Kartka z kalendarza. 26 maja. Taka sobie piwnica, wielkie nazwiska

Fot. Grzegorz Skowron

26 maja w kartce z kalendarza znany jest wszystkim jako Dzień Matki. To oczywiste. Ale jest to też niezwykle ważna data dla Krakowa, dla kultury naszego miasta. 26 maja 1956 roku działalność zainaugurowała Piwnica pod Baranami. To już legenda Krakowa, tak samo nośna jak ta o smoku wawelskim. Tyle że prawdziwego smoka nikt nie widział, a Piwnicę z lat jej największej świetności wciąż pamiętają nie tylko najstarsi krakowianie.

Piwnica pod Baranami w założeniu miała być kabaretem literackim. Ale inicjatywa Piotra Skrzyneckiego i kilkorga studentów krakowskich uczelni przerodziła się w ośrodek artystyczny, do którego lgnęły lub jak kto woli – z którego wyszły wielkie nazwiska krakowskiej i polskiej kultury. Wśród założycieli Piwnicy był np. zmarły niedawno Krzysztof Penderecki, którego świat zna jako wielkiego kompozytora muzyki poważnej, a nie prekursora piwnicznego kabaretu.

Ewa Demarczyk, Zygmunt Konieczny, Marek Grechuta, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Grzegorz Turnau, Zbigniew Preisner, Leszek Wójtowicz, Leszek Długosz, Krzysztof Komeda, Jan Ptaszyn Wróblewski, Andrzej Wajda – kolejne nazwiska można by wymieniać jeszcze długo. Dla najmłodszego pokolenia to już prawie postacie historyczne, o których nie trzeba nic wiedzieć, bo nie ma ich w podstawie programowej szkoły. Dla tego nieco starszego – osoby, które nadawały ducha Piwnicy pod Baranami

Dziś Piwnica nadal działa, ale nie da się ukryć – nie ma już tam tej magii co w latach jej świetności. Jej lider Piotr Skrzynecki nie żyje od ponad 20 lat, ale jego postać cały czas siedzi sobie blisko swojej ukochanej Piwnicy. Nie można już być widzem wielu legendarnych spektakli, czy uczestniczyć w hulankach z piwnicznymi artystami, o których krążą legendy nie mniej ciekawe niż o samej Piwnicy. Ale każdy może sobie usiąść na Rynku Głównym razem z Piotrem Skrzyneckim, bez konieczności zachowania dystansu wymaganego w czasie epidemii koronawirusa. Może to niektórym pozwoli wskrzesić ducha dawnej Piwnicy… Naprawdę warto.

Grzegorz Skowron

Zobacz także