Wybory prezydenckie. Mobilizacja nienawiści i głupoty

wikipedia

Druga tura wyborów prezydenckich już za tydzień. Do tego czasu komitety obu kandydatów będą mobilizować swoich zwolenników do pójścia do urn. Jeśli ktoś myśli, że są w polityce i kampanii wyborczej granice, których nie wolno przekroczyć, to „jest w mylnym błędzie”.

Wszystkie sondaże pokazują, że walka o prezydenturę jest wyrównana i o wygranej lub przegranej może decydować niewielka liczba głosów. Dlatego komitety obu kandydatów robią wszystko, by zmobilizować swoich zwolenników do głosowania 12 lipca.

Mobilizacja elektoratu jest jak najbardziej wskazana. Ale to raczej mobilizacja niechęci (często nienawiści) wobec drugiej strony niż mobilizacja do wykazania aktywności obywatelskiej. PiS i podległa mu TVP, a także sam prezydent Andrzej Duda nawet nie ukrywają tego, że trzeba iść na wybory, by znienawidzone i zdemoralizowane elity pokonać. Złe emocje są również po drugiej stronie, choć bardziej ukryte, a przychylne Rafałowi Trzaskowskiemu media przynajmniej stwarzają pozory neutralności. Spirala nienawiści się jednak rozkręca, a emocje buzują. I żaden wynik drugiej tury tych złych emocji nie ostudzi. Może być jeszcze gorzej. Bez względu na to, kto wygra.

Kolejne przekroczenie granic to zaangażowanie całego rządu do kampanii wyborczej obecnego prezydenta. Nie miejmy złudzeń – robiłaby to każda ekipa, czego dowodzą poprzednie kampanie. Ale obecnie słuchając kolejnych ministrów opowiadających w terenie, że każde przedstawiane przez nich „dobro” to zasługa prezydenta Andrzeja Dudy, można dojść do wniosku – po cholerę nam ten rząd, skoro prezydent wszystko załatwia. Rzeczywistość jest zupełnie inna.

Ale szczytem (nieodpowiedzialności?! niewiedzy?! głupoty?!) były słowa premiera o tym, że koronawirus nie jest już groźny. Padły one w kontekście zachęcania osób starszych do udziału w głosowaniu 12 lipca. Dla PiS i Andrzeja Dudy to ważne, by w wyborach wzięli udział seniorzy, bo wśród nich Rafał Trzaskowski ma mało zwolenników. Ale szef rządu – nie po raz pierwszy z resztą – uznał, że cel uświęca środki. Oby w tym przypadku nie sprawdziło się inne powiedzeniu o dążeniu do celu.

Grzegorz Skowron

Zobacz także