Co stanie się z Krakowem, jeśli z kranów przestanie płynąć woda? Czy miasto jest przygotowane na blackout, awarię magistrali albo inne sytuacje kryzysowe? Michał Kostrzyński, przewodniczący Społecznego Komitetu Rozwoju Krakowa, przekonuje, że potrzebujemy rozproszonych, niezależnych ujęć. W rozmowie Małgorzata Armada pyta m.in. o to, ile takich studni powinno powstać w Krakowie, ile kosztowałaby ich budowa i co mieszkańcy mogą zrobić już dziś. Trwa zbiórka podpisów pod projektem uchwały w tej sprawie.
Czego dokładnie dotyczy projekt proponowanej przez Was uchwały i jaki problem ma rozwiązać?
Projekt uchwały dotyczy wybudowania niezależnych źródeł wody na czas kryzysu. Kryzysu takiego jak blackout, który jest najbardziej prawdopodobny, ale także skażenie źródeł wody czy wojna – oczywiście oby nie. Musimy być gotowi na wszystko, szczególnie że napięcia w Europie są coraz większe i zagrożenie ze wschodniej granicy istnieje.
Jak pokazują doświadczenia państw zachodnich, na przykład Hiszpanii, zdarzały się ogólnomiejskie kryzysy energetyczne. Przy obecnych rozwiązaniach technicznych, które są w Krakowie, doprowadziłoby to do sytuacji, że po prostu w kranach nie byłoby wody. Jeśli jej zabraknie, mieszkańcy będą jej poszukiwali. Blackout jest o tyle specyficzny, że tej wody nie będzie również w sklepach, bo nie będzie można jej kupić. Naprawdę będziemy odcięci od podstawowego źródła życia.
Co miasto oferuje nam obecnie w sytuacji kryzysowej?
Obecnie miasto może zapewnić mieszkańcom beczkowozy oraz wykorzystać kilka agregatów , które pozwoliłyby uruchomić część pomp i tym samym podtrzymać działanie fragmentu systemu wodociągowego. To jednak nadal tylko część infrastruktury. Mówimy o ponadmilionowym mieście, a obecne rozwiązania nie pozwalają na zabezpieczenie wody dla wszystkich mieszkańców w przypadku poważnego kryzysu.
Potwierdza to również raport NIK-u z 2023 roku, z którego wynika, że polskie miasta nie są przygotowane na sytuacje takie jak blackout, uszkodzenie magistrali, dywersja czy wojna. Dodatkowo od grudnia 2024 roku obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej, która nakłada na prezydenta miasta obowiązek zapewnienia mieszkańcom wody w sytuacji kryzysowej. Nie można jednak uznać, że samo posiadanie beczkowozów rozwiązuje problem, dlatego potrzebne są niezależne źródła wody.
W uchwale jest mowa o rozproszonych, awaryjnych i możliwie niezależnych źródłach zaopatrzenia mieszkańców w wodę. Co dokładnie kryje się pod tym pojęciem?
Chodzi o stworzenie systemu niezależnego od obecnej sieci wodociągowej, opartego na wielu, niezależnych od siebie ujęciach wody. W naszej uchwale kierunkowej proponujemy przede wszystkim wiercenie studni głębinowych wyposażonych w pompy mechaniczne, które nie potrzebowałyby do działania prądu. To rozwiązanie jest już sprawdzone – takie studnie funkcjonują w Krakowie. Jest ich ponad 270, choć większość jest niesprawna lub woda z nich jest nieprzebadana.
Gdzie takie studnie miałyby powstać i czy Kraków ma do tego odpowiednie warunki?
Powinny znajdować się na terenach miejskich, ogólnodostępnych – nie na prywatnych posesjach, nie za ogrodzeniem, ale w miejscach, do których w sytuacji kryzysowej każdy mieszkaniec będzie mógł z nich skorzystać. Nie wymagają przy tym dużej przestrzeni – wystarczy niewielki fragment terenu, około dwa metry kwadratowe.
Problem polega na tym, że obecnie takich studni jest zdecydowanie za mało. Te, które już istnieją, często nie są sprawdzane ani uruchamiane, a przy części z nich znajduje się informacja, że woda nie nadaje się do spożycia. Trzeba więc przede wszystkim zweryfikować istniejące ujęcia i je uruchomić. Taki rozproszony system funkcjonuje już w innych miastach. W Berlinie jest prawie 3000 takich studni i system jest cały czas rozwijany. Podobne rozwiązania działają również w Wiedniu. Z konsultacji z naukowcami z AGH wynika natomiast, że stworzenie takiego systemu jest możliwe także w Krakowie.
