Bez względu na to, jak w poniedziałek zagłosuje Jarosław Gowin, cieszyć się nie będzie. Ale wynik głosowania, które może przesądzić, że wybory prezydenckie 10 maja 2020 odbędą się tylko w trybie korespondencyjnym, pokaże, czy wicepremier z Krakowa jest w stanie powstrzymać PiS przed (tu można sobie wybrać – logicznym lub szaleńczym) pędem do głosowania podczas epidemii koronawirusa.
Przypomnijmy – na politycznym stole są dwie propozycje. Pierwszą złożył Jarosław Gowin – chodzi o ekspresową zmianę konstytucji, dzięki której Andrzej Duda byłby prezydentem jeszcze przez dwa lata, dopiero potem można by wybierać jego następcę. Już wiadomo, że ten pomysł nie ma szans na realizację, bo musiałaby go poprzeć opozycja, a ta tego nie zrobi. Winę za to ponosi PiS (także Jarosław Gowin), który już przy tarczy antykryzysowej oszukał partie opozycyjne przemycając do niej w ostatniej chwili zmiany w kodeksie wyborczym. Trudno się więc dziwić, że żadna nowa propozycja ze strony ekipy rządzącej wyjścia z impasu nie zyska poparcia opozycji.
Druga oferta to powszechne głosowanie korespondencyjne, zgłoszone przez PiS, któremu sprzeciwia się Jarosław Gowin i jego posłowie. Pomijając fakt, że zapisy z projektu PiS dowodzą, że tak przeprowadzone wybory będą farsą (pakiety wyborcze nie będą dostarczane do rąk własnych i nie będą odbierane bezpośrednio od głosujących, nawet w PRL stwarzano większe pozory wolnych wyborów), to przygotowanie ich w tak krótkim czasie jest niemożliwe. Wprawdzie PiS będzie chciało po raz kolejny udowodnić, że „da się”, ale jeśli rzeczywiście dojdzie do głosowania 10 maja, to nie będzie można go nazwać wyborami. Oczywiście na pewno tak nazwie je telewizja rządowa, ale im więcej czasu upłynie od 10 maja 2020 roku, tym bardziej będzie jasne, że to wybory nie były.
Poniedziałek 6 kwietnia 2020 roku jest o tyle istotny w tym scenariuszu, że może przesądzić, gdy Jarosław Gowin i jego posłowie zagłosują przeciwko projektowi PiS, że powszechnego głosowania korespondencyjnego nie będzie. A tym samym wybory 10 maja trudno będzie forsować nawet PiS.
Jakie są możliwości? Czy będzie tak jak kiedyś, że po sprzeciwie wobec planów PiS Jarosław Gowin jednak będzie głosował za, ale nie będzie się cieszył?
Pierwszy wariant – projekt PiS trafia do kosza, bo Jarosław Gowin i jego posłowie głosują tak jak opozycja. Wprawdzie poseł Gowin głosuje przeciw, jest moralnym zwycięzcą, ale i tak się nie cieszy, bo tak naprawdę nie wiadomo, co będzie dalej.
Drugi scenariusz – poseł Gowin głosuje przeciw, ale PiS udaje się podkupić kilku jego posłów i pomysł na powszechne głosowanie korespondencyjne przechodzi. Z takiego przebiegu jeszcze trudniej się cieszyć, bo dowiedzie, że Gowin nie ma posłuchu w swojej partii, a do tego on sam jest zbędny PiS.
Trzecia możliwość – PiS, Gowin i jego posłowie głosują wspólnie. Jarosław Gowin głosuje za, ale się nie cieszy. Czyli wracamy do „normalnej” polityki.
Który scenariusz się ziści? Gdyby zakłady bukmacherskie przyjmowały zakłady o to, który scenariusz się spełni, na żaden nie postawiłbym dużych pieniędzy.
Grzegorz Skowron

Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Bądź pierwszy!
Nie udało się wczytać komentarzy.