Rowerem po krakowskiej drodze na szczyt absurdu

fot. ZIKIT

Obserwując niektóre decyzję urzędników, często mam nieodparte wrażenie, że oni – jakby to powiedzieli młodzi ludzie – cisną z nas bekę. Bo jak inaczej nazwać uruchomienie miejskiego roweru Wavelo w środku października? Przypomnę, po blisko roku przerwy, po słonecznych wakacjach, w czasie których odbyły się m.in. Światowe Dni Młodzieży. Może już warto było sobie oszczędzić tego cyrku i uruchomić rowery na wiosnę?

Dlaczego w sportowych  serwisach w czasie zimy mówi się więcej o skokach narciarskich aniżeli o kolarstwie? Odpowiedź jest niezwykle prozaiczna  – bo zimą kolarze sezonu nie mają. „No, ale przecież mogliby” – tak nowatorsko pomyślał zapewne ktoś, kto zdecydował się udostępnić rowery mieszkańcom w październiku. W czwartek otrzymałem jakże radosnego SMSa, w którym poinformowano mnie, że mogę wypożyczyć rower miejski. Już, w końcu, nareszcie! Będę mógł sobie pojeździć na rowerze. Co z tego, że od dwóch tygodni non stop pada deszcz, a na polu zaraz pojawi się śnieg. Jeeeeeest! Są rowery, chodźmy się poślizgać.

Doszło do falstartu. Przecież można było uruchomić rowery w grudniu – dać mieszkańcom to, na co czekali od roku, w mikołajki. Prawda, że piękny prezent? Przecież najwięcej frajdy jest, jak się ślizga po śniegu  – wie to każde dziecko. Jednak nawet ono zapewne uznałoby pomysł uruchomienia rowerów miejskich w październiku za absurdalny. Życie w Krakowie zaskoczyło mnie już wiele razy. Często, czytając lokalne wiadomości myślałem, że przez pomyłkę znalazłem się na stronie AszDziennika, który publikuje wymyślone informacje.  Skoro to jednak prawda, to korzystając z absurdalnej decyzji, zadam absurdalne pytania, a co! W związku tym pytam, czy kierownica, siodełko i rama będą podgrzewane? Czy będą dodawać narty z kijkami do tych rowerów? A może w pakiecie dostaniemy miejskie sanki  – jakby czasem przez noc napadało zbyt wiele?

Aby skorzystać z Wavelo musimy się zarejestrować na stronie wavelo.pl, a następnie wykupić jeden z abonamentów miesięcznych – za 19 lub 24 zł. Jest też opcja roczna. W tym pierwszym abonamencie mamy godzinę darmowej jazdy dziennie, a w drugim – półtorej godziny. Za każdą kolejna minutę zapłacimy 5 groszy (wychodzi 3 zł za godzinę). Dawny KMK Bike cieszył się popularnością mieszkańców, bo przez 20 minut można było jeździć za darmo – właśnie. To wystarczyło, by znaleźć się w pracy, dojechać do rynku czy dojechać na uczelnię.

Nie wróżę sukcesu obecnej formule. Jeżdżenie na rowerze jest niewiele tańsze niż kupienie ulgowego biletu okresowego w komunikacji miejskiej. Również na niekorzyść działa brak możliwości 20 minut darmowej jazdy, jak to było uprzednio. Co się stanie? Mam nadzieję, że nie skończy się to tak, że w zimie rowery przykryje śnieg, a na wiosnę znów one znikną. Mam nadzieję, choć nie jestem pewien – w końcu żyję w Krakowie już wiele lat.

Jakub Stolarczyk

fot. ZIKIT

Zobacz także