„Były ochroniarz premier Szydło ujawnia prawdę o wypadku sprzed czterech lat” – informuje Gazeta Wyborcza. Oficer Biura Ochrony Rządu, który brał udział w wypadku limuzyny wiozącej ówczesna premier twierdzi, że on jak i inni funkcjonariusze składali fałszywe zeznania. To może być przełom w sprawie – podkreśla Gazeta Wyborcza.
O szczegółach śledztwa opowiedział Wojciechowi Czuchnowskiemu i Jarosławowi Sidorowiczowi były funkcjonariusz BOR Piotr Piątek. Wcześniej były oficer zgłosił się do mecenasa Ryszarda Kalisza. – Pan Piotr Piątek zdecydował się na publiczne ujawnienie faktycznych okoliczności wypadku w Oświęcimiu. Chce żyć w prawdzie. Jego postawa jest wyrazem skruchy związanej ze złożeniem nieprawdziwych zeznań, wyrzutów sumienia spowodowanych świadomością, że oskarżona o spowodowanie wypadku została niewłaściwa osoba – powiedział Wyborczej Ryszard Kalisz. Według niego upublicznienie nowych faktów przez byłego oficera BOR ma być „formą ochrony świadka przed presją i możliwymi działaniami upolitycznionej władzy”.
Piotr Piątek jechał w pierwszym samochodzie rządowej kolumny, przed autem, w którym siedziała premier Beata Szydło. Jak twierdzi, samochody w kolumnie rządowej miały włączone jedynie sygnały świetlne. Podczas śledztwa wszyscy funkcjonariusze zeznawali, że były też włączone sygnały dźwiękowe. Przeczyli temu świadkowie zdarzania. Dlaczego nie włączono alarmowych dźwięków. – Żeby ludzie nie widzieli, że władza „się wozi i panoszy”. Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji – mówi Gazecie Wyborczej były oficer BOR.
– Każdy z nas był osobno przesłuchiwany, ale wcześniej wiedzieliśmy, co mamy zeznawać. Przed przesłuchaniem usłyszałem tylko: „Piotrek, wiesz, jak było…”. Ja sobie zdawałem sprawę, że chcąc dalej pracować i awansować musiałem mówić to, co reszta – wyjaśnia Piotr Piątek, dodając, że wersję dotyczącą okoliczności wypadku przekazał im dowódca zmiany. – On zarządził, jak mamy jechać i jak mamy mówić… – relacjonuje dalej były ochroniarz szefowej rządu.
Do wypadku z udziałem premier Beaty Szydło doszło w lutym 2017 roku. Limuzyna wioząca szefową rządu zderzyła się z fiatem seicento, który skręcał przed nadjeżdżającym autem kolumny rządowej. Kierowca fiata tłumaczył, że rządowa kolumna nie miała włączonych sygnałów alarmowych, potwierdzali to świadkowie – podopieczni ośrodka uzależnień. Oficerowie BOR zeznawali, że były włączone i sygnały świetlne, i dźwiękowe.
(red)

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.