Niezwykła atmosfera, światowy poziom rywalizacji i rekordowa frekwencja – tak zapamiętamy pierwsze w historii zawody Pucharu Świata we wspinaczce sportowej na czas na Rynku Głównym w Krakowie. Ale w tłumie zachwytów nie zabrakło także głosów krytycznych. Część kibiców czuła się odsunięta – dosłownie i w przenośni – od najważniejszych emocji.
Rynek Główny w Krakowie zamienił się w miniony weekend w widowiskową arenę zmagań wspinaczy z całego świata. Zawody IFSC Climbing World Cup 2025 w konkurencji na czas odbyły się po raz pierwszy właśnie w tej lokalizacji. Organizatorami imprezy byli Polski Związek Alpinizmu, agencja i-Sport i fima Labo Sport, natomiast Kraków był Miastem-Gospodarzem, a Województwo Małopolskie – Regionem Gospodarzem.
– Kraków to miasto, w którym historia spotyka się z nowoczesnością – podkreślał na zakończenie zawodów Tomasz Marzec, dyrektor ZIS. – Chcemy wychodzić ze sportem do ludzi, dlatego zorganizowaliśmy imprezę tutaj, na Rynku Głównym, a nie w zamkniętej hali sportowej. Wysoka frekwencja potwierdziła, że był to świetny pomysł.
I rzeczywiście – tłum kibiców robił wrażenie. Tysiące widzów wspólnie przeżywało sportowe emocje, wiwatowało na cześć zawodników i biło brawo podczas finałowych zmagań. Aleksandra Mirosław zajęła trzecie miejsce, Natalia Kałucka była czwarta, a zwyciężyli reprezentanci Indonezji – Desak Made Rita Kusuma Dewi i Raharjati Nursamsa.
Nie wszyscy jednak opuścili Rynek z tak samo dobrym wrażeniem. Jak relacjonowali niektórzy uczestnicy wydarzenia, strefa stojąca dla kibiców została umieszczona na tyle daleko od areny zawodów, że część osób nie widziała wspinaczy na ścianie, a widok zasłaniały m.in. namioty techniczne oraz… strefa z leżakami.
Z lotu ptaka (zobacz zdjęcia) widać wyraźnie, że między ogólnodostępną strefą publiczności a samą areną stworzono szeroką przestrzeń wypełnioną rzędami kolorowych leżaków – wiele z nich oznaczonych logotypami sponsorów. To właśnie ta część wzbudziła największe kontrowersje.




Co do zasady, osoby siedzące na leżakach nie zasłaniały widowiska – zawody polegały przecież na jak najszybszym wspinaniu się po kilkunastometrowej ścianie, więc oczy wszystkich i tak były skierowane w górę. Jednak sam podział na „lepszych” kibiców z przodu i „zwykłych” stojących z tyłu wywołał – i nadal wywołuje – niesmak. Takie wrażenie elitarności i selekcji miejsc szczególnie raziło tych, którzy przyszli wcześniej i musieli stać daleko za barierkami, bez szansy na dobry widok.
– Super impreza, świetna atmosfera, ale siedzieliśmy za daleko. Dzieci nie widziały zawodów. Nawet telebimu nie było widać przez te namioty – relacjonowała jedna z uczestniczek wydarzenia. Inni pisali w komentarzach w mediach społecznościowych, że „na leżakach siedzieli ci ważniejsi”, a „kibiców z tyłu potraktowano jak tłum do wypełnienia kadrów”. W wielu wpisach padały też pytania: kto tam właściwie siedział i na jakiej zasadzie dostał się do strefy leżaków?
W związku z tym KRKNews.pl zwrócił się z pytaniem do Zarządu Infrastruktury Sportowej, kto miał dostęp do strefy znajdującej się najbliżej areny zawodów. Czy były to miejsca otwarte dla każdego? Czy przyznawane były zaproszenia? I czy w przyszłości da się zorganizować tak widowiskowe wydarzenie bez dzielenia widzów na „bliższych” i „dalszych”?
Warto podkreślić, że pomimo tych uwag większość kibiców bawiła się świetnie, a atmosfera na Rynku Głównym była prawdziwie sportowym świętem. Organizatorzy mogą mówić o sukcesie frekwencyjnym i promocyjnym – zwłaszcza że wspinaczka sportowa dynamicznie zyskuje popularność na całym świecie.
Jarek Strzeboński
fot. IFSC Climbing World Cup Krakow



