Wybory prezydenckie 2020. Koronawirus nie zatrzymał przygotowań. Głosowanie kopertowe coraz bliżej

Przygotowania do wyborów prezydenckich idą pełną parą. Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 10 kandydatów na prezydenta. Komisarze wyborczy zdecydowali o utworzeniu obwodów do głosowania w szpitalach i domach pomocy społecznej, nawet w tych, gdzie są chorzy na koronawirusa. PiS zmienił kodeks wyborczy wprowadzając kopertowe głosowanie. Za kilka dni i tak powinny być powołane obwodowe komisje, w skład których wejdzie kilkaset tysięcy ludzi. A zakażeń koronawirusem ciągle przybywa.

Wybory prezydenckie mają się odbyć za niespełna cztery tygodnie. O ich przesunięcie na inny termin apelują politycy opozycji, prawnicy, lekarze, a nawet polscy biskupi. Ale PiS upiera się przy jak najszybszym terminie głosowania. Nawet jeśli nie zdąży wszystkiego przygotować na 10 maja, to już wprowadził do kodeksu wyborczego zapisy dające marszałek Sejmu prawo do wyznaczenia nowego terminu głosowania.

Na jakim etapie jesteśmy?

10 kandydatów na prezydenta

Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 10 kandydatów na prezydenta.

O najważniejszy urząd w państwie mogą się ubiegać (kolejność alfabetyczna):

Duda Andrzej

Zdjęcie 1 z 10

Wnioski o rejestrację kandydata na prezydenta złożyło 19 komitetów, ale 10 dostało odmowę z powodu nie dostarczenia wymaganych co najmniej 100 tys. podpisów poparcia. Te komitety nie miały szans na zebranie tych podpisów, bo z powodu epidemii wprowadzono zakaz zgromadzeń publicznych.

Koronawirus? Nie szkodzi

Samorządowcy, którzy odpowiadają za przygotowanie wyborów na samym dole, od dawna alarmują, że w czasie epidemii nie da się tego zrobić dobrze. Np. 10 kwietnia minął termin zgłaszania kandydatów do obwodowych komisji wyborczych, w wielu miastach zgłosiło się dużo mniej osób niż potrzeba.

Samorządowcy zwracali też uwagę, że nie powinno się przeprowadzać wyborów choćby dlatego, że w szpitalach powoływanie komisji i późniejsze głosowanie będzie szczególnie niebezpieczne. Mimo tego komisarze wyborczy stworzyli odrębne obwody do głosowania w szpitalach i domach pomocy społecznej – także w tych, gdzie są chorzy na koronawirusa.

Do tej pory Państwowa Komisja Wyborcza kompletnie ignorowała problem zorganizowania wyborów w czasie epidemii. Ale tuż przed Świętami Wielkanocnymi przewodniczący PKW Sylwester Marciniak zwrócił uwagę na konieczność takiego przeprowadzenia wyborów, by nie było żądnych wątpliwości co do ich wyniku.

„Państwowa Komisja Wyborcza pragnie podkreślić, że wybory to moment, w którym suweren może się wypowiedzieć i zdecydować, w czyje ręce powierzy swoje losy. Jednak w demokratycznym państwie wybory to nie tylko głosowanie, to skomplikowany mechanizm, w którym uczestniczą zarówno wyborcy, kandydaci, jak i organy administracji publicznej organizujące proces wyborczy. Proces ten, z uwagi na swoje znaczenie i złożony kształt, musi opierać się na jasnych i jednoznacznych normach wyprowadzanych wprost z Konstytucji. Obowiązujące w państwie przepisy muszą zagwarantować, że reguły rywalizacji politycznej będą jasne i równe dla wszystkich, a wynik wyborów będzie urzeczywistniał wolę narodu. Dla realizacji tego celu prawo wyborcze musi być stabilne, w szczególności proces jego modyfikacji nie może budzić żadnych wątpliwości prawnych” – czytamy w komunikacie PKW podpisanym przez Sylwestra Marciniaka.

