Ludzkie życie, tragedie i załamania kontra… monitoring. Czy Kraków będzie miał środki na in vitro?

fot. Pixabay

Problem niepłodności dotyka bardzo wielu par. Choć zazwyczaj się z tym dramatem nie obnoszą, są to prawdziwe ludzkie tragedie, depresje, załamania. Mając na szali realne powstanie życia ludzkiego a osaczenie każdego skrawka miejskiego terenu monitoringiem, wybieramy życie. Apelujemy więc o przesunięcie środków zabezpieczonych na monitoring wizyjny na finansowanie in vitro – pisze dla KRKnews Martyna Nowakowska ze Stowarzyszenia Wielki Kraków.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie jest moją intencją krytyka pomysłu monitoringu wizyjnego radnego Łukasza Wantucha. Co więcej, urzeka mnie to, że mu się chce, że ma pomysły i nie zraża się mimo wszechobecnej krytyki. Jest rozbrajające, że przy pojawiających się co chwila kolejnych problemach nie boi się powiedzieć „to był błąd” i szuka nowego rozwiązania. Czy znajduje? W tym miejscu zejdźmy na ziemię.

Piątkowe spotkanie dotyczące monitoringu utwierdziło mnie w przekonaniu, że raczej nic z tego nie będzie. Opór ze strony ekspertów, urzędników, pozostałych radnych jest tak duży, że realizacja tego pomysłu wydaje się niemożliwa. Padają pytania, które można sprowadzić do „po co?”, „jak?”, „za ile?”, „czy będzie to zgodne obowiązującym prawem?”. I tutaj zaczynają się schody, bo na większość z nich, po szeregu spotkań, nadal wypada odpowiedzieć… „nie wiem”.

W 2014 roku Gmina Miejska Kraków podpisała z Uniwersytetem Jagiellońskim porozumienie na rzecz bezpieczeństwa. W ramach tego, co pół roku, Biuro Badań Społecznych BSS Obserwator we współpracy z Katedrą Socjologii Prawa UJ realizuje badania „Bezpieczny Kraków”. Ich celem jest diagnoza problemów i zagrożeń dostrzeganych przez mieszkańców Krakowa oraz znalezienie sposobów na radzenie sobie z nimi. Okazuje się, że bezpieczeństwo jako problem wymienia raptem… 6% ankietowanych (dane: czerwiec 2018). O tym, że żyjemy w bezpiecznym mieście jest przekonanych 82,4% ankietowanych. W porównaniu do poprzedniej edycji to aż o 6 punktów procentowych więcej (76,4% we wrześniu 2017).

Nasuwa się zatem pytanie, czy przy tak wysokim poczuciu bezpieczeństwa mieszkańców jest w ogóle sens wydawać horrendalne pieniądze (ok. 100 mln zł) na jego rzekomą poprawę dzięki zainstalowaniu 100 tys. kamer na latarniach? Czy dysponujemy badaniami kryminologicznymi jednoznacznie wskazującymi na ciąg przyczynowo – skutkowy pomiędzy instalacją kamer a spadkiem przestępczości? Jeżeli jesteśmy pierwszym miastem, które chce wprowadzić taki system, to dlaczego… I co na to obowiązujące przepisy prawa, konstytucyjne prawo do prywatności czy wszechobecne RODO, którego zasadą jest minimalizacja przetwarzanych danych? Czy naprawdę chcemy, żeby ktoś widząc dwóch chłopaków siedzących na ławce, palących papierosa i głośno rozmawiających przyciskał latarniany przycisk i uruchamiał procedurę, bo jego wyobraźnia podpowiada mu, że to chuligani?

Na program pilotażowy polegający na zainstalowaniu 3.5 tysiąca kamer na Prądniku Czerwonym w budżecie miasta zostały zabezpieczone 3 mln złotych, a prawdopodobnie jest to suma i tak niewystarczająca. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wydawanie takich kwot jest niewspółmierne do ewentualnych szkód, które mogą się na tym terenie wydarzyć. Raz jeszcze posłużę się moim ulubionym raportem, z którego wynika, że aż 93,4% mieszkańców Prądnika Czerwonego nie odczuwa zagrożenia! Instalacja takiej ilości kamer sprawi, że odczuwać je znaczną, bo wytworzy w ludziach poczucie niepewności. W tej dzielnicy muszą dziać się straszne rzeczy, skoro trzeba nas bezustannie obserwować!

Dlatego jako członkini Stowarzyszenia Wielki Kraków, któremu leży na sercu dobro mieszkańców, apeluję – zwłaszcza do Kobiet w Radzie Miasta Krakowa – o pochylenie się nad naszą propozycją. Nasza organizacja od początku swojego istnienia wspiera ruchy dążące do finansowania metody in vitro z budżetu miasta. Problem niepłodności dotyka bardzo wielu par. Choć zazwyczaj się z tym dramatem nie obnoszą, są to prawdziwe ludzkie tragedie, depresje, załamania, często związane także z zasobnością portfela i niemożnością pozwolenia sobie na procedurę in vitro.

W Krakowie mamy za sobą już kilka podejść do finansowania, niestety wszystkie niezaakceptowane. W marcu będzie kolejne. Mając na szali realne powstanie życia ludzkiego a osaczenie każdego skrawka miejskiego terenu monitoringiem, wybieramy życie. Jeżeli projekt radnego Łukasza Wantucha zostanie odrzucony lub sam radny się z niego wycofa, co jest bardzo prawdopodobne, apelujemy o przesunięcie środków zabezpieczonych na monitoring wizyjny w budżecie na finansowanie in vitro. Dodatkowe 3 mln złotych pozwoli na to, by nie wybierać – wszystkie potrzebujące pary będą mogły uzyskać wsparcie.

Nie ma lepszej drogi, by wyrazić chęć rzeczywistej pomocy tym, dla których potomstwo to esencja życia. Kraków to miasto otwarte i wrażliwe na problemy swoich mieszkańców – mam nadzieję, że po raz kolejny przekonamy się o tym już niebawem.

Martyna Nowakowska, Stowarzyszenie Wielki Kraków


Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.p l

Zobacz także