10 marca 69-letnia pani Joanna została zaszczepiona pierwszą dawką szczepionki w jednej z krakowskich przychodni. Choć szczepienie wykonano źle, żadna z instytucji nie chce jej pomóc.
Krakowianka uważa, że szczepienie zostało przeprowadzone nieprawidłowo. – Prawdopodobnie igła natrafiła na twardą tkankę w okolicy stawu barkowego, pielęgniarka nie mogła wcisnąć tłoczka strzykawki i poruszając igłą na boki, strofowała mnie, że napinam mięsień. Miała problem ze wstrzyknięciem płynu. Gdy wycofywała igłę z tkanki, zauważyłam wytryskującą pod ciśnieniem z igły strzykawki strużkę płynu – opowiada Joanna w portalu abczdrowie.pl.
Kobieta wykonała testy na obecność przeciwciał, dwa tygodnie potem powtórzyła badanie. Oba potwierdziły jej obawy.
Pani Joanna kontaktowała się z NFZ i biurem Rzecznikiem Praw Pacjenta, wszędzie odsyłają ją do punktu, w którym wykonano szczepienie. Tam kazano się jej skontaktować z przychodnią.
– Zadzwonił do mnie lekarz i powiedział, że doskonale pamięta moje szczepienie, że widział, jak pielęgniarka prawidłowo wykonała zastrzyk, a wynik testu nie ma znaczenia – mówi oburzona kobieta.
Przedstawicielka resortu zdrowia twierdzi, że wyniki badań serologicznych nie mogą być wykorzystywane jako argument do powtórzenia szczepienia.

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.