– U nas wywołało to oburzenie, ale w Hiszpanii dmuchana lala mogłaby nawet zostać prezydentem. I nie chodzi o seksizm, ale to, co stało się z „elitą” polityczną – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.
Odliczacie? Czujecie podniecenie? Nerwowo przeglądacie sondaże? Właśnie, ja też nie, ale jednak krakowskie wybory wywołały we mnie nutkę ekscytacji za sprawą… naczelnego KRKnews – Łukasza Mordarskiego.
Powiedzieć, że wsadził kij w mrowisko, to nic nie powiedzieć. W końcu znany jest z tego, że wsadza różne rzeczy w różne dziwne miejsca… Ale do rzeczy!
Chodzi o ten artykuł
Jednych rozbawił, innych zbulwersował, niewielu pewnie się z nim zgodziło (sorry, Redaktorze). Pomyślałam jednak, jakby to było w Hiszpanii. I nie chodzi mi o silikonowe dmuchańce, ale kwestię oddania głosu w ogóle. I wiecie co – należałoby redaktora Mordarskiego deportować do Hiszpanii.
Dlaczego? Bo tam wszyscy mają polityków w głębokim poważaniu i jestem w stanie sobie wyobrazić, że głosują oczami, a nie rozumem. Rozum nie ma tu bowiem nic do rzeczy, bo gdy zaczyna się debata pt. „Na kogo zagłosujesz?”, to na ogół kończy się po 3 minutach konkluzją: „Obojętne, wszyscy to skorumpowane świnie”.
Hiszpanie nienawidzą polityków, bo przez nich czują się gorzej niż my w komunie. U nas należało być w partii i przywileje były z góry ustalone. U nich dziś należy mieć nie tylko chody jak u nas w partii, ale też pieniądze. Hiszpanie uważają, że tylko tak da się załatwić cokolwiek z politykami. Mają ich za oślizgłe szumowiny, niewarte podania ręki. Bo gdy podasz im prawą, to oni lewą wyciągną ci ostatnie pieniądze z kieszeni.
Rzadko zdarzają się wyjątki, zdecydowana większość moich znajomych Hiszpanów uważa polityków za skorumpowanych. I to nawet nie jest kwestia człowieka, ale systemu. Dlatego właśnie redaktor Mordarski znalazłby tam poklask, bo na kogo głosować w kraju, gdzie istnieje kult piękna i obrzydzenie politykami? Tam dmuchana lala mogłaby nawet zostać prezydentem.
Marta
zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay
“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).



