Aleksander Miszalski został odwołany przez mieszkańców, jego zastępcy stracili stanowiska, ale dwunastu pełnomocników prezydenta nadal pracuje. Ich łączny miesięczny koszt to ponad 233 tys. zł. Jeżeli obecny skład pozostanie bez zmian przez sześć miesięcy – do czasu wyboru nowych władz miasta – Kraków wyda na jego utrzymanie ponad 1,4 mln zł. Pytanie, czy Stanisław Kracik sprawdził, za co mieszkańcy im płacą.
Referendum miało zakończyć określony sposób zarządzania Krakowem. Mieszkańcy odwołali Aleksandra Miszalskiego, a wraz z nim swoje stanowiska stracili jego zastępcy. Nie oznaczało to jednak końca całego systemu personalnego zbudowanego wokół odwołanego prezydenta.
Na stanowiskach pozostało bowiem dwunastu jego pełnomocników. Ich łączny miesięczny koszt wynagrodzeń za czerwiec 2026 roku wyniósł dokładnie 233 667,50 zł brutto-brutto – jak poinformowała KRKnews Joanna Dubiel w Wydziału Komunikacji Społecznej UMK.
Kwota obejmuje wszystkie składniki wynagrodzenia, pochodne od wynagrodzeń oraz pozostałe świadczenia finansowane przez pracodawcę.
Średnio prawie 19,5 tys. zł na osobę
Przy dwunastu pełnomocnikach średni koszt utrzymania jednego stanowiska wynosi około 19 472 zł miesięcznie.
Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to kwota szacunkowa, wynikająca z prostego podzielenia całkowitego kosztu przez liczbę pełnomocników. Nie oznacza ona, że każda z tych osób otrzymuje dokładnie takie samo wynagrodzenie.
Magistrat nie przedstawił indywidualnych wynagrodzeń poszczególnych pełnomocników. Wiadomo jedynie, ile wszyscy razem kosztują miasto.
I jest to koszt niemały.
Jeżeli przez sześć miesięcy – a więc w okresie przejściowym między odwołaniem poprzedniego prezydenta a wyborem nowych władz – miesięczne wydatki utrzymają się na poziomie z czerwca, Kraków przeznaczy na pełnomocników: 1 402 005 zł brutto-brutto.
1,4 mln zł w pół roku.
Właśnie tyle miasto mogłoby teoretycznie zaoszczędzić, gdyby po referendum zdecydowano o likwidacji tych stanowisk albo przynajmniej o radykalnym ograniczeniu ich liczby do czasu wyborów.
Oczywiście nie każda z tych funkcji może zostać zlikwidowana z dnia na dzień. Część obowiązków musi być nadal wykonywana, a niektórzy pełnomocnicy są jednocześnie pracownikami urzędu. Nie zmienia to jednak zasadniczego pytania: czy po odwołaniu prezydenta ktokolwiek sprawdził, które z tych stanowisk są rzeczywiście konieczne, a które można czasowo wygasić lub zastąpić pracą istniejących wydziałów?
Dwunastu pełnomocników nadal na stanowiskach
Obecnie funkcje pełnomocników Prezydenta Miasta Krakowa pełnią:
- Ryszard Marek – pełnomocnik ds. ochrony informacji niejawnych, od 1 stycznia 2003 roku;
- Anna Sochacka – pełnomocnik ds. Zintegrowanego Systemu Zarządzania, od 17 lutego 2025 roku;
- Paweł Ścigalski – pełnomocnik ds. klimatu i jakości powietrza, od 1 grudnia 2017 roku;
- Paweł Szczepanik – pełnomocnik ds. kultury, od 21 października 2024 roku;
- Artur Buszek – pełnomocnik ds. organizacji pozarządowych, od 4 listopada 2024 roku;
- Bogdan Dąsal – pełnomocnik ds. osób z niepełnosprawnościami, od 26 lutego 2002 roku;
- Ewelina Pytel – pełnomocnik ds. polityki równościowej, od 9 października 2024 roku;
- Marta Wodyńska – pełnomocnik ds. polityki senioralnej, od 14 kwietnia 2025 roku;
- Marzena Paszkot – pełnomocnik ds. rodziny, od 1 stycznia 2011 roku;
- Janusz Kozioł – pełnomocnik ds. rozwoju kultury fizycznej, od 1 grudnia 2017 roku;
- Dominika Walec – pełnomocnik ds. współpracy ze środowiskiem biznesowym, od 1 stycznia 2025 roku;
- Bogna Halska-Pionka – pełnomocnik ds. współpracy ze środowiskiem naukowo-akademickim, od 15 października 2025 roku.
To osoby o bardzo różnym stażu, zakresie obowiązków i politycznym umocowaniu. Część pełni swoje funkcje od kilkunastu, a nawet ponad dwudziestu lat były prezydent popełnił duży błąd nie odwołując ich od razu po wygranych wyborach. Inni zostali powołani bezpośrednio przez Aleksandra Miszalskiego, zaledwie kilka lub kilkanaście miesięcy przed jego odwołaniem.
Właśnie dlatego nie można traktować ich zbiorczo. Każde stanowisko powinno zostać ocenione oddzielnie.
Kto powołuje pełnomocników i kto może ich odwołać?
Pełnomocnicy są powoływani przez Prezydenta Miasta Krakowa. To prezydent określa zakres ich działania, miejsce w strukturze magistratu oraz powierzone zadania.
W praktyce odbywa się to poprzez zarządzenia prezydenta oraz regulacje organizacyjne obowiązujące w Urzędzie Miasta Krakowa.
Ta sama władza, która pełnomocnika powołuje, może również zdecydować o jego odwołaniu, zmianie zakresu obowiązków albo likwidacji stanowiska. Po odwołaniu Aleksandra Miszalskiego kompetencje te wykonuje Stanisław Kracik jako osoba kierująca miastem i urzędem.
Nie ma przepisu, który automatycznie odwoływałby wszystkich pełnomocników razem z prezydentem. Formalnie mogli więc zachować swoje funkcje.
Ale brak automatyzmu prawnego nie oznacza braku odpowiedzialności politycznej i zarządczej.
Dlaczego wiceprezydenci odeszli, a pełnomocnicy zostali?
Wiceprezydenci byli politycznie związani z Aleksandrem Miszalskim i po jego odwołaniu przestali pełnić funkcje. W ich przypadku przyjęto więc oczywistą zasadę: odchodzi prezydent, odchodzi także jego najbliższe polityczne zaplecze.
Wobec pełnomocników zastosowano jednak inny standard.
Pozostali na stanowiskach, choć wielu z nich realizowało zadania powierzone bezpośrednio przez odwołanego prezydenta i odpowiadało za konkretne elementy jego polityki: kulturę, klimat, współpracę z biznesem, politykę równościową, senioralną czy relacje ze środowiskiem akademickim.
Nie oznacza to, że referendum było głosowaniem personalnym nad każdym z pełnomocników. Nie można uczciwie twierdzić, że każdy z nich indywidualnie otrzymał od mieszkańców negatywną ocenę.
Można jednak stwierdzić, że referendum było negatywną oceną całego sposobu zarządzania miastem. Pełnomocnicy, Aleksandra Miszalskiego, byli częścią tego modelu i realizowali jego program.
Dlatego powinni zostać objęci co najmniej takim samym standardem kontroli i odpowiedzialności jak pozostali najbliżsi współpracownicy odwołanego prezydenta.
Referendum to nie tylko zmiana nazwiska na drzwiach gabinetu
Odwołanie prezydenta nie powinno sprowadzać się wyłącznie do usunięcia jednej osoby i kilku zastępców. Wynik referendum był sygnałem, że mieszkańcy negatywnie ocenili sposób funkcjonowania władz miasta.
Jeżeli po takim głosowaniu większość osób realizujących politykę odwołanego prezydenta nadal pracuje na tych samych stanowiskach, z tymi samymi zakresami obowiązków i za te same pieniądze, pojawia się pytanie o rzeczywisty zakres zmiany.
Czy zmieniło się zarządzanie miastem, czy jedynie osoba podpisująca dokumenty?
Prezydent Stanisław Kracik powinien zatem wyjaśnić, czy po objęciu urzędu przeprowadził przegląd pracy pełnomocników, jakie przyjął kryteria oraz jakie były wyniki tej oceny.
Nie wystarczy stwierdzić, że pełnomocnicy wykonują bieżące obowiązki. Przy miesięcznym koszcie przekraczającym 233 tys. zł mieszkańcy mają prawo oczekiwać konkretnych odpowiedzi za co tym pełnomocnikom płacą.
Co właściwie należało sprawdzić?
Rzetelny przegląd powinien objąć nie tylko obecność w pracy czy formalne wykonywanie poleceń. Powinien odpowiedzieć na pytania o rzeczywistą skuteczność każdego stanowiska.
Należało sprawdzić:
- jakie cele postawiono przed poszczególnymi pełnomocnikami;
- które z tych celów zostały osiągnięte;
- jakie konkretne efekty przyniosła ich działalność;
- ile kosztowało wykonywanie powierzonych zadań;
- czy obowiązki nie dublują kompetencji wydziałów magistratu;
- czy stanowisko jest niezbędne w okresie przejściowym;
- czy jego dalsze utrzymywanie leży w interesie miasta.
Bez takiej analizy pozostawienie wszystkich dwunastu osób na stanowiskach wygląda nie jak świadoma decyzja, lecz jak administracyjna inercja.
Ponad 1,4 mln zł do wyborów
Najmocniejszym argumentem jest jednak koszt.
Sześć miesięcy utrzymywania obecnego składu pełnomocników oznacza wydatek przekraczający 1,4 mln zł. Jest to kwota, którą można byłoby przeznaczyć na zadania bezpośrednio odczuwalne przez mieszkańców: remonty, komunikację, pomoc społeczną, szkoły, żłobki czy bezpieczeństwo.
Oczywiście pełna likwidacja wydatku może być w praktyce niemożliwa. Szczególny charakter ma choćby stanowisko pełnomocnika ds. ochrony informacji niejawnych, którego funkcjonowanie wynika z przepisów prawa. Również odwołanie z funkcji nie zawsze oznacza rozwiązanie umowy o pracę.
Nie zmienia to jednak faktu, że okres pomiędzy referendum a wyborami powinien być czasem oszczędnego zarządzania i ograniczania politycznych stanowisk do niezbędnego minimum.
Miasto nie potrzebuje w tym czasie rozbudowywania nowych programów politycznych. Potrzebuje sprawnej administracji, ciągłości podstawowych usług i przygotowania urzędu do przekazania władzy nowemu prezydentowi.
Dlatego utrzymywanie wszystkich pełnomocników bez publicznego wykazania ich niezbędności budzi uzasadnione wątpliwości.
Powinien być audyt ich pracy
Stanisław Kracik nie ma obowiązku przeprowadzenia personalnej czystki. Nie powinien również odwoływać urzędników wyłącznie dlatego, że zostali powołani przez poprzednika.
Ma jednak obowiązek zarządzać miastem racjonalnie.
Jeżeli każdy z pełnomocników został indywidualnie oceniony, a dalsze utrzymywanie każdego stanowiska uznano za konieczne, mieszkańcy powinni poznać wyniki tej analizy.
Jeżeli takiego przeglądu nie było, pozostaje pytanie, dlaczego Kraków nadal wydaje ponad 233 tys. zł miesięcznie na system pełnomocników odziedziczony po odwołanym prezydencie.
Wynik referendum nie oznacza, że każdy urzędnik automatycznie traci społeczne zaufanie. Oznacza jednak, że nikt z politycznego i administracyjnego otoczenia odwołanej władzy nie powinien zachować stanowiska wyłącznie dlatego, że nikt nie zadał pytania o sens jego dalszego zatrudniania.
Przez pół roku miasto może wydać na pełnomocników ponad 1,4 mln zł. To wystarczająco dużo, aby mieszkańcy oczekiwali nie ogólnych zapewnień, lecz nazwisk, efektów, ocen i konkretnych powodów pozostawienia każdej z tych osób na stanowisku.
Grzegorz Górski



