Od kilku tygodni temat ścieżki rowerowej, która ma powstać na wałach Rudawy, tworząc nowoczesną i bezpieczna drogę rowerową dla mieszkańców Krakowa od Salwatora aż do Mydlnik, elektryzuje mieszających w jej pobliżu ludzi. Elektryzuje co najmniej tak, jakby miała tam powstać czteropasmowa autostrada z dwoma rondami i mostem. A nie 3-metrowa betonowa ścieżka rowerowa na koronie wałów.
I jestem w stanie ich zrozumieć, chcą mieć ciszę i spokój. Chcą słyszeć w otwartych oknach śpiew ptaków, cichy i smętny szmer rzeki, szumiące wierzby. Widzieć otuloną mgłą dzikość przyrody z dzwonnicą kościoła Norbertanek w tle. Pływające bobry, brodzące w Rudawie dziki, jelenie i łosie. Błogostan, który ma pozostać bez zmian. Taki nienaruszony przyrodniczo ostatni fragment Krakowa.
W związku z tym pojawiła się propozycja, żeby ścieżkę rowerową wytyczyć częściowo po obecnych, ogólnodostępnych drogach bocznych. Problem w tym, że ciągi komunikacyjne wzdłuż Rudawy już dziś są bardzo przeciążone i nie ma co ukrywać – niebezpieczne. Ponadto wiązało by się to zapewne z poszerzeniem ulic takich jak Mydlnicka, Zarudawie, Hamernia pewnie też Na Błonie. Cały ten kwartał wymagałby gruntownej przebudowy. I to dopiero spowodowałoby protesty działkowców i mieszkańców.
Wały Rudawy są dziś po prostu zaniedbane, a nie dzikie. Są niebezpieczne dla ruchu rowerowego i rolkowego, a droga rowerowa wzdłuż Wisły staje się coraz bardziej niewydolna.
Kraków od jakiegoś czasu stał się areną coraz to nowych konsultacji – pomijając fakt wydawania na nie ogromnych sum pieniędzy, to w większości przypadków po pierwsze nic ciekawego z nich nie wynika albo jak już – to wyniki są dziecinnie naiwne wręcz żenujące. A po drugie – liczba ludzi w nich uczestniczących też jest można śmiało powiedzieć śmieszna – bo jak o przebudowie wałów wiślanych decyduje trochę ponad 150 osób w prawie w milionowym mieście, to coś jest nie tak. jak powinno być.
Na miasto trzeba dziś spojrzeć inaczej – funkcjonalnie, przez pryzmat wszystkich grup społecznych i szerokiego ogółu mieszkańców. Miasto nie jest dobrem tylko tych okolicznych z danego terenu, ale wszystkich i ma być dostępne dla wszystkich. Nie powinno być tak, że ktoś, kto mieszka w Prokocimiu, nie będzie mógł jeździć rowerem czy na rolkach w sposób bezpieczny i cywilizowany w innej części miasta, choćby na Zwierzyńcu, bo komuś to przeszkadza. Nie tędy dziś droga. Nie wolno tworzyć z jednej strony zamkniętych zielonych enklaw, bo z drugiej powstaną nam śmierdzące getta.
Alicja Podgórska
Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl



