Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 18 kwietnia 2020
Czytanie ~3 min
Tematy jak rząd walczy z epidemią, koronawirus
Miasto · 18 kwietnia 2020 · 3 min czytania

Koronawirus. Jak rząd walczy z epidemią? Lepiej nie mówić

Autor: Grzegorz Górski

Słuchając przedstawicieli rządu można odnieść wrażenie, że jako kraj świetnie radzimy sobie w walce z epidemią koronawirusa. Śledząc jednak relacje z poszczególnych szpitali, domów pomocy społecznej i wpisy w mediach społecznościowych, widzimy zupełnie inny obraz. To prawda, że walka z koronawirusem to nowatorska operacja na żywym organizmie, ale polskie władze przypominają raczej początkującego chirurga. Po prostu – mamy dużo szczęścia.

Za jedną decyzję rządzących warto pochwalić – chodzi o bardzo szybkie wprowadzenie narodowej kwarantanny. Postanowiono wprowadzić wielką izolację na początku epidemii, dzięki czemu system opieki medycznej nie rozleciał się w drobny mak. Tak! Nawet rządzący przyznali, że zamknięto wszystko co tylko się da – po to, by szpitale nie musiałaby wybierać, którego chorego podłączyć do respiratora, jak to było we Włoszech.

Nie było czasu

Ale inne decyzje sprawiają wrażenie działań po omacku.

Weźmy głośne w kończącym się tygodniu nakazy pracy, nakładane przez wojewodów na pracowników medycznych. Choć przepisy wyraźnie mówią, komu nie można dać takiego nakazu, to wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł skierował do pracy z chorymi samotne matki czy matki na urlopie macierzyńskim, a jak się nie stawiły, to nałożył na kobiety wysoką karę finansową. I rozbrajająco przyznał, że nie sprawdzał, w jakiej sytuacji jest osoba, dla której podpisuje nakaz pracy. Bo nie ma na to czasu.

Po awanturze w mediach okazało się, że teraz każda pielęgniarka czy lekarz będą sprawdzani zanim dostaną nakaz. Ta zmiana stanowiska jest oczywiście słuszna, ale przez kilka dni w kilku domach pomocy społecznej był prawdziwy dramat, bo nie miał się kto zająć pensjonariuszami.

Co z tymi testami

A deklaracje, że nie ma żadnych problemów z wykonywaniem testów na koronawirusa? Z jednej strony rząd zapowiada, że częściej badani będą pracownicy handlu, ale z drugiej w Sejmie odrzucana jest poprawka gwarantująca testy na koronawirusa wszystkim pracownikom służby zdrowia. Z jednej strony statystyki dowodzą, że badań przybywa, a z drugiej niektórzy nie mogą się ich doczekać. Dobitnie świadczy o tym wpis mieszkańca Rybnika, który od tygodnia domaga się przebadania – jego sytuacja się nie zmieniła, choć w między czasie zmarł mu teść – oczywiście z powodu koronawirusa.

Koronowirus. Mężczyzna tydzień czeka na test na koronawirusa. Dramatyczny wpis ku przestrodze dla innych!

Można by zarzucić, że takie przykłady płyną ze środowisk nieprzyjaznych rządowi. Tyle, że to nie kto inny jak polityk koalicji rządzącej Andrzej Sośnierz mówi, że mamy co najmniej kilkanaście tysięcy nieodkrytych chorych na koronawirusa. Jak tłumaczy, gdyby uwzględniać tylko oficjalne statystyki, to śmiertelność koronawirusa byłaby w Polsce kilka razy wyższa niż w innych krajach. Ale ten wysoki wskaźnik śmiertelności to efekt zbyt małej liczby wykonywanych badań, do tego na wyniki czeka się zbyt długo. – Co to za system, w którym 5 dni się czeka na wynik testu? Test powinien być w tym dniu zrobiony i w tym dniu odczytany po to, żeby dalej działać – oburza się poseł Sośnierz.

Gdzie to odmrażanie gospodarki

Ale rząd nie radzi sobie nie tylko z samą epidemią, słabo idzie mu minimalizowanie jej skutków gospodarczych. Raz zapowiada szybkie odmrażanie gospodarki, potem okazuje się, że szybkie poluzowania obostrzeń dotyczą tylko spacerów po lasach i liczby osób w kościołach. Rząd chwali się, ile wniosków złożono o pomoc w ramach Tarczy Antykryzysowej (spóźnionej, już poprawianej, dziurawej), ale nie mówi, ilu przedsiębiorców dostało pieniądze. A do urzędów pracy zgłasza się coraz więcej bezrobotnych…

Nawet w sprawie maseczek na twarzy było wielkie zamieszanie. Pod koniec lutego minister zdrowia Łukasz Szumowski żartował z maseczek, twierdził, że są niepotrzebne i nie chronią przed koronawirusem. Jeszcze dwa tygodnie temu były zbędne, teraz są obowiązkowe. Premier wita samolot wyładowany maseczkami i nakłada obowiązek ich noszenia. A ponieważ państwo nie jest w stanie zapewnić każdemu obywatelowi maseczki (ma nawet kłopoty z zapewnieniem środków ochrony osobistej wszystkim pracownikom służby zdrowia), więc pozwala zasłaniać usta i nos czymkolwiek.

Kto ma szczęście

Przy tych wszystkich kłopotach mamy dużo szczęścia. Tylko gorący zwolennik obecnej władzy jej przypisze za to zasługi, choć zagorzały przeciwnik powie – głupi ma zawsze szczęście.

Zwolennik obecnej władzy pominie milczeniem dramaty, które rozgrywają się tam, gdzie jakoś te rządowe zasługi nie dotarły. Albo uzna, że jak się o czymś nie mówi, to tego nie ma. I uzna, że słuszne jest karanie za alarmowanie o braku maseczek (zwolniono za to pielęgniarkę w szpitalu w Nowym Targu) czy kłopotach z wykonywaniem testów na koronawirusa (naganę za to dostał pracownik krakowskiego Sanepidu).

Jak więc rząd walczy z epidemią koronawirusa? Lepiej nie mówić…

Grzegorz Skowron

Reklama