Jak długo Kraków byłby w stanie zapewniać mieszkańcom wodę w przypadku poważnej awarii lub blackoutu?
W tym momencie nie jesteśmy w stanie tego określić. Mam wrażenie, że w Krakowie nikt takiej odpowiedzi nie udzieli, bo miasto nie jest przygotowane na funkcjonowanie bez źródeł wody niezależnych od systemu wodociągowego. To byłoby raczej działanie w chaosie, bez ścisłego planu. Myślę, że w tej chwili wyglądałoby to po prostu tak, że beczkowozy byłyby kierowane na osiedla i tyle.
Ile takich punktów potrzebowałby Kraków?
Takich punktów powinno być około tysiąca. To oczywiście zaokrąglona liczba, która wynika z powierzchni miasta i ilości mieszkańców. Studnie powinny być rozlokowane w taki sposób, żeby odległość między nimi nie przekraczała mniej więcej 500 metrów. Skoro w Krakowie mamy obecnie około 270 takich ujęć, to minimalny plan zakładałby dobudowanie około 650–700 studni, przy jednoczesnym sprawdzeniu i rewitalizacji tych, które już istnieją. Warto dodać, że niektóre z obecnych studni cały czas działają. Przykładem jest studnia na placu Inwalidów, z której mieszkańcy nadal korzystają i pobierają wodę. Funkcjonuje ona od dziesięcioleci.
Jak w praktyce miałaby wyglądać taka studnia? Czym różniłaby się od tradycyjnej studni, z której czerpiemy wodę wiadrem?
Mówimy o wywierconym odwiercie, wykonywanym przez geologa na dużą głębokość, do warstw wodonośnych. W Krakowie głębokość, na której znajdują się te warstwy, jest różna w zależności od części miasta. Sam odwiert ma niewielką średnicę i na powierzchni jest zabezpieczony pompą albo kranem. Jeżeli mamy źródło artezyjskie, woda wypływa pod wpływem ciśnienia. Jeżeli nie ma takiego ciśnienia, można zastosować pompę uruchamianą siłą mięśni.
Takie ujęcie zajmuje niewiele miejsca, a przede wszystkim jest znacznie trudniejsze do skażenia niż odkryta studnia, jezioro czy staw. Odwiert jest zamknięty i zabezpieczony, dzięki czemu dostęp do wody z zewnątrz jest dużo trudniejszy. Ważne jest również to, że źródła byłyby rozproszone po całym mieście. Jeżeli jedno z nich zostałoby skażone albo przestało być dostępne, pozostałoby wiele innych, niezależnych ujęć.
Ile może kosztować budowa takiego systemu?
Koszt wybudowania całej sieci szacujemy na około 45 milionów złotych, czyli około 45 tys. złotych za jedną studnię. Przy założeniu, że wykorzystamy i wyremontujemy część istniejących studni, ta kwota byłaby jednak znacznie niższa. Warto też przypomnieć, że rząd planuje przeznaczyć na Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej ponad 105 miliardów złotych w latach 2027–2031.
Ile wody mieszkańcy powinni mieć w domu na wypadek sytuacji kryzysowej?
Na pewno warto zabezpieczyć się w wodę na minimum trzy dni do tygodnia. Trzeba mieć jednak świadomość, że jeśli wodociągi informują, że wody nie będzie przez trzy dni i powinna wrócić następnego dnia, to w sytuacji kryzysowej wcale nie musi się tak stać. Możemy przechowywać wodę w piwnicy, spiżarni czy innym dostępnym miejscu, w baniakach albo butelkach. Ważne jest też, żeby od początku ją racjonować i traktować jako podstawowy zapas do picia i zaspokojenia najważniejszych potrzeb, a nie zużywać normalnie na pranie czy inne czynności. Warto wcześniej wyliczyć swoje zapotrzebowanie i przygotować odpowiednią ilość wody na kilka dni. Wiadomo, że większość mieszkańców bloków nie ma warunków, żeby magazynować jej bardzo dużo, ale kilkanaście czy kilkadziesiąt litrów zawsze można mieć przygotowanych.
Tyle że to jest tak naprawdę rozwiązanie awaryjne. Docelowo mieszkańcy nie powinni być zmuszeni do przechowywania wody, tylko powinni mieć dostęp do niezależnego ujęcia w pobliżu domu. Magazynowanie oznacza przerzucenie na nich obowiązku, który zgodnie z ustawą powinno realizować miasto.



