To jak dżuma, cholera czy inny francowaty wirus, który zaatakował kierowców w całej Europie i za Chiny Ludowe nie chce odpuścić. Kreski. Kres-ki. Kreeeeski. Patrzcie na te kreski! – apeluje Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.
Czasem sobie myślę – a jakby je zrobić pod napięciem? Albo sprawić, by najechane darły się wniebogłosy lub automatycznie naklejały delikwentowi na szybie popularnego „karnego kut***a”? Naprawdę, na co dzień nie jestem wulgarna czy agresywna, ale od tych niechlujów opadają ręce.
Zasada jest prosta – skoro białe kreski idą koło siebie, a między nimi są jakieś 3 metry drogi/parkingu, to znaczy, że właśnie tam masz zmieścić samochód. Nie na kresce, pod kreską, wokół kreski, czy co tam jeszcze innego chodzi ci po głowie. Między kreskami! Kreska jest zła, niedobra, bee i nie można na nią najeżdżać! Nie można!!!
Beztroskie bałwany
Na osiedlu w Krakowie opadały mi ręce. Jeden zaparkował na kresce, drugi zgodnie z zasadami (czyli między), a trzeci znów na kresce. I w ten sposób widzę tam miejsce dla siebie, które jeden bałwan z drugim mi zajęli.
O, właśnie w ten sposób

A później próbuję usprawiedliwiać tego bałwana – że może to nie on, tylko ten bałwan przed nim tak zaparkował, że nie dał mu innej możliwości. I koło się zamyka, a frustracja narasta.
I wyjeżdżasz człowieku 2,5 tys. km w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Masz spokój, słońce, życzliwych ludzi, piękne widoki i – a jakże – bałwanów od kresek.
A jakby tego było mało, to hiszpańskie bałwany są jeszcze bałwanami beztroskimi, czyli nawet nie pchają się cwaniacko w wolne miejsce, ale widząc dużo wolnych miejsc i tak mogą stanąć na kresce.
Kilkanaście kresek
Do tego mają jeszcze jedno paskudne przyzwyczajenie – stawiają samochód na tzw. polach wyłączonych. Wiecie, taki kawałek jezdni, a na nim dużo kresek. No, ale jeśli komuś nie przeszkadza stawania na jednej kresce, to tym bardziej stanie na kilku/kilkunastu.
I w efekcie jazda po hiszpańskim kurorcie może wyglądać tak: wychylasz się ile wlezie, bo skrzyżowanie zasłania samochód, który stoi na wielu kreskach. W tym momencie ktoś nadjeżdżający na ciebie trąbi, bo generalnie w dobrym tonie jest w Hiszpanii zatrąbić. I gdy już wyjedziesz i zaczynasz szukać miejsca parkingowego, to sam chętnie zacząłbyś trąbić na tych wszystkich bałwanów, którzy zamiast jednego miejsca parkingowego zajęli półtora i więcej.
Na to energii jednak szkoda, bo Hiszpanie i tak by nie zrozumieli, o co chodzi.
Marta
zdjęcie tytułowe / fot. Foter.com
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).
Wakacje lepiej spędzić w Krakowie. Wyjazd to kompletna pomyłka



