Szybkie fakty

Kategoria Komunikacja
Data 7 czerwca 2020
Czytanie ~4 min
Tematy chamska hołota, czy polityk przyzna się do błędu, krakowska tarcza dla mobilności
Komunikacja · 7 czerwca 2020 · 4 min czytania

Nic nie wiedziałem, nic nie słyszałem – czy polityk przyzna się do błędu?

Autor: Grzegorz Górski Aktualizacja: 07.06.2020 Lokalizacja: Kraków

Ostatnie wydarzenia, zarówno na ogólnopolskiej, jak i krakowskiej scenie politycznej, utwierdziły mnie w przekonaniu, że polityk nie przyzna się do błędu. A jeśli już nie ma innego wyjścia, to pada komediowe „nic nie widziałem, nic nie słyszałem”.

Weźmy kilka przykładów z ostatniego tygodnia.

Stare śpiewki

Zacznijmy od „chamskiej hołoty”. Chyba nikomu nie trzeba przypominać, kto i gdzie to powiedział. Choć może jedynie należałoby to zrobić w przypadku wicepremier Jadwigi Emilewicz, która nic nie słyszała. Wszyscy widzieli, jak blisko stała prezesa PiS wypowiadającego kontrowersyjne (według niektórych – męskie) słowa.

Przedsiębiorcy już pewnie się nie dziwią, dlaczego wielu ich apeli przedstawiciele rządu nie usłyszeli. Ale wracając do „męskiego” stwierdzenia – kiedy politycy PiS nie potrafili już wytłumaczyć, że prezes nic takiego nie powiedział, to przeszli do znanej śpiewki – to się im (oczywiście opozycji) należało.

Wyobraźmy sobie…

Kolejny przykład to sprawa ministra Łukasz Szumowskiego. Nawet wiara i pewność, że nie doszło do żadnych nieprawidłowości przy przyznawaniu wielomilionowych dotacji firmie jego brata, w normalnym kraju nie zablokowałaby dymisji ministra. Taka decyzja byłaby przesądzona. A u nas? Nic się nie stało.

Łukasz Szumowski (fot. wikipedia)

Przypomnijmy sobie aferę z zegarkiem ministra Sławomira Nowaka. Przecież skala podejrzeń była naprawdę niewspółmierna z tym, co widzimy teraz. I wyobraźmy sobie, że nadal rządzi PO-PSL – jakie materiały o ministrze PO, którego brat dostaje z publicznej kasy miliony złotych, emituje TVP Info? Jak grillują go wieczorne „Wiadomości” A minister Szumowski zachowuje się tak, jakby nic nie słyszał, nic nie wiedział o interesach brata na styku z sektorem publicznym. Rządząca koalicja broni go jak niepodległości, co wcześniej czy później się na niej zemści. I nie pomoże stwierdzenie, że minister obronił Polskę przed koronawirusem. Na marginesie – ciągle zasadne – po ostatnim rekordzie zakażeń w ciągu jednego dnia – jest pytanie, czy rzeczywiście na uratował?

O zającu

Ale opozycji też trudno przyznać się do błędów. Przecież wystawienie jako kandydatki na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej było błędem. Nie słyszałem z ust żadnego ważnego polityka Koalicji Obywatelskiej przyznania się do tego błędu. Słyszymy tylko, że zapłaciła za to, że sprzeciwiała się organizowaniu wyborów kopertowych 10 maja.

Jej rolę określiłbym (jeśli to obraźliwe, to z góry przepraszam, mogę przepraszać, bo nie jestem politykiem) jako zająca, który ciągnie stawkę biegaczy na początku, a potem schodzi z bieżni, by rekord pobił ktoś inny. Czasem taki zając jest skuteczny, wtedy nikt o nim nie pamięta, bo liczy się wygrany. Jeśli jednak wygra ktoś inny, a biegacz, którego ciągnął zając, nie pobije rekordu, winny jest kto? Zając.

Wiec wyborczy Rafała Trzaskowskiego na Rynku Głównym w Krakowie (Fot. Grzegorz Skowron)

Żeby nie było wątpliwości – obserwując ostatnie dni kampanii trudno nie odnieść wrażenia, że zając skutecznie zmęczył przeciwników. Pobicie rekordu, czyli pokonanie faworyta (urzędującego prezydenta), staje się co raz bardziej realne. Sobotni więc Rafała Trzaskowskiego na Rynku Głównym w Krakowie naprawdę robił wrażenie. I przypominał wiece Andrzeja Dudy… sprzed pięciu lat.

Bez jasnej deklaracji

Politykom mniejszego kalibru, czyli, naszym, lokalnym też trudno przychodzi przyznać się do błędu. Co w Krakowie w ostatnim czasie budzi najwięcej emocji? Zmiany organizacji ruchu na ulicach.

Okazuje się, że o niektórych z nich, wprowadzanych w ramach poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, radni wiedzieli. Byli o nich informowani na komisjach. Nie usłyszeli, co się do nich mówi? Nie widzieli oczami wyobraźni, co się stanie, gdy nagle kierowcom zostanie zabrany jeden pas ruchu? Może nie nie przewidzieli skutków. A teraz, gdy ujrzeli je na własne oczy i poczuli gniew kierowców, zaprotestowali przeciwko zmianom.

Oczywiście nie wszystkie zmiany na ulicach były wcześniej znane. Te wprowadzane w ramach Krakowskiej Tarczy dla Mobilności pojawiły się nagle. A jedna z gazet informuje nawet, że wpuszczenie samochodów na torowisko tramwajowe na ul. Grzegórzeckiej nie było konsultowane z MPK, które do tej pory jako jedyne korzystało z tego torowiska.

Krakwoska Tarcza dla Mobilności na ul. Grzegórzeckiej – auta jadą po torowisku (Fot. Grzegorz Skowron)

Osobiście niektóre zmiany mógłbym poprzeć, ale pod jednym warunkiem. Władze miasta powiedzą jasno i otwarcie – wyrzucamy ruch samochodowy z Dietla i Grzegórzeckiej, ten ciąg komunikacyjny przestaje mieć charakter obwodnicy najstarszej części miasta. To byłby jasny przekaz, który zapewne spotkałby się z jeszcze większymi protestami niż Krakowska Tarcza dla Mobilności, od której nie odklei się już łatka głupich rozwiązań. Nawet jeśli to ich autorzy mają rację. I nie pomoże stwierdzenie prezydenta, że kontrowersyjne zmiany są pilotażowe, co oznacza, że można będzie je cofnąć, gdy okaże się, że się nie sprawdzają. Taka deklaracja, choć jasna, nie przebiła się już przez krytykę Krakowskiej Tarczy dla Mobilności.

Grzegorz Skowron

Reklama