Dzień Flagi jak promocja w „Biedronce”. Patriotyzm przegrał z kiełbasą

Fot. KRKnews.pl

Obchodzony 2 maja dzień flagi pokazał prawdziwą naturę Polaków – pazerność, cwaniactwo i kierowanie się najniższymi instynktami. Smutna to lekcja patriotyzmu dla najmłodszego pokolenia.

Od rana na Błoniach panowała piknikowa atmosfera. Koniec końców Dzień Flagi to czas radosny. Miastu udało się zorganizować rewelacyjną imprezę w duchu dalekim od patriotyzmu patetyczno-martyrologicznego, naznaczonego dydaktycznym smrodkiem.

Były dmuchańce, prezentacje wojska i służb mundurowych i wreszcie clou programu – gigantyczna mapa Polski ułożona z 10 tys. biało-czerwonych flag, wbijanych z poświęceniem przez krakowskich harcerzy.

Zgodnie z harmonogramem, punktualnie o godz. 15.00 ochroniarze zerwali odgradzające mapę taśmy, by każdy chętny mógł zabrać proporzec do domu. No i się zaczęło.

Fot. KRKnews.pl

Wiedziona najniższym, stadnym instynktem wiara porzuciła hummery, haubice, kałasznikowy, a nawet krzepiącą wojskową grochówkę i rzuciła się pędem w stronę rzeczonych flag. Patriotyczny piknik zaczął przypominać sceny z otwarcia dyskontów z chrząszczem w logo.

Złaknieni „darmochy” ludzie usypywali flagi w pryzmy – po pięć, dziesięć, a nawet dwadzieścia. Na ich straży stały dzieci, ciężarne, emeryci i niepełnosprawni. Gdy po dwudziestu minutach z największej krakowskiej łąki zniknęła ostatnia „biało-czerwona”, na alejki wyruszył zadowolony z siebie korowód taszczący zdobyte w zaciekłym boju chorągwie, owinięte dla wygody w resztki żółtej, plastikowej taśmy służącej wcześniej za zabezpieczenie instalacji.

Fot. KRKnews.pl

Z podsłuchanej rozmowy dwóch harcerzy można było wywnioskować, że gdyby organizatorzy nie zapewnili patriotycznej instalacji ochrony – taśm, barierek i wynajętych „goryli”, to ani jedna bandera nie ostałaby się do rozpoczęcia pikniku o godz. 10.00…

Czwartkowe wydarzenia na Błoniach pokazują jak daleko nam do cywilizacji zachodniej, którą tak bardzo się zachłystujemy. Niby jeździmy lepszymi samochodami, pijamy sojową latte, nosimy Ray Bany i cichobiegi New Balance, ale w głębi duszy wciąż pozostajemy stereotypowymi chytrymi „babami z Radomia”. Snobowanie się na „Zbawixie” czy innym Placu Grzybowskim to tylko baudrillardowskie simulacrum. Zdecydowanie bliżej nam do blokowiskowego fotki w „słowiańskim przykucu” z tanim piwem i wyciągniętym z kieszeni dresów petem.

To przerażające, jak wizja darmowych flag, które przed niemal każdym meczem reprezentacji w piłce kopanej można kupić we wspomnianym już dyskoncie za grosze, potrafi omamić rodaków.

Fot. KRKnews.pl

Pamiętacie scenę z „Dnia Świra” Marka Koterskiego, w której wielki biało-czerwony sztandar zostaje rozerwany na strzępy, a rozpłatany orzeł broczy krwią? „Dawajcie, mnie dawajcie!”, „Nam najwięcej się należy!”, „Ja chcę mieć najwięcej” – ryczał opętany żądzą władzy tłum. Tak też było i w czwartek.

Przykra to konstatacja, ale patriotyzm rozumiany jako pewna wspólnotowość, umiarkowanie i solidarność, przegrał z kiełbasą grillową z „Biedronki” (4,99 zł za kilo)  i crocsami z Lidla.

Spora część obywatelek i obywateli „biało-czerwoną” ma w dalekim poważaniu. Liczy się to, że Janusz z dumą rzuci pod nogi swojej Grażynce zdobyczne rózgi. Te na długie lata trafią do pawlacza, aż spłowieją, tudzież zjedzą je mole, albo – tuż po majówce wylądują na „oeliksie” po piątkę za sztukę.

KRA

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także