Nie ma w nim jednak stwierdzenia, że wprowadzone przez PiS zmiany w kodeksie wyborczym budzą wątpliwości prawnych. Jest za to apel „skierowany do organów władzy i administracji publicznej oraz komitetów wyborczych, o konieczne współdziałanie w sprawach organizacji i przeprowadzenia wyborów z uwzględnieniem zarówno zdrowia i życia wyborców, jak i dobra Rzeczypospolitej Polskiej, a w konsekwencji podjęcie rozstrzygnięć, które będą gwarantowały możliwość rzeczywistej realizacji konstytucyjnych praw wyborczych obywateli”

Jak ma wyglądać głosowanie?

Zmiany w kodeksie wyborczym wprowadzające powszechne głosowanie korespondencyjne jako jedyny sposób głosowania w wyborach prezydenckich nie są jeszcze obowiązującym prawem. Ustawa uchwalona przez PiS trafiła do Senatu, ten będzie nad nią pracował do 6 maja. Ale nawet jeśli uzna, że to bubel, to PiS w Sejmie może opinię Senatu i ewentualne poprawki odrzucić.
Jeśli nic się nie zmieni, to głosowanie będzie tylko korespondencyjne, choć właściwszą nazwą jest kopertowe. Zarówno w pierwszej, jak i w ewentualnej drugiej turze wyborów.

Pakiety wyborcze trafią do skrzynek na listy, nie będzie się potwierdzać ich odbioru. Za rozniesienie pakietów ma odpowiadać Poczta Polska, będzie mieć na to tydzień przed dniem głosowania.

Wyborca postawi krzyżyk przy wybranym kandydacie na karcie do głosowania i włoży ją do jednej koperty. Ta zaklejona koperta i podpisane oświadczenie z numerem PESEL trafią do drugiej koperty. I taką kopertę trzeba będzie wrzucić do skrzynki odbiorczej między godz. 6 a 20 w dniu głosowania. Nie wiadomo jeszcze ile będzie takich skrzynek i gdzie zostaną ustawione.

Skrzynki będą opróżniane sukcesywnie w ciągu całego dnia. Głosy z wszystkich skrzynek zostaną zwiezione do jednej gminnej komisji. I to ona ma policzyć głosy. Przypomnijmy, że w Krakowie liczeniem głosów zajmowało się do tej pory ponad 400 obwodowych komisji.

Wątpliwości jest sporo

Ale to nie jedyna wątpliwość. Nie ma gwarancji, że ktoś znając nasz PESEL wypełni kartę do głosowania i to ten głos, a nie rzeczywiście oddany przez nas zostanie policzony. Komisja licząc głosy najpierw sprawdzi numer PESEL i jeśli już taki się pojawił, to każdy następny odrzuci. Pisaliśmy o tym kilka dni temu.

Wybory prezydenckie 2020. Jak podczas epidemii zbierać podpisy? Wybory trzeba odwołać

Problemem jest także to, że Polacy przebywający za granica mogą mieć kłopot z udziałem w wyborach. W wielu krajach obostrzenia nie przewidują wyjątków dla polskich wyborów.

A co z osobami zakażonymi lub przebywającymi w kwarantannie, którzy nie będą mogli wyjść, by wrzucić swój głos do jakiejś, nawet najbliższej skrzynki pocztowej?

Jest też najważniejsza wątpliwość – nawet wybory kopertowe stanowią poważne zagrożenie dla glosujących i liczących głosów. I choć nawet tak popularny w kraju w ostatnich tygodniach minister zdrowia Łukasz Szumowski twierdzi, że nie ma danych potwierdzających, że wybory korespondencyjne są niebezpieczne, to jednak w Bawarii w Niemczech, gdzie takie wybory się odbyły, epidemia zaczęła zbierać coraz większe żniwo. W połowie marca, kiedy przeprowadzono głosowanie, w tym landzie były 242 zakażone koronawirusem osoby, dwa tygodnie później – już 2256, a więc prawie 10 razy więcej! Może to nie dowód, że do zakażeń doszło w trakcie wyborów, ale co najmniej hipoteza, bardzo prawdopodobna do udowodnienia… po wyborach w Polsce.

Grzegorz Skowron

Najnowsze

Co w Krakowie