Koronawirus w Krakowie. Polski kościół nie zdaje testu na odpowiedzialność

fot. Pixabay

Trudno zrozumieć taką postawę. Polski kościół nie ma zamiaru zamykać drzwi przed wiernymi. Nawet teraz, gdy wizyta w kościele może być śmiertelnym zagrożeniem.

Agencja Reutera opisała przypadek pacjentki z Korei Południowej. Zanim trafiła do szpitala dwukrotnie była w kościele. Obliczono, że w tym samym kościele pojawiło się łącznie około 9 tysięcy osób, z czego 1,2 tysiąca miało później objawy przypominające grypę. U setki z nich potwierdzono potem koronawirusa. Po zamknięciu wielu instytucji i odwołaniu setek wydarzeń, kościoły to to jedne z ostatnich otwartych miejsc, gdzie regularnie spotykają się setki osób.

Takich przypadków jak ten w Korei może być znacznie więcej, szczególnie w Polsce. U nas kościoły wciąż cieszą się niesłabnącą popularnością, szczególnie wśród osób najstarszych. Seniorom trudno wyobrazić sobie niedzielę bez wizyty na mszy świętej. I dopóki ktoś im nie zatrzaśnie drzwi przed nosem, będą działali zgodnie z wieloletnią rutyną.

 

Msze święte zostały odwołane we Włoszech. Ale nie trzeba szukać tak daleko. We wtorek Konferencja Biskupów Słowacji poinformowała, że z powodu zagrożenia koronawirusem władze odwołały publiczne sprawowanie nabożeństw do 23 marca.

U nas takiej decyzji zabrakło. Dlaczego? – Proszę nie oczekiwać, że rząd będzie narzucał jakiekolwiek ograniczenia wspólnotom religijnym – powiedział na antenie TVN24 wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Wicepremier wyjaśniał, że „człowiek składa się z ciała, które trzeba chronić i pielęgnować, ale składa się także z duszy”. – A tą przestrzenią, w której leczone są dusze – przynajmniej ludzi wierzących – są właśnie świątynie – tłumaczył.

Świetnie, a więc w kościele możemy wyleczyć duszę, ale przeoczyć fakt, gdy chorobie ulegnie ciało.

Rząd nie chce dyktować warunków kościołowi. Polityka ważniejsza od zdrowia.

Władze kościelne na zagrożenie zareagowały zwiększając liczbę mszy. Brzmi paradoksalnie, ale to ma sens, bo większa liczba mszy to mniejsza liczba osób na każdej z nich. Tu wciąż brakuje jednak zdrowego rozsądku. Episkopat powinien zamknąć kościoły i uspokoić wiernych, przypominając, że modlitwa w zaciszu domowym warta jest tyle samo, a czasem i więcej.

Metropolita warszawski abp kard. Kazimierz Nycz zaapelował do starszych osób, by na jakiś czas zrezygnowały z uczęszczania do kościoła. Odwołał się do ich zdrowego rozsądku. A nie powinien odwołać się do zdrowego rozsądku w obszarze własnej osoby? Kto jak kto, ale osoba na takim stanowisku powinna doskonale wiedzieć, że wierni będą ciągnąć do świątyni dopóki drzwi będą choćby uchylone.

Sytuacja jest poważna, będzie jeszcze trudniejsza, a Kościół uważa, że apele o zamknięcie świątyń są atakami na katolików. – Kościół w czasach epidemii. Supermarkety, knajpy i fast-foody pełne ludzi, także starszych, a władze kościelne dały sobie wmówić, że głównym zagrożeniem jest woda święcona i Komunia Św. – powiedział ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

 

Wchodzę na stronę internetową Konferencji Episkopatu Polski. W ostatnich informacjach ani słowa o tym, że wizyta w kościele może być groźna. Ostatnia wypowiedź w tej sprawie na stronie internetowej Episkopatu podchodzi z 10 marca i jest autorstwa przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisława Gądeckiego: „Jest niewyobrażalne, abyśmy nie modlili się w naszych kościołach”. Nikt potem nie sprecyzował, że jednak jest to wyobrażalne. Tutaj życie toczy się swoim tempem. I śmierć też.

Kłóćmy się, a w tym czasie wirus będzie robił swoje.

ml

Zobacz także