– Bez żadnej kontroli wjeżdżają, parkują i blokują przejazd na ulicach. To co się dzieje przypomina raczej bitwę pod Waterloo, a nie sielski obrazek – pisze o autokarach turystycznych Grzegorz Gondek ze Stowarzyszenia Wielki Kraków.
Wraz z nadejściem wakacji do Krakowa przybywa turystów. Przybywają z całego świata, chodzą i oglądają, lecz zanim zaczną zwiedzanie, muszą jakoś dojechać do miejsc przeznaczenia. I tu zaczyna się problem.
Turysta to przybysz. Wpada na chwilę i opuszcza nasz gród, zadowolony, że zobaczył jedno z najpiękniejszych miast Europy, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, iż jego obecność związana jest z wjazdem do centrum setek autokarów. I właśnie na tych autokarach chciałbym skupić uwagę.
Kanonicza jak dworzec przeładunkowy
Otóż, pojazdy te to zmora mieszkańców. Bez żadnej kontroli wjeżdżają, parkują i blokują przejazd na ulicach. Horror zaczyna się już przy moście Dębnickim. Autobusy skręcają w Zwierzyniecką i jadą na parking przy Placu Wielkiej Armii Napoleona. Korek ciągnie się już od mostu blokując przejazd tramwajom, a skręt w Powiśle graniczy z cudem. To co się tam dzieje przypomina raczej bitwę pod Waterloo, a nie sielski obrazek.
Dalej Kanonicza, jedna z najpiękniejszych ulic miasta, przypomina dworzec przeładunkowy. Mimo zakazów autokary stoją lub nakręcają, a z ich pokładów wylewa się masa turystów. Czasem niektóre wjeżdżają na Planty, a śmielsi kierowcy parkują przy placu Marii Magdaleny. Dantejskie sceny rozgrywają się również przy Wielopolu. Wyznaczone miejsce do parkowania pod Pocztą Główną to jakaś paranoja!
Stojące autokary skutecznie tamują ruch, a przekleństwa kierowców słychać już przy wyjeździe ze Starowiślnej i Dietla. I w końcu Pawia, Kurniki, Worcella – to samo. Ruch i tak jest tam ograniczony ze względu na przejścia dla pieszych prowadzące do Galerii Krakowskiej, lecz pomimo tego znajdują się kierowcy, którzy wysadzają pasażerów z autokarów i, mając przy tym minę idioty, bez pośpiechu wyciągają z nich bagaże.
Projekty bez pojęcia
Przykładów tych można mnożyć, jednocześnie zadając sobie pytanie dlaczego tak się dzieje? Otóż jak zwykle najgorsze są projekty racjonalizatorskie wprowadzane w życie bez jakiegokolwiek pojęcia o rzeczywistości. Niby są zakazy wjazdu, strefy ruchu i parkowania a odpowiedzialne służby jakoś nie reagują. Niby straż miejska poucza, a ZZM likwiduje miejsca postojowe, tylko jazda po centrum doprowadza do szału.
I nie chcę tu słyszeć tłumaczeń o wyższości komunikacji miejskiej nad samochodem prywatnym, o rowerze i deskorolce Chcę się dowiedzieć, kto za to odpowiada i kiedy się to zmieni. Wiadomym jest, że turysta to pieniądz. Ich obecność to woda na rozwój miasta, tylko czy wszystko to ma się odbywać kosztem jakości życia mieszkańców?
Nie wierzę, że decydenci nie widzą problemu. Uwierzę jednak w to, że zza biurka nie widzą możliwości jego rozwiązania. Problem będzie narastał i nie rozwiąże go zaklinanie rzeczywistości mówiące o ograniczaniu ruchu pojazdów w mieście.
Grzegorz Gondek
Stowarzyszenie Wielki Kraków
zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.