Pierwsza komunia bez dronów, quadów, kucyków. Jak żyć?!

I komunia / fot. Foter.com

Byłem w szoku, że ta koperta niesie za sobą takie konsekwencje. Że spędzi sen z powiek bardziej niż wezwanie do sądu czy urzędu skarbowego. Biała, niewinna, z zawartością niezwiastującą kłopotów. No bo co złego może być w zaproszeniu na I komunię?

Ostrzegam na wstępie – proszę mnie nie atakować hasłem, że najważniejsza jest obecność, sakrament i wymiar duchowy, a prezenty to sprawa zdecydowanie drugorzędna. Tak? Nawet jeśli sam w to wierzysz, to wytłumacz to dziecku.

Tak, dziecku, bo to wszystko tak zostało poukładane, że do I komunii nie idą dojrzali i w pełni świadomi ludzie, ale dzieci. A dzieci mają to do siebie, że kochają prezenty. I żadne opowieści o wymiarze duchowym tego nie zmienią. A jak nie wierzysz, to spróbuj wmówić 9-latkowi, by ze stołu chętniej brał szpinak z zieloną fasolką niż lody z bitą śmietaną polane czekoladą.

Trylogia podstawką pod komputer

Komunia dla dzieci oznacza prezenty. I nazajutrz też trwa w najlepsze, gdy dzieciaki w szkole przechwalają się – na swoim nowym smartfonie pokazują zdjęcia swojej nowej konsoli, na której teraz non stop będą grali w swoje nowe gry. Oczywiście z wymuszoną przerwą na msze z okazji tzw. białego tygodnia.

Dzieci pamiętają też kto i czym je obdarowuje i to właśnie mój problem. Siostrzeńca mam fajnego i po ludzku nie chcę go zawieść. Nie chcę kupować mu pięknie wydanej trylogii, podczas gdy od wujka ze strony ojca dostanie laptopa z FIFĄ 2017 i tym samym dzieła Sienkiewicz będą służyła co najwyżej za podstawkę pod nowego kompa.

Rozterki natury moralnej mam już za sobą. Decyzja zapadła – kupuję prezent, który ucieszy dzieciaka. No i zaczęło się sondowanie. Najpierw przepytałem rodziców siostrzeńca i okazało się, że w pierwszych komuniach jestem kompletnie niedoświadczony i moja ręka jest już głęboko w nocniku. Zadzwoniłem z listą prezentów i rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

– Może kupię mu tablet. Wiecie – poręczny, z kame…

– Tablet dostaje od cioci Wiesi, zarezerwowała sobie już miesiąc temu.

– OK, to może konsola?

– Konsolę już ma.

– A hulajnoga?

– Hulajnogę miał, ale teraz woli jeździć na rowerze i deskorolce. Nowy rower ma dostać od Jadzi.

– To może tradycyjnie, czyli zegarek?

– Lepiej nie ryzykować, bo zegarek może dostać od wujka Jurka. To znaczy może, ale nie musi, bo my z Jurkiem nie rozmawiamy od ostatniej Wigilii, gdy wszystkich głosujących na Platformę zwyzywał od sprzedajnych żydów, masonów i komunistów.

Podobnie było z laptopem, trampoliną, wieżą Hi-Fi. Wyszliśmy też poza listę, bo matka dziecka z góry ostrzegła, że nie pozwala kupić dziecku quada, drona i kucyka, który w tym roku jest ponoć komunijnym hitem…

Propozycja dla księdza

Przyszedł więc czas na rozwiązanie ostateczne, czyli pieniądze. I tu znów pytania. Może jest ich mniej niż propozycji prezentów, ale są bardzo istotne. Mianowicie:

1) ile podarować, by nie skompromitować się przed dzieckiem w porównaniu z ciocią Krysią, która pieniędzy ma w bród i lubi to pokazywać;

2) w jakiej formie je przekazać? Mogę dać gotówkę, ale boję się, że rodzice szybko zaciągną pożyczkę (siostrzeniec czasem żalił się, że tata coś majstrował przy śwince). Rozwiązanie drugie to lokata czy fundusz, ale co wtedy pomyślą sobie rodzice? Poza tym dla dziecka prezent, którego nie widzi, bo jest gdzieś w jakimś banku, to mało atrakcyjny prezent (swoją drogą – że żaden bank nie wpadł na pomysł „funduszu komunijnego”, z ładnie wydanymi, odświętnymi dokumentami).

3) zastanawiałem się już, czy nie pójść do znajomego księdza z pomysłem, który mógłby zaszczepić u kolegów po fachu. A mianowicie – parafia organizuje wyjazd na zagraniczną pielgrzymkę dla dzieciaków: z modlitwą i nawiedzeniem miejsca świętego, ale też z wizytą w wesołym miasteczku czy ZOO. A za wycieczkę płaciliby właśnie goście komunijni (jeśli oczywiście mieliby ochotę).

I tak dumam jak tego słodkiego dzieciaka uszczęśliwić. I im więcej dumam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że z miłego chłopaka zamienia się w paskudnie rozpieszczonego smarkacza. I to zdecydowanie nie ze swojej winy.

JW

zdjęcie tytułowe Foter.com

P.S. Może moja wyobraźnia jest za płytka? Może macie propozycję prezentu, który pomoże mi wyjść z tej sytuacji?

Zobacz także