Co przyleciało do Polski wielkim samolotem, który przywiózł z Chin kilkadziesiąt ton produktów mających wspomóc walkę z koronawirusem? Żadna partia sprowadzonego na pokładzie gigantycznego Antonowa wyposażenia nie przeszła w Polsce testów. Wydając miliony na maseczki i przyłbice, zaufano dokumentacji dostarczanej przez chińskich producentów – informuje Newsweek.
Polski rząd dokonał zakupów w ciemno. W przypadku Chin to bardzo ryzykowny kierunek, o czym przekonał się pewnie każdy, kto dokonywał zakupów choćby poprzez portal Aliexpress. Czasem to, co miało być super sprzętem, okazuje się bublem.
W przypadku pomocy medycznej podobnie jak polski rząd postąpili Holendrzy i Finowie – potem musieli spisać na straty całe partie chińskiego sprzętu, a wysoko postawiony urzędnik podał się do dymisji.
Przez niemal tydzień Newsweek próbował ustalić, jakie parametry ma zakupiony w Chinach sprzęt, którym chwalą się rząd i państwowe spółki. I choć politycy tak chętnie o transporcie rozprawiali, to pytane o jakość towaru państwowe instytucje: Ministerstwo Zdrowia, Kancelaria Premiera, Główny Inspektor Sanitarny nabierały wody w usta, odsyłając kolejno do coraz mniejszych, podległych im instytucji. Na końcu tej ścieżki znaleźliśmy założony w latach 50. niewielki państwowy instytut. Ten, owszem, badał, ale jedynie kwity, a nie jakość sprowadzonych materiałów.
Jego szefowa sama przyznała, że w innych okolicznościach proces odbywałby się zupełnie inaczej.
ml, Newsweek



