Szybkie fakty

Kategoria Miasto
Data 6 lipca 2017
Czytanie ~4 min
Miasto · 6 lipca 2017 · 4 min czytania

Zwyrodnialcy! Katują psy, skazują na konanie w mękach. Oto cała prawda o sadystach!

Autor: Michał Lop

– W fundacji nauczyłam się kląć. Jest to silniejsze ode mnie, czasami jedziemy naprawdę ostro. I gdybyśmy nie spotykali wspaniałych osób, które adoptują zwierzęta i pomagają w ich ratowaniu finansowo, to byśmy ludzi znienawidzili – o bestialstwie właścicieli zwierząt, ale też sposobach pomocy psom w rozmowie z KRKnews.pl opowiada Marta, wolontariusz fundacji Człowiek dla zwierząt.

To właśnie ta fundacja znalazła ostatnio w przydrożnym rowie kilkumiesięczną suczkę, którą ktoś porzucił, a być może wyrzucił z pędzącego samochodu (więcej o tym pisaliśmy TUTAJ). Ludzie potrafią być jednak bardziej okrutni, choć część z nich jest po prostu zagubiona. Jak możemy pomóc zwierzętom? W wywiadzie dla KRKnews.pl opowiada Marta.

Da się oswoić z widokiem skatowanych zwierząt?

– Mam z tym do czynienia na co dzień – z sytuacjami wynikającymi z okrucieństwa, bezmyślności, zaniedbania, ale też niewiedzy. Zajmuję się wolontariatem jakieś 6 lat, ale ciągle to wszystko przeżywam. Skórę mam już może trochę zgrubiałą, ale każda taka sytuacja w nas siedzi.

Ludzie zaczynają się lepiej obchodzić ze zwierzętami?

– Wielkiej poprawy nie ma. Może jest trochę lepiej na wsiach, głównie w pobliżu dużych miast. Kiedyś tam było nie do pomyślenia, by mieszkańcy wyprowadzali psa na spacer, bo większość była przywiązana do budy. Teraz coraz częściej widzi się ludzi spacerujących ze zwierzętami, głównie dlatego, że taki zwyczaj wprowadzili napływający z miast nowi mieszkańcy. 

Miastowi też potrafią być okrutni i np. trzymają wilczura w 4o-metrowym mieszkaniu.

– Wielkość mieszkania nie jest problemem. Większe znaczenie ma czas, jaki zwierzęciu poświęcamy. W mieszkaniu on nie potrzebuje biegać, ale musimy mu to umożliwić na zewnątrz, podczas spaceru. Pies musi spotkać się z innymi psami, poznać nowe środowisko, to jest dla niego najważniejsze. Braku spaceru z właścicielem nie wynagrodzi możliwość biegania po ogrodzie wokół domu, bo spacer to dla psa wspaniała możliwość przebywania ze swoim „panem”.

A jak wygląda wasze miejsce pracy?

– Prowadzimy przytulisko koło Słomnik. Jest dość kameralne, mamy około setki psów. To niewiele w porównaniu z ogromnymi schroniskami, gdzie jest czasem kilka tysięcy zwierząt. O takich miejscach mówi się, że to największe w Europie obozy koncentracyjna dla psów i niestety kilka z nich znajduje się w Polsce… 

Jak psy do Was trafiają?

– 95 proc. z nich pochodzi z obszarów wiejskich lub jest wyrzuconych przez ludzi z Krakowa w podkrakowskich miejscowościach. Kiedyś przyjechaliśmy po młodą sukę, która jako szczenię została adoptowana z krakowskiego schroniska i po kilku miesiącach wywieziona 15 km od miasta. Ktoś widział jak jest wyrzucana z samochodu. Pies miał jednak chipa, którego otrzymał w schronisku. Szybko namierzono właściciela i udał się do niego inspektor. Właścicielka powiedziała, że nie może zobaczyć psa, bo zginął pod kołami samochodu, ale inspektor znał prawdę i sprawą zajęły się odpowiednie organy. Ale ludzie potrafią być jeszcze bardziej okrutni.

Jak bardzo?

– Trafiła do nas kiedyś suka, która cała życie spędziła na łańcuchu. Właściciel rzucał w nią cegłami, pustakami i kamieniami. Miała szczenięta, które uśmiercano. Na szczęście teraz suczka mieszka w domu z rodziną i dwójką małych dzieci. Ludzie nagminnie przywiązują psy łańcuchem do drzewa w lesie i tak skazują je na śmierć w męczarniach – z głodu i pragnienia. Kiedyś w Krakowie ktoś po prostu wyrzucił psa przez okno. Słyszałam też o obcinaniu uszu żywcem.

Czasem jednak trudno osądzić, czy to na pewno jest znęcanie. Przykład? Kiedyś ktoś przejechał młodziutkiej suczce samochodem po łapie. Po 3 dniach właściciel wziął zwierzę do weterynarza, ale to było lato i na zewnątrz przez kilka dni było po 30 stopni, więc weterynarz miał już do czynienia z gnijącą łapą. Z rozkładającymi się tkankami nawet nie pod wpływem urazu, ale upałów.  Rozmawiałam później z właścicielem, tłumaczył się brakiem pieniędzy i też starałam się go zrozumieć.

W wakacje macie chyba najwięcej pracy.

– Tak, ale sporo jest też przed feriami i świętami. Najwięcej zgłoszeń to jednak prośby o pomoc. Wzięcie psa powinno wiązać się jednak z zadaniem sobie pytania: czy będę miał co z nim zrobić, gdy wyjadę czy zachoruję? Jeśli nikt z rodziny czy znajomych nie jest nam w stanie pomóc, to są instytucje, hotele czy ludzie, którzy przyjmą takiego psa lub zamieszkają w naszym mieszkaniu i się nim zaopiekują. Można w końcu zabrać swojego pupila z sobą na wakacje. Są jednak takie sytuacje, że np. umiera babcia, która miała psa  i coś z tym zwierzakiem trzeba zrobić. Wtedy na pewno lepiej zgłosić się z nim do schroniska niż przywiązać do drzewa i zostawić.

Nienawidzi pani ludzi przez to jak traktują zwierzęta?

– W fundacji nauczyłam się kląć. Jest to silniejsze ode mnie, czasami jedziemy naprawdę ostro. I gdybyśmy nie spotykali wspaniałych ludzi, którzy adoptują zwierzęta i pomagają w ich ratowaniu finansowo, to byśmy ludzi znienawidzili. Na szczęście, dzięki osobom dobrej woli, to wszystko się jakoś bilansuje.

Rozmawiał: Piotr Nowik

Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Bestialski atak na psa! Co tak naprawdę się tam wydarzyło?

Reklama