Mocny głos w sprawie zagospodarowania Zakrzówka! „Przywróćmy go dla krakowian, a nie dla aktywistów.”

Zakrzówek / fot. KRKnews.pl

– Sprawa Zakrzówka jak w soczewce pokazuje, jak miejscy aktywiści są szkodliwi dla zdrowej tkanki miasta. Jak są szkodliwi dla zwykłych mieszkańców. Jak ich pomysłu mogą, wręcz krakowianom zagrażać. Jak forsowana ideologia niewielkiej i krzykliwej grupy ludzi, którzy paradoksalnie w dużej mierze „żyją” z grantów, dotacji i innych form publicznego wsparcia, może szkodzić miastu – pisze dla KRKnews.pl Alicja Podgórska. 

Po wielu latach starań, dziś widać jedną koncepcję zagospodarowania Zakrzówka, którą zaprezentował dyrektor Zarządu Zieleni Miejskiej – Piotr Kempf. Koncepcje spójną, całościową, a przede wszystkim atrakcyjną dla mieszkańców. I znów to, co dobre dla krakowian, nie podoba się miejskim aktywistom.

Protestują przed zabezpieczaniem ścian dawnego kamieniołomu siatką, wyznaczeniem kąpieliska tylko na małym akwenie i tak dalej, i tak dalej. Można powiedzieć „norma”. Powinniśmy być już przyzwyczajeni, że oni są wiecznie niezadowoleni. I to rozumiem, gdzieś trzeba wylać codzienne frustracje i niepowodzenia. A najlepiej robi się to poprzez krytykowanie innych, którzy chcą coś robić lub robią.

Oczywiste jest to, że zabezpieczanie ścian kamieniołomu jest bezwzględnie konieczne. Z bardzo prostego powodu. W czasach eksploatacji urobku ze ścian Zakrzówka do pozyskiwania kamienia używano materiałów wybuchowych, więc pozostała skała jest krucha, popękana i mocno nie stabilna. A co za tym idzie bardzo niebezpieczna dla ludzi, ze względu na fakt, że potrafią się od niej odrywać kilkuset kilogramowe kawałki. I ta oprotestowana siatka na temu przeciwdziałać – ale, żeby to wiedzieć to trzeba trochę pomyśleć… Popatrzyć w przeszłość i przewidzieć przyszłość… Oczywiście można, by jej nie zakładać, ale kto wiedźmie odpowiedzialność, gdy taki odłamek zabije człowieka. Na pewno nie aktywiści.

Druga kwestia to plaża na małym zbiorniku. Na zaprezentowanej wizualizacji widać piękne pomosty, plaże wzdłuż brzegów i znów się nie podoba. No cóż… mają prawo.

Rolą projektującego tak różnorodny obszar, jest pogodzenie wszystkich oczekiwań i tych którzy chcą plażować, tych którzy chcą uprawiać sporty wodne, wspinaczkę, biegać lub jeździć na rowerze dookoła zbiornika. Nie wykorzystanie takiego akwenu do nurkowania, byłoby nieracjonalne, ze względu na świetne do uprawiania tego sportu warunki na Zakrzówku. Dlatego warto je wykorzystać, a nie zakazywać.

W zaprezentowanym projekcie przynajmniej ktoś spróbował to zrobić, dał propozycję, alternatywę – a nie powiedział od razu „nie” albo „nie da się”. Są miejsca do kąpieli, jest strefa sportów wodnych, kawiarenka dla smakoszy kawy i amatorów nic nie robienia, trasy do biegania i nordick walking, ścieżki rowerowe, coś dla dzieci i wspinaczy – czyli jest nowoczesna, ładna, dobrze skomunikowana strefa rekreacji dla mieszkańców. I to ich boli bo to jest dla nas nie dla nich.

Sprawa Zakrzówka jak w soczewce pokazuje, jak miejscy aktywiści są szkodliwi dla zdrowej tkanki miasta. Jak są szkodliwi dla zwykłych mieszkańców. Jak ich pomysłu mogą, wręcz krakowianom zagrażać. Jak forsowana ideologia niewielkiej i krzykliwej grupy ludzi, którzy paradoksalnie w dużej mierze „żyją” z grantów, dotacji i innych form publicznego wsparcia, może szkodzić miastu.

Dziś warto postawić sprawę jasno – przez bezmyślną akceptację pomysłów aktywistów, płacimy My mieszkańcy. Wyludnia się centrum Krakowa, mamy wszechobecne korki i paraliż komunikacyjny. I to się stało, więc przynajmniej nie pozwólmy zniszczyć Zakrzówka.

Przywróćmy go dla krakowian, a nie dla aktywistów.

Alicja Podgórska

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także