Czy kolejki na stacjach benzynowych i do kas bankowych to jedynie efekt działań rosyjskich trolli próbujących wywołać u nas panikę? Niekoniecznie…
Dla większości Polaków wojna to coś, z czym nie mierzyli się w swoim życiu. A do tego jest ona tak blisko, że internetowe i telewizyjne obrazy traktowane są jak coś, co już widać prawie z naszych okien. Dlatego część osób ruszyła do bankomatów, w których szybko zabrakło pieniędzy. Inni (często ci sami) zabrali kanistry i pojechali na stacje benzynowe. Oczywiście rosyjska dezinformacja podsyca obawy, że za chwilę będą jeszcze większe kłopoty, ale nawet gdyby trolle zamilkły i tak nie brakowałoby tych, którzy wolą mieć gotówkę i zapas benzyny tak na wszelki wypadek. I nie oceniałbym ich tak krytycznie, jak większość internautów, którzy nie zostawiają suchej nitki na gromadzących pieniądze pod poduszką i benzynę w kanistrach.
Za to jednoznacznie trzeba ocenić tych, którzy ruszyli na pomoc Ukraińcom. Oczywiście – ocenić pozytywnie. Nie chodzi tylko o masowe przynoszenie darów dla uchodźców, trochę nieskoordynowane, bardziej w reakcji na poryw serca i chęć okazania solidarności z tymi, którzy wojnę odczuwają już na własnej skórze. Coraz częściej ludzie organizują pomoc dla konkretnych rodzin z Ukrainy, opiekują się nimi, zapewniają im dach nad głową. Gotują, zbierają ubrania, zabawki. Robią to w cieniu tego, co pokazują telewizje, serwisy internetowe i gazety. To budujące i… zagłuszające strach przed wojną i jej skutkami. Pozwala zachować spokój, o który tak trudno w obliczu wojny tuż za naszymi granicami, a bez którego nie damy rady przetrzymać tego, co już się dzieje. I wierzyć, że ta wojna pozostanie za naszymi drzwiami i szybko się skończy.
Grzegorz Skowron
Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: [email protected].

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.