Czy Tomasz Urynowicz, obecny wicemarszałek województwa małopolskiego, będzie kandydatem na prezydenta Krakowa? Coraz bardziej prawdopodobna jest odpowiedź twierdząca na to pytanie. Jego kandydatura wydaje się z jednej strony oczywista, z drugiej – jednak dość zaskakująca.
Zacznijmy od oczywistości. Wygląda na to, że Tomasz Urynowicz chce kandydować na prezydenta Krakowa, ma takie ambicje i robi dużo, by wbić się w świadomość krakowian. Był radnym dzielnicowym i miejskim, dyrektorem w Urzędzie Marszałkowskim, a teraz jest wicemarszałkiem województwa małopolskiego. To oznacza, że o samorządzie, jego funkcjonowaniu wie dużo. Zwłaszcza o walce ze smogiem i turystyce, za które to dziedziny odpowiada w Zarządzie Województwa. Można by nawet stwierdzić, że jest dobrze przygotowany do tego, by rządzić miastem, a przynajmniej jest lepiej przygotowany niż inni potencjalni kandydaci, bo patrzył na samorząd z wielu stron (jako władza uchwałodawcza, ale i wykonawcza). Ale to nie wystarczy, by prezydentem Krakowa zostać.
Nieoczywistość kandydatury Tomasza Urynowicza wynika z tego, że nie wiadomo, jaki komitet miałby go wystawić. Pewne jest, że nie wystawi go PiS, choć przecież obecny wicemarszałek funkcjonuje w ramach Zjednoczonej Prawicy. Tyle że związany jest z Porozumieniem Jarosława Gowina, a jego dni w koalicji rządzącej – podobno – są policzone. A do tego Tomasz Urynowicz często jest w kontrze do pozostałych członków Zarządu Województwa Małopolskiego z PiS. Nie wystawi go też PO, bo przecież Tomasz Urynowicz odszedł kilka lat temu z PO (dla Platformy oznacza to, że „zdradził”). Najbliżej byłoby mu do grupy, w której mogłyby się znaleźć Polska 2050 Szymona Hołowni i PSL (oraz ewentualnie Porozumienie Jarosława Gowina). Ale jak na razie to scenariusz pisany jest palcem na wodzie, a i w tej grupie ambicje prezydenckie mają też inne osoby (jak choć obecny wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa Rafał Komarewicz).
A może obecny wicemarszałek pokusi się o start w wyborach na prezydenta Krakowa bez poparcia jakiejś dużej grupy politycznej? Taki scenariusz też jest możliwy. A przynajmniej taka kandydatura wywołałaby ferment na krakowskiej scenie politycznej. Szanse na wygraną miałby jednak tylko wtedy, gdyby po najbliższych wyborach do Sejmu (podobno mają być na wiosnę przyszłego roku) doszło do dużego przegrupowania na polskiej scenie politycznej. Warto pamiętać, że po raz pierwszy obecny prezydent Jacek Majchrowski wygrał wybory po rozpadzie Akcji Wyborczej Solidarność, kiedy rodziły się PiS i PO. W 2002 roku prof. Majchrowski nie był faworytem, a mimo to pokonał wtedy byłego prezydenta miasta Józefa Lassotę oraz posłów Jana Rokitę i Zbigniewa Ziobrę. Jeśli jednak wybory do Sejmu utwierdzą podział PiS – antyPiS, to szanse kandydatów spoza tych grup będą niewielkie.
Grzegorz Skowron
Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl



