnie nie może sobie wyobrazić, co czuje molestowane dziecko. Poczucie winy – bo wydaje mu się, że ciąży na nim odpowiedzialność za czyny oprawcy. Zamykanie się w sobie – bo przecież skrywają tajemnicę. Strach – bo tych spotkań może być więcej i więcej, a rodzice i tak nie uwierzą, potraktują jako dziecięcą fanaberię. Poza tym wstyd, nerwice, uzależnienia, próby samobójcze, wreszcie samobójstwa. Cała gama destrukcyjnych zachowań, bo ktoś na początku złamał ich życie.

“Miałeś apetyt, a równocześnie była w tobie skromność”

Tym większe ogarnia mnie obrzydzenie, kiedy widzę siedzących na wygodnych fotelach księży – pedofili, w filmie w większości już staruszków, którzy przez lata nauki, życia, “poświęcenia” dla Boga nie zrozumieli absolutnie niczego. Kobieta mówi, że nie może wyjść z traumy, a ksiądz – przestępca, że w ramach przeprosin może ją pocałować w rękę… “Jakaś głupia namiętność”, “Jak byłem w szpitalu w Krakowie dokonało się moje nawrócenie i od tamtego czasu już nie dotknąłem żadnej”, “To było trochę dla humoru”, “Że ja co, ciebie przywiązałem? I teraz to jesteś niewolnik?”, “To nigdy nie przekroczyło żadnej miary”, “No bo byłeś męski i tego nikt nie ukryje”, “Miałeś apetyt, a równocześnie była w tobie skromność”, “Była chwilka pieszczenia i wracaliśmy do swoich spraw” – żaden napisany scenariusz nie mógłby być tak jednoznaczny w odbiorze.

Co więcej – takiego scenariusza nikt by nawet nie wymyślił, bo nikt by nie uwierzył, że ze strony oprawcy mogą padać takie słowa wspomnień, wyzute z jakiejkolwiek refleksji, jakby przypominał sobie, co się wtedy działo, jakby czerpał z tego przyjemność… Mnie doprowadza to do jednego wniosku – że nie ma dla nich kary. Zasłaniają się Bogiem, mówiąc, że on ich osądzi. Odprawiają msze za swoje ofiary – a cóż oni wiedzą o prawdziwej modlitwie? Myślą, że padające z ich ust przed ołtarzem słowa mają jakąkolwiek wartość?

Osoba świecka, która dopuszcza się takich czynów, jest skazana na ostracyzm społeczny. Na więzienie. Na wypłatę zadośćuczynień. Tymczasem księża przenoszeni są na inną parafię – a dla nich to raczej nagroda – większe urozmaicenie, nowe obiekty. Kurie i zakony nie widzą powodu, dla którego miałyby ponosić finansowe konsekwencje zachowań kapłanów. Ja za to widzę jeden, podstawowy – bo stworzyły siatkę ochrony dla przestępców, dzięki której ci mogą czuć się bezkarni. Chronią własne przywileje bez oglądania się na przyzwoitość.

Nie da się już miliczeć

Symboliczne w filmie są zamknięte drzwi do apartamentu kardynała Dziwisza – bo biskupi pozamykali się w swoich twierdzach, licząc na możliwość dalszego manipulowania stadem swoich owieczek. Bardzo wygodnie jest im być “przy władzy”. Kiedy Tomasz Sekielski przygotowywał swój film, zwrócił się do hierarchów kościelnych z prośbą o wypowiedzi. Wszyscy albo odmówili, albo w ogóle się do prośby nie odnieśli. Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski napisało: “Ze względu na to, iż otrzymujemy informacje o braku bezstronności ze strony Pana Redaktora w przygotowywaniu materiału, korzystamy z prawa do niekomentowania”.

Nastąpiła jednak zmiana, bo kilka godzin po opublikowaniu filmu swoje oświadczenia wydali Prymas Wojciech Polak i abp Stanisław Gądecki. Z jednej strony zachowują się, jakby do tej pory żyli w alternatywnej rzeczywistości i dopiero co dowiedzieli się o nadużyciach ze strony kapłanów, z drugiej – w swoich listach piszą o rozmowach z ofiarami. Nie mają już wyjścia. Nie mogli tego dokumentu przemilczeć i nadal udawać, że nic się nie dzieje. Tego nie da się obronić. Wierni zaczynają być świadomi. Oczekują rozliczenia. Po czynach poznamy, czy skrucha jest prawdziwa, czy obliczona wyłącznie na marketingowy efekt.

Wielkie podziękowania należą się ofiarom, które zmierzyły się z największą traumą swojego życia – opowiedziały swoją historię, spotkały z oprawcami, popatrzyły im prosto w oczy. Podziwiam ich odwagę. To nieoceniona nauka dla społeczeństwa. Mam nadzieję, że  niektórzy wreszcie otworzą oczy.

Martyna Nowakowska,

Stowarzyszenie Wielki Kraków

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także