Pomimo kontrowersji związanych z wycinką ponad tysiąca drzew pod budowę Tramwaju na Mistrzejowice, władze Krakowa zapowiedziały rozpoczęcie prac w czerwcu. Mieszkańcy Prądnika Czerwonego i aktywiści nie zgadzają się na taką skalę ingerencji w zieleń. Naszym zamiarem jest, by inwestycja z jednej strony zrealizowała swoje cele komunikacyjne, a jednocześnie byśmy to zrobili w sposób przyjazny środowisku – stwierdził wiceprezydent Andrzej Kulig, podczas konferencji prasowej, która 26 maja odbyła się w Urzędzie Miasta Krakowa.
na specjalnie zwołanej konferencji prasowej oprócz władz Krakowa obecni byli przedstawiciele firmy Gülermak, głównego wykonawcy nowej linii tramwajowej. Nowe torowisko ma połączyć skrzyżowanie ulic Lema i Meissnera z Mistrzejowicami i przebiegać częściowo pod ziemią – pod rondem Polsadu i rondem Młyńskim. Wzdłuż całej trasy rośnie jednak wiele drzew, z których ponad tysiąc – dokładnie 1059 – ma zostać wyciętych.. Wycinka wzbudziła kontrowersje po tym, jak 9 maja inwestycja dostała zielone światło do rozpoczęcia budowy – zezwolenie na realizację inwestycji drogowej.
− Kraków, jak wszystkie duże metropolie, zmaga się z negatywnymi następstwami zmian klimatycznych. Niezwykle istotne jest, by przeciwdziałać objawom tych zmian, takim jak podtopienia czy zalania. Wiele części naszego miasta staje się wyspami ciepła, dlatego prowadzimy szereg różnych działań, które te problemy ograniczają. Jednym z ważniejszych zadań w tym zakresie jest utrzymywanie, a nawet rozbudowa terenów zielonych, co pozostaje w kolizji z inwestycjami, które z natury rzeczy łączą się z przygotowaniem terenu pod różnego rodzaju obiekty: kubaturowe czy liniowe. Naszym zamiarem jest, by inwestycja z jednej strony zrealizowała swoje cele – skomunikowała ważne obszary miasta, które do tej pory były pozbawione tego rodzaju komunikacji szynowej, a jednocześnie byśmy to zrobili w sposób przyjazny środowisku – mówił Andrzej Kulig.
Badania stanu fitosanitarnego wykazały, że ok. 60 proc. egzemplarzy kolidujących z projektowaną infrastrukturą posiada defekty, takie jak uszkodzenia mechaniczne kory, susz, próchnicę, listwy mrozowe, ślady żerowania szkodników czy znaczne odchylenia od pionu. Zamiast nich zaproponowano nasadzenia kompensacyjne – wszystkie nowe drzewa będą rosły na terenie inwestycji.
Na skutek uwag zgłaszanych przez mieszkańców Krakowa, pierwotny projekt został zmodyfikowany. Wprowadzono rozwiązania, które mają zmniejszyć natężenie hałasu mimo zmniejszenia liczby ekranów akustycznych. Wygospodarowano za to więcej miejsca na tereny zielone, udało się też zachować dodatkowe 200 drzew, które początkowo przeznaczone były do wycinki. Protestujący uważają, że można ocalić znacznie więcej okazów.
– Podjęliśmy decyzję, że wycięcie każdego drzewa będzie rozpatrywane indywidualnie. Nad pracami związanymi z zielenią będzie czuwać niezależny dendrolog. Chcemy mieć stuprocentowe przekonanie, że ochronimy wszystko, co jest możliwe – wyjaśnia wiceprezydent Krakowa Andrzej Kulig. Konkretnej liczby wiceprezydent Kulig nie podaje, to ma być wiadome po przeanalizowaniu każdej planowanej wycinki. Wykonawcy inwestycji z firmy Gülermak zapewniają, że za każde wycięte drzewo zaplanowano nowe nasadzenie.
– Dodatkowo do przesadzenia wytypowaliśmy 71 młodych, zdrowych egzemplarzy. 26 z nich już rośnie w nowych lokalizacjach, pozostałych 45 zostanie przeniesionych na docelowe stanowiska po rozpoczęciu budowy – zapowiada Paweł Motyka, zastępca dyrektora kontraktu.
Zakończenie inwestycji planowane jest na koniec 2025 roku. Przedsięwzięcie ma kosztować ponad 1,9 mld zł. W tej kwocie oprócz kosztów budowy ujęto 20-letni okres utrzymania linii przez partnera prywatnego ( Solutions Polska), który przed oddaniem infrastruktury miastu po 20 latach ma też przeprowadzić jej generalny remont.



